Niespełniony pustelnik – odważny diagnosta

Zdjęcie: William Gullo / Unsplash

21 lutego 2024

Kiedy martwi nas współczesny Kościół, warto poznawać jego historię. Nie dlatego, że pokazuje nam ona instytucję funkcjonującą bez zastrzeżeń, lecz właśnie wspólnotę wiernych, którą trawiły bardzo poważne problemy. Otuchy dodaje fakt, że nawet w najmroczniejszych czasach, znajdowali się ludzie, którzy widzieli sprawy jasno, i odważnie walczyli o czystość nauczania. Takim człowiekiem był pewien pustelnik.

 

Wiek X i pierwsza połowa XI to jedna z najbardziej kryzysowych dla papiestwa, a przez to i dla całego Kościoła rzymskiego, epok. Skala zepsucia moralnego, wręcz zbrodni, jest dla nas dziś trudna do wyobrażenia. Ambitne zadanie posprzątania tej stajni Augiasza wziął na siebie Leon IX, papież w latach 1049–1054, od 1087 roku święty. Rzecz jasna, nie robił tego sam – jednym z najgorliwszych jego pomocników był św. Piotr Damiani, przeor klasztoru Fonte Avellana.

Skalisty grunt

Był najmłodszy z rodzeństwa, w dodatku licznego, i jak się zdaje na podstawie relacji jego biografów, jego matka nie była szczęśliwa, kiedy przyszedł na świat. Nadto niedługo po narodzinach Piotra w 1007 roku zmarł jej mąż, więc pozostawiona sama sobie kobieta szybko porzuciła dziecko, a dokładnie podrzuciła je jednemu ze swoich synów. Mężczyzna niechętnie przyjął narzucony sobie ciężar i znęcał się nad swoim bratem. Ten ciąg cierpienia i odrzucenia zakończyły dopiero Sufficia i Rodelinda – siostry Piotra, które w pewnym momencie po prostu zabrały go z domu wychowawcy, roztaczając nad nim. Kiedy Piotr doszedł do wieku, w którym powinien rozpocząć naukę, przyjął go do swojego domu jego inny brat, który był księdzem. Damian (tak miał na imię nowy opiekun) był żonaty, ponieważ celibat wtedy jeszcze nie obowiązywał w Kościele rzymskim. Detal, ale dość ciekawy, jeśli się weźmie pod uwagę to, jak zdecydowanie potem Piotr będzie się wypowiadał za wprowadzeniem obowiązkowego celibatu dla duchowieństwa.

Był trochę jak ziarno szlachetnej odmiany zboża wrzucone między kamienie, które jednak dzięki Bożej łasce, pomocy dobrych ludzi i własnej determinacji wyrosło i zaczęło owocować.

To właśnie imię tego ostatniego opiekuna stało się źródłem przydomka jego wychowanka – Damiani. Piotr zresztą wiele zawdzięczał bratu, przede wszystkim troskę o właściwe wykształcenie. Damian wysłał go do szkoły w Rawennie, potem do kolegiów w Faenzie i Parmie oraz, w domyśle, sfinansował jego naukę. Mimo ekstremalnie trudnego dzieciństwa chłopiec okazał się wybitnie zdolny. Był trochę jak ziarno szlachetnej odmiany zboża wrzucone między kamienie, które jednak dzięki Bożej łasce, pomocy dobrych ludzi i własnej determinacji wyrosło i zaczęło owocować.

Po ukończeniu kształcenia sam stał się nauczycielem przygotowującym uczniów w zakresie trivium i quadrivium (podstaw klasycznego wykształcenia). Dysponował nie tylko ogromną wiedzą, ale i talentem pedagogicznym, co sprawiło, że w ciągu zaledwie kilku lat dorobił się znacznego majątku. Miał dobrą opinię, dochody, a nie ukończył jeszcze nawet trzydziestu lat, więc świat stał przed nim otworem. I wtedy w Piotrze obudził się Benedykt.

Fonte Avellana

Podobnie jest święty z Nursji pewnego dnia podczas wykładu po prostu wstał i wyszedł, decydując się na życie pustelnicze, tak Piotr Damiani pewnego dnia sprzedał, co miał, i w 1035 roku wyruszył do klasztoru kamedułów w Fonte Avellana. Były to czasy, kiedy żyli tam jeszcze mnisi, którzy pamiętali założyciela eremu, św. Romualda, a więc niedługo po tym, jak ów święty mąż postanowił rozpocząć życie w pełni zgodne z Regułę św. Benedykta, czy raczej swoją zaostrzoną jej interpretacją. Można powiedzieć, że duch reformy i zmian wciąż jeszcze wisiał w powietrzu, dzięki czemu nowo przybyły Piotr miał okazję nim oddychać i pod jego wpływem się rozwijać.

Nie było mu jednak dane długo cieszyć się normalnym życiem pustelniczym – pięć lat później przełożeni wysłali go do klasztoru w Pomposie, gdzie uczył mnichów zasad poprawnej egzegezy biblijnej, a kiedy wrócił do macierzystego domu, wybrano go na przeora (1043 r.). W tamtym czasie na Stolicy Piotrowej działo się bardzo źle, ówczesny papież Benedykt IX słynął nie tylko z rozpusty, ale i okrucieństwa. Do tego handlował urzędem Piotrowym i zaniedbywał Kościół. Fakt, że Damiani żył w eremie, nie oznaczało, że nie wiedział, co się dzieje w Rzymie. Kiedy dotarły do niego wieści, że nastąpiła zmiana na tronie papieskim i zajął go Grzegorz VI, zareagował radością, która jeszcze się zwiększyła, kiedy wkrótce papieżem został Suidger von Morsleben, biskup Bambergu związany z dworem Henryka III, wtedy jeszcze króla Niemiec, wkrótce koronowanego przez papieża na cesarza. Ówczesny stan Kościoła był tak kiepski, że jedynej nadziei upatrywano w ingerencji świeckiego władcy i rzeczywiście okazało się, że papież mający za sobą oparcie w cesarzu, nadto wolny od powiązań z rzymskimi rodami, jest w stanie rozpocząć reformę. Co prawda Piotr Damiani krzywił się nieco na jej powolne tempo (czemu dał wyraz w swoim liście do pontyfika), jednak uruchomiony został proces zdrowienia i to ostatecznie okazało się najważniejsze.

Diagnoza choroby

Piotr Damiani szczególnie ostro wypowiadał się przeciw współżyciu homoseksualnemu, do którego kwalifikował wszystkie akty odbywające się pomiędzy mężczyznami, z masturbacją włącznie.

Zarówno papież, jak i kameduła byli zgodni co do tego, że dwa główne problemy to symonia, czyli sprzedawanie urzędów kościelnych oraz posług religijnych, i nikolaityzm. Przez ten ostatni rozumiano nie tyle programowo rozwiązłe życie, co księży i mnichów mających kochanki, żyjących w konkubinatach, a także współżycie homoseksualne wśród kleru. Te dwa główne problemy do pewnego stopnia łączyły się ze sobą, bo utrzymanie kochanki lub kochanka, a czasem i de facto rodziny kosztuje, więc przedstawiciele duchowieństwa imali się wszelkich sposobów na zyskanie dochodu.

Piotr Damiani szczególnie ostro wypowiadał się przeciw współżyciu homoseksualnemu, do którego kwalifikował wszystkie akty odbywające się pomiędzy mężczyznami, z masturbacją włącznie. Co prawda dzielił je pod względem ciężaru grzechu[1], jednak wszystkie budziły w nim zdecydowaną dezaprobatę. Określał je jako sprzeczne z naturą i z tego względu niebezpieczne – jakby poszukiwanie w drugim mężczyźnie czegoś, czego w sobie samym się nie odnajduje. W przypadku kapłanów tego typu postępowanie było według niego jeszcze bardziej odrażające, ponieważ w liturgii działa przez nich bezpośrednio Chrystus, więc występując w ten sposób przeciw czystości seksualnej, niejako sodomizują Jego samego. Wskazywał też, że człowiek zaślepiony przez grzech, zwłaszcza tego rodzaju, staje się (jako spowiednik) ślepym przewodnikiem innych ślepców. Skalę jego niechęci odzwierciedlają kary, jakie sugerował dla sodomitów: usunięcie z kapłaństwa bez możliwości powrotu i nałożenie trwającej wiele dekad pokuty.

Jego Księga Gomory, czyli dokument opisujący stosunki homoseksualne wśród księży, została zadedykowana Leonowi IX, jednak ani on, ani jego następca, Alexander II, nie posłuchali wskazówek kameduły. Drugi z papieży podstępem wręcz wyłudził jedyny posiadany przez autora egzemplarz i zamknął go pod kluczem. Obaj biskupi Rzymu skupili się przede wszystkim na likwidacji symonii i wprowadzeniu obowiązkowego celibatu (o co również żarliwie zabiegał Damiani), jakby spychając w cień lub odkładając na później kwestię relacji homoseksualnych wśród kleru.

Pustelnik dyplomatą

Piotr Damiani był, jak na pustelnika, bardzo aktywnym człowiekiem. Wiele podróżował, szczególnie po tym, jak w 1057 roku, zaszantażowany ekskomuniką, zgodził się zostać biskupem tytularnym Ostii i kardynałem. Kolejni papieże wysyłali go jako legata m.in. do Mediolanu, Cluny, Florencji. W międzyczasie dużo pisał, a miał talent do dostrzegania kwestii teologicznych, których nikt wcześniej nie zauważył. Był też autorem m.in. pierwszego żywotu św. Romualda i wielu dzieł ascetycznych.

Jego gruntowne wykształcenie, stale uzupełniane, było źródłem świetnych argumentów, miał też talent do budowania przekonującej narracji oraz rewelacyjne pióro. Przykładem jego zdolności niech będzie poniższy fragment z listu do jego mnichów w Fonte Avellana, zachęcający ich do oparcia się wyłącznie na Bogu: „On bowiem jest źródłem i początkiem mocy, On – inspiratorem dobrej woli. I cóż dziwnego, że Ten, który w zadziwiający sposób utrzymuje spichrze całego świata w lekkich kłosach na słomie, potężnie umacnia kruche naczynia waszych ciał na niesienie w ślad za Nim krzyża? A chociaż kamienne budynki często walą się wskutek ich [ziaren] ciężaru, wiotkie szkatułki kłosów, umocowane dla ich noszenia na cienkich źdźbłach słomy, nie upadają. Cóż, powiadam, dziwnego, że udziela On sił słabym członkom swych sług, skoro zawiesza wszędzie wina wszystkich krain w cieniutkich skórkach gronek winorośli? I tego, co często wypływa z beczek, spojonych z wielkim trudem, nędzna błonka strzeże bez szwanku jak wierna depozytariuszka? A nawet stamtąd wycieka ono często kropla po kropli, a tu przechowuje się bez ubytku, a raczej z przybytkiem, i codziennie wzbiera”[2].

W 1067 roku udało się Piotrowi ubłagać wreszcie papieża, by ten zdjął go z urzędów i pozwolił wrócić do klasztoru. Nie dane mu było jednak umrzeć wśród swoich – posłany raz jeszcze do Rawenny w sprawach Kościoła zmarł w drodze powrotnej, w Faenzie, w 1072 roku. Tam do dziś znajdują się jego relikwie.

* * *

Damiani był jedną z tych postaci w dziejach Kościoła, które przekraczają swoją epokę. Potwierdziła to badająca w XX wieku jego postać i dorobek Patricia Ranft, pisząc że jego wskazanie na rolę świeckich, docenienie wartości pracy jako drogi do zbawienia, a także jego stała zachęta, by nie przyjmować jego słów na wiarę, ale poddawać je dyskusji i przemyśleniom, nadają pismom Piotra Damianiego bardzo współczesny wydźwięk.


[1] Por. K. Skwierczyńskiego Mury Sodomy. Piotra Damianiego Księga Gomory i walka z sodomią wśród kleru, Kraków 2011.
[2] P. Damiani, List 18, przekł. E. Buszewicz, Kraków 2018 (Źródła Monastyczne 83).


Zostań mecenasem Verbum! Ten projekt rozwinie się dzięki Twojemu wsparciu.