Pragnij! | Uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP

Zdjęcie: Gary Meulemans / Unsplash

8 grudnia 2023

Uroczystość Niepokalanego Poczęcia, która przypada na czas adwentu, podpowiada nam, czego oczekuje od człowieka Bóg, zwłaszcza w tym okresie, kiedy w kościołach wyjątkowo intensywnie słychać wołanie: „Przyjdź!”. Ale tajemnica Niepokalanej Niewiasty to także wyjątkowa opowieść dla kobiet – obciążonych winą córek Ewy, które mają szansę na udział w zwycięstwie Maryi.

 

Czy jest coś złego w marzeniu o tym, aby być jak Bóg? Odpowiedź wydaje się oczywista, jeśli pamiętamy historię upadku Adama i Ewy, którzy przekroczyli Boży zakaz skuszeni taką właśnie wizją: „…wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą wam się oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3,5). Oboje zapragnęli być na równi z Bogiem, ale to ona sprowokowała biernego mężczyznę do nieposłuszeństwa. I chociaż wielu komentatorów usiłuje winę rozłożyć symetrycznie, to jednak zarówno fakt, że tylko kobieta rozmawiała z wężem, jak i odmienność kar, jakie otrzymali pierwsi rodzice, pokazuje nam gradację winy. Wszak Bóg mówi do węża: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy twoje potomstwo a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę” (Rdz 3,15). Co prawda mężczyzna i kobieta ponoszą konsekwencje właściwe dla swojej płci – ona od tego momentu ma rodzić w bólach i kierować swe pragnienie ku mężczyźnie, natomiast on będzie ponosił trud daremnej pracy (zob. Rdz 3,16-19) – jednak zapowiedziana walka ma toczyć się wyłącznie pomiędzy kobietą a szatanem i ich potomstwami. A zatem ostateczny triumf zapowiedziany został jako niezależne dzieło niewiasty i jej dziecka. Zawarta jest tu wyraźna sugestia, że cała sprawa rozegra się jakby poza męskim światem. Ciekawe, że Bóg nie ukrył przed szatanem „słabej płci”, lecz naprzeciw tego osobowego Zła postawił kobietę w pojedynkę.

Cała wina vs. pełnia łaski

Potomkiem, który zmiażdżył wężowi głowę, jest Jezus. Jego dziewicze poczęcie „za sprawą Ducha Świętego” to wydarzenie, co do którego czytelnik Ewangelii nie może mieć wątpliwości (Łk 1,35). A zatem wiemy, że zapowiedzianą w raju niewiastą, „drugą Ewą”, która mogła naprawić błąd pierwszej, jest Maryja. Misja ta jednak wymagała odpowiedniego przygotowania. Skoro matka rodzaju ludzkiego została stworzona jako bezgrzeszna, wypadało, aby także Matka Odkupiciela nie była skażona grzechem. Skoro została włączona w plan zmazania winy, sama nie mogła być nią obciążona. Maryja w punkcie wyjścia musiała mieć takie same szanse jak Ewa przed podjęciem decyzji o nieposłuszeństwie. I właśnie to przekonanie, obecne w Kościele od początku, w XIX wieku zaowocowało sformułowaniem dogmatu, który brzmi: „Najświętsza Maryja Panna od pierwszej chwili swego poczęcia – mocą szczególnej łaski i przywileju wszechmogącego Boga, mocą przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego – została zachowana jako nietknięta od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego”.  

Możemy czuć się obciążone winą Ewy, ponieważ także zwycięstwo Maryi jest naszą sprawą – o ile spojrzymy na siebie uczciwie, a więc zarówno surowo, jak i z miłością. Natomiast jeśli w imię poprawności politycznej będziemy unikać opowieści o upadku niewiasty, nigdy nie zrozumiemy jej (i naszego!) wywyższenie.

Jak mówi dogmat, bezgrzeszność Maryi nie jest Jej zasługą. Bóg sam uczynił Ją niepokalaną, aby mogła stanąć do duchowej walki z szatanem. Wszak Jej zadanie nie polegało tylko na zrodzeniu Boga, lecz na absolutnym wypełnianiu Bożej woli (por. Łk 11,28), m.in. poprzez heroiczne trwanie przy Synu „prowadzonym na rzeź” (Iz 53,7). Na pewno mocno rozdrażniła swojego przeciwnika, skoro sama była już pierwszym owocem dopiero planowanego odkupienia ludzkości z niewoli grzechu. A ponadto – co wydaje mi się nie dość doceniane – już sam fakt, że Bóg zechciał się Nią posłużyć, oznacza wywyższenie kobiety jako takiej. Zauważył to św. Efrem Syryjczyk wiedziony poetycką intuicją:

Niech Ją chwalą kobiety – czystą Maryję
że jak w Ewie swej matce
wielce zostały zganione
tak w Maryi, swej siostrze
dostąpiły wielkiego zaszczytu.

Możemy czuć się obciążone winą Ewy, ponieważ także zwycięstwo Maryi jest naszą sprawą – o ile spojrzymy na siebie uczciwie, a więc zarówno surowo, jak i z miłością. Natomiast jeśli w imię poprawności politycznej będziemy unikać opowieści o upadku niewiasty, nigdy nie zrozumiemy jej (i naszego!) wywyższenie. A może być kobietą to właśnie przyjąć całą winę, by otworzyć się na pełnię łaski?

„Nie znam męża”

Bóg wybrał Maryję na kluczową postać w swoim planie zbawienia ludzkości prawdopodobnie już wtedy, gdy obwieszczał porażkę szatana, a może nawet wcześniej… Wszechmocny, którego nie ogranicza ani przestrzeń, ani czas, nie musiał przez wieki szukać odpowiedniej dziewczyny, nie składał propozycji Bożego macierzyństwa w ciemno i na próżno. Intuicje świętych i mistyków podpowiadają, że mógł zobaczyć Maryję już przy stwarzaniu człowieka, ponieważ „na obraz Boży go stworzył”, a zatem musiał to być obraz widzialnego, a nie niewidzialnego Boga, musiał to być obraz Boga wcielonego. Stwórca już wtedy w swoich zamysłach widział Boga-Człowieka. Mógł także zobaczyć Jego Matkę! „Dla Boga nie ma nic niemożliwego” (Łk 1,37). Wszak także nas „napełnił wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich – w Chrystusie. W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem” (Ef 1,3-4). Oczywiście każdy z nas realizuje Boży plan na miarę swoich indywidualnych pragnień…

Kiedyś zaczęłam zadawać sobie pytanie: dlaczego Bóg wybrał właśnie Maryję? Skoro została zachowana od grzechu, a jednocześnie jak nikt inny napełniona łaską (kecharitomene), to wolno stwierdzić, że Jej liczne zalety, które wychwalamy, wynikają z obdarowania. Dlatego jestem przekonana, że musiała mieć coś „swojego”, co spodobało się Bogu, kiedy w swej boskiej wszechwiedzy przewidywał Jej istnienie. Kiedy rozmyślam nad tym, jaka jest Maryja, zawsze dochodzę do jednego wniosku – jest to kobieta, która pragnęła najbardziej na świecie. Myślę, że afirmowała w sobie brak, wypielęgnowała pustkę, która czekała na wypełnienie. Maryja nie poniosła konsekwencji grzechu Ewy, więc nie dotyczy Jej zapowiedź: „… ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienie, on zaś będzie panował nad tobą” (Rdz 3,16). Jednak nie zadowoliła się taką niezależnością, lecz rozbudziła w sobie totalne pragnienie Boga. Bóg dostrzegł, że jeśli obdaruje Maryję tą zasadniczą niezależnością, Ona swoje pragnienie skieruje ku Niemu. Zobaczył, że Jej uczucia do Niego nigdy nie będą letnie, zaledwie ciepłe, czasami gorące – Ona zawsze będzie płonąć z miłości do Boga. I właśnie dlatego Wszechmocny uznał Ją za najpiękniejszą niewiastę, którą zechciał zabezpieczyć, wzmocnić i powołać na Matkę swojego Syna. 

Maryja twierdzi: „Nie znam męża”. Czasownik „znać” bywa używany w Biblii jako synonim słowa „współżyć”. A więc mówi: „Nie współżyję z mężem”. Znaczenie ma tu forma czasownika – tryb oznajmiający czasu teraźniejszego, co należy odczytać jako deklarację podjętego sposobu życia.

Czy istnieją ku temu twierdzeniu jakiekolwiek poszlaki w Słowie Bożym? Myślę, że wiele można odczytać z faktu przedziwnego małżeństwa Maryi z Józefem.  Kiedy anioł zapowiada Jej, że pocznie i urodzi syna, Maryja zadaje dość absurdalne pytanie: „Jak to się stanie, skoro nie znam męża?” (Łk 1,34). Tak łatwo przechodzimy nad tymi słowami do porządku dziennego. A przecież oto kobieta poślubiona mężczyźnie pyta, w jaki sposób dojdzie do poczęcia, zupełnie jakby nie miała wyobraźni, na czym polega życie małżeńskie. Anioł przecież tylko zapowiada poczęcie, które – co logiczne – mogłoby się wydarzyć w najbliższej przyszłości z Józefem. Tymczasem Ona twierdzi: „Nie znam męża”. Czasownik „znać” bywa używany w Biblii jako synonim słowa „współżyć”. A więc Maryja mówi: „Nie współżyję z mężem”. Znaczenie ma tu forma czasownika – tryb oznajmiający czasu teraźniejszego, co należy odczytać jako deklarację podjętego sposobu życia. Maryja postanowiła całkowicie oddać się Bogu[1].

Ale czy ten rodzaj ekstrawagancji w ramach małżeństwa był wtedy możliwy? Okazuje się, że prawo Boże regulowało takie sytuacje precyzyjnie. W księdze Liczb czytamy: „Gdy [kobieta] wyjdzie za mąż, a jest jeszcze związana ślubem czy nieopatrzną obietnicą swych warg, którą się związała, wtedy ślub i zobowiązanie będą ważne, o ile mąż powiadomiony o tym nie okaże sprzeciwu w dniu, kiedy się dowiedział. Jeżeli jednak mąż wtedy, gdy się dowie, okaże sprzeciw, wówczas unieważnia ślub ją wiążący i nieopatrzną obietnicę jej warg, którą się związała. Pan jednak nie poczyta jej tego za winę. (…) Mąż może unieważnić lub potwierdzić wszelkie śluby i przysięgi żony. Jeśli jednak mąż milczy aż do następnego dnia, tym samym wyraża zgodę na śluby i zobowiązania, jakie uczyniła. Wyraził swą zgodę, ponieważ milczał w dniu, w którym się dowiedział” (Lb 30,7-9,14-15). Myślę, że dopiero w tym kontekście znaczenia nabiera tajemniczy fakt, że cechą charakterystyczną Józefa jest milczenie.

Zakładam wzajemną miłość Maryi i Józefa, zakładam, że łączyła ich prawdziwie intymna relacja, jednak Niepokalana z pewnością inspirowała swojego męża do rozbudzania w sobie prawdziwie Bożych pragnień. Ludzie, którzy całkowicie poświęcają się Bogu, nie robią tego z niechęci do życia małżeńskiego, ale dlatego, że mają apetyt na dużo więcej, tzn. na komunię z Bogiem. Owszem chcą być „jak Bóg”, ale na Jego warunkach. Myślę, że Maryja miała jeszcze większe pragnienie – komunia z Bogiem idealnie harmonizowała w Niej z pragnieniem niebiańskiej intymności z ukochanym człowiekiem – aby wobec siebie być już tu, na ziemi, „jak aniołowie w niebie” (por. Mk 12,25). Tajemnicą Maryi jest to, że Jej absolutne pragnie Boga, nie oznaczało braku najszczerszych uczuć do mężczyzny, jak w przypadku licznych świętych i mistyczek, lecz ziemską miłość wyniosło do poziomu relacji niebiańskiej, która zawsze znała swoje miejsce przed Bogiem.

„Nie mam męża”

Rozważając tajemnicę zwiastowania, pod tak wiele znaczącą deklaracją Maryi: „Nie znam męża” usłyszałam kiedyś słowa Samarytanki: „Nie mam męża” (J 4,17), a w nim tak wiele bolesnych wyznań kobiet spragnionych miłości. Dialog Pana Jezusa z Samarytanką przy studni jest jednym z najbardziej rozbudowanych i najciekawszych, jakie możemy znaleźć w Ewangeliach. Jest też do pewnego momentu zabawny, ponieważ przypomina flirt. Kobieta zdaje się traktować to spotkanie jak okazję do zawarcia miłej znajomości, jest zadziorna, śmiała. Może sobie pozwolić na swobodny ton chyba dlatego, że o tej porze dnia, tj. około południa, w skwar, do studni nie przychodzili typowi mieszkańcy jej miasteczka. Ten czas był zarezerwowany dla osób żyjących nieco na marginesie społeczeństwa. Kiedy więc w tej najgorętszej porze dnia wszyscy chowali się w domach, ludzie tacy jak ona, z dala od zgorszonych spojrzeń, mogli w spokoju naczerpać wody. Lub spotkać sobie podobnych.

„Nie znam męża” i „Nie mam męża” – jak daleko od siebie są te dwa wyznania! Z jednej strony chodzi o absolutną otwartość na Boga, z drugiej – o nienasycenie ludzką miłością.

Kiedy Jezus zaczyna jej opowiadać niestworzone historie o cudownej wodzie, która doskonale gasi pragnienie, Samarytanka prosi: „Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać” (J 4,15). Ale jest oczywiste, że nie chodzi jej o wodę, lecz myśli o miłości. Jezus doskonale znając serce kobiety oraz sytuację, w jaką jest uwikłana, prowokuje ją: „Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj”. I wtedy Samarytanka wyznaje: „Nie mam męża”. Flirt się skończył. W następnych słowach Nauczyciel odkrywa jej rzeczywiste pragnienia: „Dobrze powiedziałaś: «Nie mam męża». Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą” (J 4,17-18).

„Nie znam męża” i „Nie mam męża” – jak daleko od siebie są te dwa wyznania! Z jednej strony chodzi o absolutną otwartość na Boga, z drugiej – o nienasycenie ludzką miłością. Można powiedzieć, że na Samarytance doskonale wypełnia się kara zapowiedziana w Edenie – zależność od męskiego świata, uległość… A może sytuacja jest bardziej skomplikowana? Może próbowała wyrwać się z tej rzeczywistości, lecz nigdy nie miała sensownego planu, co na ogół skutkuje coraz gorszymi decyzjami.

Widzę pomiędzy Maryją a Samarytanką także podobieństwo. Obie są otwarte na obdarowanie – tak Niepokalana, jak i grzeszna Samarytanka – gdyż obie pragną.  Pragnienie, nawet to niedoskonałe, które sprowadza na manowce, jest dobrym punktem wyjścia do rozpoczęcia relacji z Bogiem. Biada tej, która nie pragnie! Biada kobiecie, która twierdzi, że niczego jej nie brakuje, bo złudzenie sytego serca zamyka na Bożą miłość. 

Samarytanka nie zaprzeczyła Jezusowi, nie próbowała się wybielić, można powiedzieć, że milczeniem wyznała swoją winę, a może nawet w jakiś niedoskonały sposób wzięła na siebie winy mężczyzn… I choć była uwikłana w niemoralny układ, w dalszej części rozmowy z Jezusem pokazała, że jej pragnienie dotyczy także wiedzy: „Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga…” (J 4,20). Czy jest na tym grzesznym świecie coś szlachetniejszego niż współwystępujące pragnienie miłości i pragnienie prawdy? Odpowiedzi udziela sam Jezus, kiedy objawia jej swoją boską godność, posługując się starotestamentalną formułą „Ego eimi” tzn. „Ja jestem” (J 4,26, por. 18, 5-6 i 8). I wtedy kobieta zaczyna biec – jak Maryja po zwiastowaniu biegła do Elżbiety, jak Maria Magdalena po spotkaniu Zmartwychwstałego biegła do apostołów. Biegnie, by dać świadectwo – „Wielu Samarytan zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej” (J 4,39). W ten sposób Samarytanka, córka Ewy, włączyła się w misję Niepokalanej i Jej Potomka. Wszystko przez doświadczenie pragnienia.

* * *

Tak naprawdę każdy z nas nosi w sobie pustkę, jednaka od wieków znamy wiele sposobów, by ją na różne sposoby zapełnić. Samarytanka wypełniała ją mężczyznami, Maryja swoją pustkę świadomie pielęgnowała, dlatego była gotowa na przyjęcie najcenniejszego obdarowania. Bóg wybrał Maryję nie tylko po to, by wydała na świat Jego Syna i zatriumfowała nad szatanem, lecz także w celu zamanifestowania, jakie jest przeznaczenie każdego człowieka, co zrobi z nami łaska, jeśli będziemy pragnąć Boga ponad wszelkie dobro. Patrząc na Niepokalaną, widzimy, że Bóg chce nas wszystkich mieć nieskalanych w swoim królestwie (Ef 1,3-4). Czekamy na nie, wołamy z całym Kościołem: „Przyjdź!”. W uroczystość Niepokalanego Poczęcia Maryi zdajmy sobie w końcu sprawę, że na nasze: „Przyjdź!”, On odpowiada: „Pragnij!”. Pragnij być w komunii z Bogiem, pragnij być jak Bóg – na Jego zasadach.

 


[1] Por. B. Pitre, Jezus i żydowskie korzenie Maryi, Kraków 2020, s. 115-119.


Zostań mecenasem Verbum! Ten projekt rozwinie się dzięki Twojemu wsparciu.