Tajemnice radosne z Józefem

1 maja 2023

Jaki on był? Jaki jest? Czym Józef wyróżnia się spośród innych mężczyzn? Dlaczego został „błogosławionym między mężczyznami”?

 

Józef i Dawid

„Józefie, synu Dawida…” – tymi słowami zwraca się do Józefa Boży posłaniec, przypominając mu o jego królewskim pochodzeniu. W jego żyłach płynie błękitna krew, ale poza tym faktem Dawida i Józefa więcej dzieli, niż łączy i nie chodzi tylko o to, że pierwszy był królem, a drugi ubogim rzemieślnikiem. Jest w ich biografiach takie wydarzenie, które ukazuje istotną różnicę między nimi i zarazem czyni z życia Józefa czytelne zadośćuczynienie za grzechy jego wielkiego poprzednika.

Król Dawid dostrzegł Arkę Pana, która w odróżnieniu od niego mieszkała nie w pałacu cedrowym, lecz w namiocie. Zapragnął zbudować dla niej dom, poczynił szereg przygotowań do budowy. Bóg jednak nie pozwolił mu na realizację planów – „Nie zbudujesz domu dla imienia mego, bo jesteś mężem wojny i rozlewałeś krew” (1 Krn 28,3). Zadanie wzniesienia świątyni otrzymał jego syn, Salomon. Dawid okazał się nieskutecznym budowniczym. Utknął na etapie snucia wielkiej wizji.

Inaczej jest z Józefem – cieślą, a więc praktycznym budowniczym domów, który nie karmi swojego męskiego ego wielkimi wizjami, lecz wsłuchuje się w wolę Bożą. Józef słyszy od Boga: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło” (Mt 1,20). Maryja, Arka Nowego Przymierza, zostaje powierzona pełnemu pokoju, szanowanemu, choć niewiele znaczącemu rzemieślnikowi. Józef zdaje sobie sprawę z tego, że po ludzku niewiele może zaoferować Matce Zbawiciela, ale zaprasza Ją do siebie. Oddaje się Jej i Dzieciątku.

Maryjo, chcemy przyjmować do swoich serc Ciebie i Jezusa z taką skromnością, jak robił to Twój ukochany Józef. Pragniemy na jego wzór, swoją obecnością przy Tobie, pokornie wynagradzać wszelkiego rodzaju umyślne i nieumyślne zniewagi poczynione Twojemu Niepokalanemu Sercu i Najświętszemu Sercu Pana Jezusa.

Józef i Zachariasz

Maryja śpiewa Elżbiecie i jej domownikom Magnificat. Zachariasz wznosi hymn uwielbienia, kiedy odzyskuje głos po narodzinach Jana. Symeon błogosławi Boga, kantykiem prorokując wobec rodziców Jezusa i wiernych zgromadzonych w świątyni. Ale wśród nowotestamentowych kantyków nie znajdziemy pieśni Józefa. Jego „hymnem” jest wewnętrzna cisza. Józef milczy. Ale nie w taki sposób jak wcześniej Zachariasz, którego milczenie było epizodem i karą za niedowiarstwo – „Ja jestem Gabriel, który stoję przed Bogiem […] A oto będziesz niemy i nie będziesz mógł mówić aż do dnia, w którym się to stanie, bo nie uwierzyłeś moim słowom” (Łk 1,19–20).

Józef nigdy nie był niemy. Jego milczenie to styl bycia, konsekwencja radykalnego zaufania Bogu. Małżonek Maryi jest mężczyzną, który nie ma w zwyczaju wszczynać niepotrzebnych dyskusji. Jest mężczyzną, który nie teoretyzuje. On przyjmuje do wiadomości to, co ma przyjąć, i działa. Kojarzymy go z milczeniem także dlatego, że jego cechą jest dyskrecja – wszak został strażnikiem Tajemnicy. Nawet wtedy, gdy głęboko zasmucony nie do końca wie, co powinien myśleć o brzemiennej Maryi, serce swoje wylewa przed Bogiem, nie przed człowiekiem. Później, kiedy anioł zapewnia go o tym, że „z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło” (Mt 1,20), milczy, bo rozpoznaje swoje zadanie – dyskretne wprowadzenie Zbawiciela w historię ludzkości, w konkretny naród i jego kulturę.

Najpiękniejsze jest jednak to, Maryjo, Matko Słowa, że milczenie Józefa jest tłem dla Twojego hymnu. Jego milcząca powaga jest oprawą dla Twojej dziewczęcej radości wyrażonej kantykiem. On milczy, byś Ty mogła być lepiej przez nas słyszana, byś była bardziej znana i miłowana. Maryjo, chcemy na wzór Józefa w cichości towarzyszyć Tobie i Twojemu Synowi, by w naszym życiu wybrzmiewało nie nasze słowo, lecz Słowo, które Ty niesiesz – Bóg. 

Józef i Eliasz

Józef jest trochę jak Eliasz. Podobnie jak ten wielki prorok, na smutki, które go przerosły, reaguje pewnym wycofaniem, zapada w sen. Jednak w odróżnieniu od Eliasza Józef nie dramatyzuje, nie ulega pokusie rozpaczy, nie prosi Boga o śmierć. Owszem, podjąwszy trudną decyzję o oddaleniu Maryi, pozwala sobie na opłakanie straty.

Podobnie jak do Eliasza, tak i do Józefa przychodzi anioł – obu krzepi (chlebem/słowem), by wstali i zaczęli realizować Boży plan. Najważniejsze jest jednak to, że obaj doświadczają niezwykłego spotkania. „Wtedy Bóg rzekł [do Eliasza]: «Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana!». A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały [szła] przed Panem; ale Pan nie był w wichurze. A po wichurze – trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu – szmer łagodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty” (1 Krl 19,11‒13). Tak jak gorliwy prorok, ku swojemu zaskoczeniu, doświadcza Boga w łagodnym powiewie, tak radykalnie sprawiedliwy Józef poznaje Boga w bezbronnym dziecku. Ale Józef obserwując wcielonego Boga z progu Betlejemskiej groty, nie musi zasłaniać swojej twarzy.

Maryjo, ileż to razy obserwowałaś oblicze swojego Małżonka – to rozczulone słodyczą Maleństwa, to znów zdumione – kiedy uświadamiał sobie Jego tożsamość. Józef pochylony nad kołyską – pierwsza dusza adorująca. Maryjo, tak jak Józef pragniemy trwać przy Tobie, adorując Twojego Syna obecnego dziś w kruchej Hostii.

Józef i Abraham

Ofiarowanie Bogu pierworodnych synów było gestem wyrażającym wiarę Izraela w to, że są oni szczególną własnością Boga. Dlatego rodzice Jezusa „przynieśli [Dziecko] do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu” (Łk 2,22–23). Wspomniana w dalszych wersetach ofiara – para synogarnic lub dwa młode gołębie – nie stanowi w tym przypadku ekwiwalentu za Pierworodnego, lecz dotyczy rytuału oczyszczenia Matki. Tym samym Jezus zostaje przez swoich rodziców ofiarowany Bogu. 

Józef podobny jest do Abrahama, który gotów był złożyć Izaaka w ofierze. W pierwszym momencie można pomyśleć, że realna próba wiary i spełnienie rytuału są nieporównywalne. W rzeczywistości jednak Abraham znalazł w zaroślach baranka, którego Bóg pozwolił mu zabić zamiast Izaaka, natomiast ostatecznie Barankiem wydanym za nas wszystkich jest Syn Józefa. Józef, pobożny Żyd, znający Pisma i proroków, któremu anioł zwiastował, że Dzieciątko w łonie Maryi „zbawi swój lud od jego grzechów” (Mt 1,21), i który słyszy, jak Symeon woła do Boga na widok małego Jezusa: „Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela” (Łk 2,30–32), nie może jakoś nie przeczuwać trudu misji swojego przybranego Syna. Choć zmarł na długo przed Jego Męką, to już w momencie ofiarowania Jezusa w świątyni odczuwa jakby Abrahamowe boleści.

Maryjo, wiele razy widziałaś Józefa, który uczył Jezusa rzemiosła cieśli. Pracowali razem w drewnie, cięli i heblowali deski. Co czuł Józef, patrząc na Syna niosącego drewniane belki na plecach? Ty, pełna łaski, obserwowałaś męża, który wiele przeczuwał, ale jego serce nie pojmowało tak jak Twoje Niepokalane Serce. Widziałaś jego ból i w tym bólu radykalne zaufanie Wszechmocnemu. Pragniemy, jak Józef, wszystko oddawać Bogu, zwłaszcza to, co dla nas najcenniejsze – oby z Tobą u boku i przez Twoje ręce.

Józef i Adam

„Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” (Łk 2,49) – odpowiada Maryi odnaleziony w świątyni, małoletni Jezus. Można się zastanawiać, czy Józefa nie bolą te słowa pomniejszające jego rolę przybranego taty Jezusa. Mogłyby go zranić, gdyby miał w zwyczaju koncentrować się na sobie i na swojej pozycji. On natomiast w centrum stawia Bożego Syna. „Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie” (Łk 2,48) – wyznaje Maryja swojemu Dziecku. Józef odczuwa prawdziwy ból, gdy traci kontakt z Jezusem, ale nie wtedy, gdy Jezus odsłania swoją i zarazem ich tożsamość. I choć podobno „nie rozumieli tego, co im powiedział” (Łk 2,50), to nie czuli już niepokoju, nie potrzebowali dopytywać.

Jak odmienna jest postawa rodziców Jezusa od nastawienia pierwszych rodziców, których ciekawość i skoncentrowanie na sobie wyprowadziły z rajskiego Ogrodu. Odrzucili Boga jako Ojca, bo sami i o własnych siłach chcieli być jak Bóg. Józef natomiast uznaje Boga za Ojca, nie tylko swojego przybranego Syna, ale także swojego. Józef tak jak nie odrzucił swojego ojcostwa wobec Jezusa, tak nie odrzuca ojcostwa Boga względem siebie. I nie musi wszystkiego rozumieć na poziomie intelektu, najważniejsze, że właściwie reaguje jego serce. Adam, kiedy zgrzeszył, a więc stracił Boga z oczu, wcale nie zamierzał Go szukać. Po prostu ze strachu schował się wśród drzew. Józef, który gubi Syna Bożego, szuka Go z bólem serca. Bo jego serce bije w rytmie Serca Niepokalanej.

Maryjo, pragniemy jak Józef poświęcić się Twojemu Niepokalanemu Sercu, by zjednoczyć się z Najświętszym Sercem Pana Jezusa. Nie musimy wszystkiego rozumieć. Ale niech nasze serca bolą nas, kiedy znajdziemy się daleko od Boga. Niech pracują w rytmie, który wybija Twoje Serce.

 


Zostań mecenasem Verbum! Ten projekt rozwinie się dzięki Twojemu wsparciu.