Sekret ojcostwa | Uroczystość św. Józefa, Oblubieńca

Bartolomé Esteban Murillo, „Święta Rodzina z ptaszkiem”, ok. 1650, olej na płótnie, 144 × 188 cm, Prado, domena publiczna.

19 marca 2023

W kalendarzu liturgicznym Małżonek Maryi pojawia się dwa razy jako indywidualny bohater – 19 marca obchodzimy uroczystość św. Józefa Oblubieńca, natomiast 1 maja wspominamy św. Józefa Rzemieślnika. Jeśli Kościół podkreśla te dwa aspekty jego męskości – pracę i miłość – to znaczy, że pożyteczne jest rozważanie ich osobno. Myślę jednak, że należy to robić w tym celu, aby zrozumiawszy doniosłość obu aspektów, umieć je połączyć znowu w jedną jakość. Owa jakość to ojcostwo św. Józefa. Ojcostwo mężczyzny, który nie mógł cieszyć się biologicznym potomkiem. A mimo to – ojcostwo najwyższej próby.

 

Spójrzmy na św. Józefa z perspektywy dziecka. Odszukanie w sobie na nowo tej perspektywy jest jednym z głównych wyzwań dla chrześcijanina, a szczególnie dla osoby konsekrowanej. Piszę te słowa jako kapłan, a zatem także jako ojciec. Jestem powołany do ojcostwa nie tylko z racji święceń kapłańskich, ale przede wszystkim z racji bycia mężczyzną. Kiedy przed święceniami rozmyślałem nad swoim powołaniem, szybko doszedłem do wniosku, że aby stać się ojcem, muszę przyglądać się ojcostwu z perspektywy syna. Jeśli młody mężczyzna tego nie zrobi – wszystko jedno, czy jest kawalerem, czy klerykiem – prawdopodobnie pozostanie wiecznym dzieckiem w typie Piotrusia Pana. Dzieckiem bez ojca. Być ojcem, nie będąc synem – to niemożliwe!

Patrzenie

Komunikacja pomiędzy synem a ojcem w dużej mierze polega nie na słowach, lecz na czynach i postawach. Ojciec dostrzega wyciągnięte ręce dziecka, syn obserwuje pochylenie ojca nad sobą, nad swoimi potrzebami. Nie wiem, czy mogę to uzasadnić, ale jestem głęboko przekonany, że ta więź kształtuje się bez słów. Dlatego w relacji ojca i syna istotne jest patrzenie. Patrzenie jest postawą wyczekiwania na gest, tak jak słuchanie jest postawą wyczekiwania na słowo. Nie jest to jednak postawa bierna, lecz dynamiczna, gdyż angażuje całą osobę. Trzeba czujnie i w gotowości trwać w zapatrzeniu, tak jak w innym momencie należy czujnie i w gotowości trwać w zasłuchaniu. Gest jest koniecznym dopełnieniem słowa. Słowo miłości domaga się gestu. Jak Słowo, które przyjęła Maryja, potrzebowało podyktowanych miłością czynów św. Józefa – wykonywanych wszak bez zbędnych słów.

Dziecko wpatruje się w ojca, gdyż „Syn nie mógłby niczego czynić sam od siebie, gdyby nie widział Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni” (J 5,19). W taki sposób Jezus określił swoją doskonałą relację z Bogiem Ojcem. Czy jednak jako ziemskie dziecko nie był zapatrzony przede wszystkim w św. Józefa? Oczywiście, że tak. Cieśla z Nazaretu jest przecież „ikoną” Ojca Niebieskiego. Cóż zatem widział młody Jezus, obserwując ojcostwo św. Józefa?

Rzemieślnik 

Kiedy Bóg stworzył pierwszych rodziców, powierzył im odpowiedzialną pracę – troskę o Eden – dzięki której nie tylko stali się Jego współpracownikami, ale także mieli udział w dobrze rozumianym panowaniu nad światem stworzonym (por. Rdz 1,28). Jednak jako skutek grzechu pierworodnego Bóg zapowiedział Adamowi, że praca stanie się dla niego ciężarem (Rdz 3,17–19). A zatem karą dla mężczyzny za nieposłuszeństwo wobec Stwórcy jest znój pracy. Rzeczywiście praca często potrafi upokorzyć mężczyznę, kiedy na przykład wysiłki włożone w jakieś dzieło spełzają na niczym lub kiedy z pracy swoich rąk nie jest w stanie zaspokoić potrzeb rodziny. Materia stawia nam opór, który niekiedy ciężko pokonać i to niezależnie od tego, czy wykonujemy pracę fizyczną, czy intelektualną. Czasami przecież kolejna książka wydaje się nie do przebrnięcia, a tabelki Excela zaczynają nas przerastać.

Święty Jan Paweł II podkreśla jednak, że słowa „mówiące o ciężkim trudzie, jaki odtąd towarzyszy pracy ludzkiej — nie zmieniają faktu, że jest ona drogą, na której człowiek realizuje właściwe sobie «panowanie» w świecie widzialnym, «czyniąc ziemię sobie poddaną»” (Laborem exercens, 9). Konsekwencje grzechu Adama to nie tylko brzemię, które mamy dźwigać, ale także droga naszego ocalenia. „Praca jest dobrem człowieka – dobrem jego człowieczeństwa – przez pracę bowiem człowiek nie tylko przekształca przyrodę, dostosowując ją do swoich potrzeb, ale także urzeczywistnia siebie jako człowiek, a także poniekąd bardziej «staje się człowiekiem»” (Laborem exercens, 9).

Bóg jednak nie zsyła doświadczenia bez wskazania nam drogi wyjścia. Daje też moc, abyśmy na tę drogę weszli – na drogę uszlachetniającej pracy, która jest wyrazem miłości. Kobieta jest tą, która przynosi życie, mężczyzna natomiast poprzez swoje czyny przygotowuje miejsce na przyjęcie życia. Tak jak św. Józef, który całą swoją postawą odnajduje się w świecie czynów: „Zbudziwszy się, Józef uczynił tak jak mu nakazał anioł Pański” (Mt 1,24). 

Ojciec swoją pracą, swoimi czynami, odpowiada na gest wyciągniętych rąk dziecka, czyli na jego potrzeby. W świadomości ojca dziecko stale mu towarzyszy przy pracy, choć fizycznie jest raczej nieobecne. A kiedy zdarza się, że dziecko ma okazję obserwować pracującego ojca, patrzy na jego odpowiedź na swoją dziecięcą miłość.

Kiedy mężczyzna podporządkowuje pracę miłości, realizuje swoje człowieczeństwo, gdyż składa „bezinteresowny dar z samego siebie” (por. Gaudium et spes, 24). Ojciec swoją pracą, swoimi czynami, odpowiada na gest wyciągniętych rąk dziecka, czyli na jego potrzeby. W świadomości ojca dziecko stale mu towarzyszy przy pracy, choć fizycznie jest raczej nieobecne. A kiedy zdarza się, że dziecko ma okazję obserwować pracującego ojca, patrzy ono na jego odpowiedź na swoją dziecięcą miłość. Pochylenie ojca nad warsztatem pracy czy też nad biurkiem jest także tym pochyleniem nad dzieckiem – rodzajem reakcji na jego wyciągnięte w górę ramiona.

Oblubieniec  

Więź ojca z synem nie jest jednak relacją budowaną w próżni. Każdy ziemski ojciec jest także oblubieńcem. Oblubieńczość warunkuje ojcostwo. Syn zawsze patrzy na ojca-oblubieńca. Święty Jan Paweł II w encyklice Redemptor Custos ukazuje nam postać św. Józefa jako tego, którego ojcostwo wobec Jezusa wypływało z faktu poślubienia Maryi. Właśnie na przykładzie Świętych Małżonków dostrzegamy, że ojciec musi być oblubieńcem, jednak konieczność ta nie jest podyktowana potrzebą prokreacji, lecz ma głęboko egzystencjalny sens. W Medytacji na temat „bezinteresownego daru” św. Jan Paweł II znów wraca do początku: „Oto człowiek jako mężczyzna czuje się samotny wśród stworzeń, które nie są do niego podobne, staje oto wobec istoty, która jest do niego podobna. Odnajduje w stworzonej przez Boga kobiecie «pomoc» do siebie podobną (por. Rdz 2,18), a tę «pomoc» trzeba rozumieć w znaczeniu jak najbardziej podstawowym. Kobieta dana jest mężczyźnie, ażeby mógł zrozumieć siebie, i wzajemnie mężczyzna jest dany kobiecie w tym samym celu. Mają potwierdzać wzajemnie swoje człowieczeństwo, zdumiewając się nad jego dwoistym bogactwem” (1). A zatem syn patrzy na ojca, który pełniej rozumie siebie dzięki kobiecie. Jezus patrzy na św. Józefa, który stale potwierdza swoją męskość w zwierciadle oczu Maryi. 

Syn patrzy na ojca, który składa „bezinteresowny dar z siebie samego” nie tylko w relacji z nim, lecz także w relacji z kobietą. Ojciec jej nie unika ani nie próbuje nad nią panować, lecz traktuje ją z największym szacunkiem, tak jak św. Józef traktował Maryję. Na pewno łatwo zrozumieć to w kontekście małżeństwa, jak jednak pojąć tę kwestię z perspektywy kapłana? Święty Jan Paweł II pisze zaskakujące słowa: „Myślę, że każdy mężczyzna, bez względu na stan i powołanie życiowe, musi kiedyś usłyszeć te słowa, które kiedyś usłyszał Józef z Nazaretu: «Nie bój się wziąć do siebie Maryi» (Mt 1,20). «Nie lękaj się przyjąć», to znaczy uczyń wszystko, ażeby rozpoznać dar, jakim ona jest dla ciebie. Lękaj się tylko jednego, ażebyś tego daru sobie nie przywłaszczył. Tego się lękaj. Jak długo ona pozostanie dla ciebie darem samego Boga, możesz się bezpiecznie radować tym wszystkim, czym jest ów dar” (Medytacji na temat „bezinteresownego daru”, 5). Z słów tych wynika, że każdy mężczyzna, ojciec, także kapłan, dla pełnego rozwoju potrzebuje nie tylko Matki Bożej, ale i niewiasty, którą rozpoznaje jako Boży dar.

Syn patrzy na ojca, który składa „bezinteresowny dar z siebie samego” nie tylko w relacji z nim, lecz także w relacji z kobietą. Ojciec jej nie unika ani nie próbuje nad nią panować, lecz traktuje ją z największym szacunkiem, tak jak św. Józef traktował Maryję.

Jest jeszcze jedna ważna kwestia łącząca wymiar pracy i miłości. Święty Jan Paweł II twierdzi, iż pojawienie się kobiety u boku mężczyzny w rajskim ogrodzie wyzwoliło w pierwszym człowieku dążenie do piękna, co jest główną siłą motywującą każdą twórczość i każde ludzkie działanie. Papież, cytując swojego ulubionego poetę, Cypriana Kamila Norwida, pisze: „«Piękno na to jest, by zachwycało do pracy, praca […], by się zmartwychwstało». Jeżeli człowiek istotnie zmartwychwstaje przez pracę, przez różne prace, jakie wykonuje, to właśnie dzięki tej inspiracji, jaką daje mu piękno: piękno świata widzialnego, a pośród tego w szczególny sposób piękno kobiecości” (Medytacji na temat „bezinteresownego daru”, 3).

A zatem syn patrzy na ojca zapatrzonego nie tylko w swoje dziecko, nie tylko pochylanego nad warsztatem pracy, lecz także zapatrzonego w piękno kobiety, która jest do tej pracy inspiracją. Jest w najbardziej Bożym sensie „odpowiednią pomocą”.

* * *

Każdy syn musi widzieć w ojcu zarówno mężczyznę pracującego, jak i kochającego – takim widział Jezus św. Józefa. Nasze dziecięce zapatrzenie w św. Józefa pomoże nam kształtować w sobie ojcostwo. Warto uciekać się do św. Józefa, niejako wyciągać ręce do tego ojca, warto patrzeć na te dwa profile jego ojcostwa, by także stać się pracowitym i kochającym ojcem.

 


Zostań mecenasem Verbum! Ten projekt rozwinie się dzięki Twojemu wsparciu.