Model artysty – Patron twórców (cz. I)

Zdjęcie: William Gullo / Unsplash

11 marca 2024

Nie jest przesadą twierdzenie, że w Słowie Bożym odnajdujemy wskazówki pozwalające rozumieć rzeczywistość w każdym jej aspekcie. Wymaga to nie tyle wysiłku, co rzeczywistego otwarcia się na natchnione treści. Wiele podpowiedzi znajduje się między słowami, pod obrazami, w imionach, w postaciach… Skoro Słowo jest wielowarstwowym arcydziełem, to przecież musi zawierać podpowiedzi dotyczące miejsca sztuki w życiu człowieka. Niniejszy tekst jest wynikiem poszukiwania koncepcji twórcy, która jest zgodna z Bożym zamysłem.

 

Istnieją dwa skrajnie różne mity na temat roli artysty w społeczeństwie. Z jednej strony mamy koncepcję inkluzywną, według której artystą może zostać każdy, tzn. każdy może wejście w tę rolę niezależnie od tego, czy posiada talent, czy też nie. Widzimy to chociażby na wielu wystawach współczesnego malarstwa, gdzie prezentowane są obrazy, po których można sądzić, że ich autorzy nie znają nawet podstaw „swojego” rzemiosła. Z drugiej strony wiele osób zaangażowanych w świat sztuki propaguje pogląd jakoby artyści byli jednostkami ponadprzeciętnymi, a zatem jakoby stanowili elitę społeczeństwa. Podobno artyści czują więcej i poprzez swoją działalność potrafią objawiać nam o świecie prawdy niedostępne dla nikogo innego.  Z tego powodu pozwala się im przekraczać granice etyczne, bezkarnie prowokować odbiorców, a nawet ich dyscyplinować. Skrajność tych dwóch koncepcji jest jednak pozorna, ponieważ w rzeczywistości nie każdy może być liczącym się artystą, lecz może być nim ten, kto zostanie za takiego uznany przez instytucjonalny świat sztuki, w którym choć nie liczy się talent, to znaczenie ma umiejętne dostosowanie swojego języka do obowiązujących narracji.

Prawdziwa niezależność wiele kosztuje, np. brak możliwości zaistnienia, ale jeśli chcemy uczciwie myśleć o sztuce w perspektywie wiary, kariera artystyczna nie może być dla nas celem. Potrzebujemy jednak inspirującego wzoru i przewodnika. Jaki jest Boży pomysł na to, kim jest twórca?

Punkt wyjścia i przestroga

Kiedy poszukujemy modelu artysty w Piśmie Świętym, postaciami, na które musimy zwrócić uwagę w punkcie wyjścia naszej refleksji, są Besalel – rzemieślnik odpowiedzialny za wzniesienie Namiotu Spotkania – oraz jego pomocnik Oholiab[1]. Bóg wskazuje ich bardzo precyzyjnie, nie tylko „wołając ich po imieniu”, lecz także wspominając ich pochodzenie. „I rzekł Pan do Mojżesza: «Oto wybrałem Besalela, syna Uriego, syna Chura z pokolenia Judy. (…) A dodam mu Oholiaba, syna Achsamaka z pokolenia Dana…” (Wj 31,1 i 6). Obaj kierowali pracą wielu rzemieślników według wizji, jaką Bóg przedstawił Mojżeszowi, a zatem nie realizowali własnej koncepcji. Tych dwóch twórców, ale zwłaszcza Besalela, obdarzył Bóg szczególnymi darami, jednak także o pozostałych rzemieślnikach powiedział: „Napełniłem umysły wszystkich rękodzielników mądrością, aby mogli wykonać to, co ci rozkazałem” (Wj 31,6b). W innym miejscu czytamy: „Besalel, Oholiab i wszyscy mężczyźni biegli, którym Bóg dał mądrość, rozum do poznania, niech wykonają wszelkie prace przy budowie świętego przybytku według wszystkich nakazów Jahwe” (Wj 36,1).

W świetle tych informacji należy uznać, że starotestamentalna koncepcja artysty zakłada, iż opanował on konkretny fach, a swoimi zdolnościami służy Bogu zgodnie z Jego wytycznymi. Twórca realizuje nie własną wizję, lecz tę, która została mu przekazana, a robi to po to, aby umożliwić wspólnocie oddawanie czci Bogu. Widzimy także, że nie każdy uzdolniony artystycznie człowiek dostaje od Boga zadanie przeprowadzenia wielkiego projektu, wielu odgrywa rolę drugoplanową. Ale wszystkich charakteryzuje mądrość.

Streszczone powyżej wydarzenia są nie tylko punktem wyjścia, lecz także przestrogą. Zauważmy, że mądrość rzemieślników była jakoś uzależniona od słyszalności głosu proroka. Płynie stąd wniosek, że kiedy brakuje jasnego przekazu woli Bożej, ludzka twórczość ulega degeneracji i prowadzi wspólnotę do obcych bogów.

Ciekawe jest jednak, że mądrość ta nie uchroniła społeczności Izraela przed zaangażowaniem się w kult złotego cielca – wszak scena, w której Bóg mówi Mojżeszowi na górze Synaj, że wybrał Besalela, Oholiaba i wielkie grono rzemieślników, poprzedza scenę kultu złotego cielca. Oto pod nieobecność Mojżesza i Jozuego Izraelici popadli w bałwochwalstwo, co nie byłoby możliwe bez z jednej strony kapłana Aarona, z drugiej – jakichś twórców. Może nie wszyscy uczestniczyli w obcym kulcie aktywnie, pewne jest jednak, że nikt się mu nie sprzeciwił. Milczenie także jest winą. W biblijnej narracji po opisie utworzenia przez Izraelitów posągu cielca Jahwe mówi do Mojżesz: „Widzę, że lud ten jest ludem o twardym karku. Zostaw Mnie przeto w spokoju, abym rozpalił się gniewem na nich. Chcę ich wyniszczyć, a ciebie uczynić wielkim ludem” (Wj 32, 9-10). Mojżesz, nie wiedząc jeszcze dokładnie co tak naprawdę dzieje się u podnóża Synaju, błaga Boga o litość dla Izraela. Jednak kiedy razem z Jozuem schodzi już do obozu, sam wpada w gniew: „Rozpalił się wówczas gniew Mojżesza i rzucił z rąk swoich tablice i potłukł je u podnóża góry. A porwawszy cielca, którego uczynili, spalił go w ogniu, starł na proch, rozsypał w wodzie i kazał ją pić Izraelitom” (Wj 32,19-20). Następnie za sprawą skruszonych synów Lewiego prorok wytraca „około trzech tysięcy mężów” (Wj 32,28). A potem znów rozmawia z Bogiem, prosząc Go o przebaczenie dla Izraela. Bóg przebacza, ale zapowiada także swoją karę, którą wykona w stosownym czasie.

Streszczone powyżej wydarzenia są nie tylko punktem wyjścia, lecz także przestrogą. Zauważmy, że mądrość rzemieślników była jakoś uzależniona od słyszalności głosu proroka. Płynie stąd wniosek, że kiedy brakuje jasnego przekazu woli Bożej, ludzka twórczość ulega degeneracji i prowadzi wspólnotę do obcych bogów.

W cieniu Boga Ojca

Starotestamentalna koncepcja twórcy związana jest z konkretnym kultem, który chrześcijan już nie dotyczy. Należy więc zapytać, czy Nowy Testament przynosi nam jakiekolwiek dodatkowe wskazówki na temat roli artysty we wspólnocie wiernych. Jaka postać przedstawiona na jego kartach może posłużyć jako inspirująca figura dla współczesnych twórców i zarazem najwłaściwszy ich patron? W tradycji mówiło się o św. Łukaszu – legendarnym autorze portretów Matki Boga. Trudno jednak znaleźć wiarygodny dowód na to, że ewangelista ten rzeczywiście trudnił się malarstwem. Dziś niektórzy wskazują na Jana Chrzciciela jako patrona twórców chrześcijańskich, ale tę intuicję jeszcze trudniej umotywować, przede wszystkim dlatego, że Jan, choć znamy go z Nowego Testamentu, był przecież ostatnim starotestamentalnym prorokiem, a przecież powołanie twórcy (jak Besalel) i powołanie proroka (jak Mojżesz) to dwie zupełnie różne rzeczywistości. Ich mieszanie powoduje de facto wejście w nowoczesny mit o artyście, który widzi, wie i może więcej niż reszta społeczeństwa.

Pierwszą wskazówką dla odnalezienia nowotestamentalnej figury twórcy jest znaczenie imienia Besalel: „W cieniu Boga”. Fraza ta od razu nasuwa na myśl Maryję, do której anioł powiedział podczas zwiastowania: „…moc Najwyższego Cię osłoni”, co w niektórych tłumaczeniach oddane jest jako „ocieni”. Matka Boga rzeczywiście jest figurą twórcy chociażby ze względu na swój Magnificat, ale istnieje jeszcze ktoś, kto znajduje się nawet w Jej cieniu.

Dla naszego rozumienia Józefa jako twórcy ważna jest jednak nie tylko metafora cienia oddająca sytuację egzystencjalną cieśli z Nazaretu – to byłby zbyt słaby argument. Istotna jest przede wszystkim jego tożsamość.

Metafora cienia pojawia się w kontekście postaci Józefa i ma ona głębokie uzasadnienie. Literatura józefologiczna mówi o nim „cień Ojca”. Oczywiście sformułowanie to nie oznacza dokładnie tego samego co „w cieniu Boga”, gdyż ma podkreślać nie ukrycie Józefa, lecz fakt, że jego ojcostwo jest jakimś znakiem ojcostwa Wszechmocnego – ziemski ojciec na swój ziemski sposób powtarza działanie Ojca w niebie. A zatem Józef ma niejako status cienia Boga. Jednak w scenie odnalezienia młodego Jezusa w świątyni widzimy, jak cieśla z Nazaretu traci ten status, kiedy Syn po raz pierwszy wskazuje na Ojca niebieskiego: „Czemuście mnie szukali? Czy nie wiecie, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?”. Teraz sytuacja wygląda inaczej – Bóg Ojciec niejako rzuca na Józefa swój pochłaniający cień. I Józef znika. Ale już wcześniej można było zauważyć jego znikanie z tej opowieści. Na przykład przed narodzinami Jezusa w narracji ewangelicznej podkreślana jest małżeńska relacja Maryi i Józefa (Ona jest nazywana małżonką Józefa, on – Jej mężem). Natomiast po narodzinach Jezusa w ewangelii Mateuszowej Maryja staje się „Matkę z Dziecięciem” (por. Mt 2,11.13.14.19.21). Ale przecież już na początku widzimy, że Bóg pojawia się na horyzoncie życia Józefa, zagarnia jego ukochaną, przez co wprowadza go w jakieś ciemności… Józef to człowiek, który nieustannie przebywa w cieniu Boga, a nawet w cieniu Matki Bożej.

Mądry budowniczy

Dla naszego rozumienia Józefa jako twórcy ważna jest jednak nie tylko metafora cienia oddająca sytuację egzystencjalną cieśli z Nazaretu – to byłby zbyt słaby argument. Istotna jest przede wszystkim jego tożsamość. Poznajemy ją, kiedy anioł zwraca się do Józefa słowami: „synu Dawida”. A zatem widzimy, że Józef, tak jak Besalel, pochodzi z pokolenia Judy (inaczej niż Jan Chrzciciel pochodzący z rodu Lewiego). Więcej nawet! Józef jest Salomonem Nowego Przymierza, budowniczym Nowego Testamentu, tzn. w postaci króla słynącego z mądrości możemy widzieć prefigurację cieśli z Nazaretu. Przyjrzyjmy się bliżej ich podobieństwom.

Jednym z największych dokonań króla Salomona było wzniesienie świątyni jerozolimskiej. Na początku jednak należy zadać pytanie, czy sam Salomon rzeczywiście coś zbudował, czy tylko, jak Mojżesz, przekazał swoim budowniczym wizję otrzymaną od Boga. Czy król nie miała swojego nadwornego „Besalela”? Otóż analizując opis wznoszenia świątyni, nie znajdziemy wzmianki o żadnym artyście, natomiast w wielu momentach zobaczymy sformułowania typu: „Salomon ukończył budowę…” (Krl 9,1), „Salomon zbudował…” (w. 10), „Salomon składał ofiary całopalne i ofiary pojednania na ołtarzu, który zbudował dla Pana, oraz ofiary kadzielne, odkąd wykończył świątynię” (w. 25). Oczywiście rozumiemy, że jest to rodzaj metonimii, na pewno nie sam król budował własnymi rękami, ale narracja natchnionej księgi przedstawia go jako budowniczego – za takiego mamy go uznać.

Podobieństwo Józefa do Salomona jest jednak o wiele ciekawsze niż ich związki z budownictwem. Jak pamiętamy, Józef jest mężczyzną, do którego Bóg przemawia w śnie. Jest to charakterystyczny rys jego relacji z Bogiem. W tym kontekście niezwykle interesujące jest wydarzenie rozpoczynające rządy Salomona: „W Gibeonie Pan ukazał się Salomonowi w nocy, we śnie. Wtedy rzekł Bóg: «Proś o to, co mam ci dać». A Salomon odrzekł: «Tyś okazywał Twemu słudze Dawidowi (…) Racz więc dać Twemu słudze, [mnie], serce pełne rozsądku do sądzenia Twego ludu i rozróżniania dobra od zła, bo któż zdoła sądzić ten lud Twój tak liczny?» Spodobało się Panu, że właśnie o to Salomon poprosił. Bóg więc mu powiedział: «Ponieważ poprosiłeś o to, a nie poprosiłeś dla siebie o długie życie ani też o bogactwa, i nie poprosiłeś o zgubę twoich nieprzyjaciół, ale poprosiłeś dla siebie o umiejętność rozstrzygania spraw sądowych, więc spełniam twoje pragnienie i daję ci serce mądre (…)». Gdy Salomon obudził się, uświadomił sobie, że był to sen. Udał się do Jerozolimy i stanąwszy przed Arką Przymierza Pańskiego, ofiarował całopalenia i złożył ofiary pojednania oraz wyprawił ucztę wszystkim swoim sługom” (1 Krl 3,4 i 5; 9-13 i 15).

Dla dalszego wywodu ważne są tutaj trzy motywy. Najpierw, tak jak z Józefem, tak i z Salomonem Bóg rozmawia podczas marzenia sennego. Następnie, obaj po przebudzeniu wierzą w Boże orędzie, czemu dają wyraz podejmując działanie. Trzeci motyw, który łączy cieślę z Nazaretu z królem to obiekt ich pragnień i nie chodzi tutaj tylko o to, że król chce wiedzieć, jak mądrze osądzać lud (np. spór dwóch kobiet o dziecko opisany zaraz po scenie snu), a Józef szuka jeszcze potwierdzenia, czy dobrze ocenił sytuację, w jakiej postawiła go jego brzemienna małżonka. Podobieństwo jest dużo poważniejsze. Salomon prosi o mądrość, a troską serca Józefa jest Maryja, której Mądrość jest jedną ze starotestamentalnych prefiguracji. Zestawienie tych dwóch marzeń sennych wiedzie nas do księgi Mądrości, której podmiotem lirycznym jest Salomon (por. Mdr 9,7-8), jednak w duchowej lekturze widać, jak spod modlitwy króla o mądrość przebija prośba zakochanego Józefa:

Najpierw, tak jak z Józefem, tak i z Salomonem Bóg rozmawia podczas marzenia sennego. Następnie, obaj po przebudzeniu wierzą w Boże orędzie, czemu dają wyraz podejmując działanie. Trzeci motyw, który łączy cieślę z Nazaretu z królem to obiekt ich pragnień…

„Ją to pokochałem, jej od młodości szukałem: pragnąłem ją sobie wziąć za oblubienicę i stałem się miłośnikiem jej piękna. (…) Postanowiłem wziąć ją za towarzyszkę życia. (…) Wiedząc jednak, że nie zdobędę jej inaczej, tylko jeśli Bóg udzieli (…) udałem się do Pana i błagałem Go i mówiłem z całego serca: (…) Ona wie i rozumie wszystko, będzie mi mądrze przewodzić w mych czynach i ustrzeże mnie dzięki swej chwale. I będą przyjemne dzieła moje” (Mdr 8, 2;9;21; 9,4 i 11).

Józef uchodzi za milczącego mężczyznę, myślę jednak, że oto odnajdujemy jego Magnificat.  I po tym sennym hymnie sprawiedliwego miłośnika Mądrości, sprawiedliwy Józef słyszy, „…synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki” (Mt 1,20). 

Czy ta duchowa interpretacja jest historycznie prawdopodobna? To znaczy, czy zwyczajny cieśla mógł mieć cokolwiek wspólnego z poszukiwaniem mądrości? W książce Cały Sprawiedliwy. Józef Krzysztof Wons SDS cytuje i komentuje fragment publikacji Jezus Żyd: Ewangelia w oczach historyka: „Ciesielstwo, którym trudnił się Józef, należało w jego czasach nie tylko do profesji bardzo cenionych i poważanych, ale – jak przekazuje tradycja żydowska w Talmudzie i Midraszu – zawodem tym zajmowali się przede wszystkim ludzie mądrzy i uczeni. W czasie dysputy na trudne tematy, gdy pojawiały się sporne kwestie, dyskutujący zwykli byli pytać: «Czy nie ma wśród was cieśli, syna cieśli, aby rozstrzygnąć tę sprawę?». Gdy pojawiał się problemy nie do rozwiązania, mawiano: «To coś, czego żaden cieśla, syn cieśli, nie potrafi wyjaśnić». Niektórzy twierdzą wręcz, że środowisko cieśli dostarczyło Izraelowi najznamienitszych rabbinów. Rzeczywiście w tradycji talmudycznej na określenie «cieśla» używa się aramejskiego słowa naggar, co oznacza także «uczony», «wykształcony»”[2]

Budowniczy Kościoła

Co nam to wszystko mówi o Bożej koncepcji artysty? Wygląda na to, że sztuka jest rzemiosłem człowieka mądrego. Jest rzemiosłem, a więc – przede wszystkim – pracą. Możemy mieć wątpliwość, czy to w porządku, by sztukę traktować w takich kategoriach… Ciekawy jest dla mnie fakt, że choć w świecie znajdujemy bardzo rozbudowaną refleksję na temat sztuki, to Kościół jest w tym temacie tak naprawdę powściągliwy. Nie istnieje przecież katolicka nauka o sztuce, która miała analogiczny status do statusu katolickiej nauki społecznej. Ale w ramach tej ostatniej pojawiają się właśnie rozważania o pracy, które nadają jej o wiele większe znaczenie niż jakikolwiek ze świeckich dyskursów. Jeśli rozumiemy, czym jest praca w chrześcijańskiej perspektywie, którą rozwija Kościół, nie musimy obawiać się żadnej redukcji – sztuka jako praca jest aktywnością niezwykle doniosłą. Katolicka refleksja „traktuje ludzką pracę jako wartość, która pomaga pracownikowi osiągnąć pełnię człowieczeństwa oraz jest warunkiem doskonałości chrześcijańskiej. (…) Każda godziwa praca ma wymiar personalny, ponieważ jest czynnością osoby oraz uczestnictwem człowieka w stwórczym dziele Boga”[3].

Podejście do sztuki jako do pracy na poziomie podstawowym owocuje rzetelnym i uczciwym podejściem do rzemiosła, pogłębioną znajomością warsztatu oraz możliwości używanych materiałów, reguł kompozycyjnych, języka symboli itp. Na poziomie duchowym perspektywa taka rozbudza odpowiedzialność twórcy za odbiorców, których nie wolno wprowadzać w mrok, melancholię, wątpienie. Sztuka ma być rzemiosłem/pracą człowieka mądrego!

Posługa twórcy chrześcijańskiego, nawet jeśli nie polega na tworzeniu dzieł sakralnych (tj. przeznaczonych do kultu), zawsze polega na służbie – na budowaniu Kościoła jako wspólnoty, jako Ciała Mistycznego.

Józef, który aktualizuje w Nowym Przymierzu figurę artysty, jest świętym patronem Kościoła i patronem rodzin – to jest niezwykle istotne, kiedy rozpatrujemy Józefowy charyzmat. Posługa twórcy chrześcijańskiego, nawet jeśli nie polega na tworzeniu dzieł sakralnych (tj. przeznaczonych do kultu), zawsze polega na służbie – na budowaniu Kościoła jako wspólnoty, jako Ciała Mistycznego. Dlatego każdy artysta chrześcijański powinien rozumieć, jak odpowiedzialnym zadaniem jest tworzenie. Wymaga ono od człowieka mądrości, a więc integrowania wiary, życia prywatnego i pracy. Dlatego cechy dojrzałej duchowości chrześcijańskiej są także kryteriami chrześcijańskiej sztuki[4].

W podobnym duchu sformułował swoje przesłanie Jan Paweł II w Liście do artystów: „Społeczeństwo potrzebuje artystów (…), którzy zabezpieczają wzrastanie człowieka i rozwój społeczeństwa poprzez ową wzniosłą formę sztuki, jaką jest sztuka wychowania. W rozległej panoramie kultury każdego narodu artyści mają swoje miejsce. Gdy idąc za głosem natchnienia, tworzą dzieła naprawdę wartościowe i piękne, nie tylko wzbogacają dziedzictwo kulturowe każdego narodu i całej ludzkości, ale pełnią także cenną posługę społeczną na rzecz dobra wspólnego.

Odrębne powołanie każdego artysty określa pole jego służby, a zarazem wskazuje zadania, które go czekają, ciężką pracę, do której musi być przygotowany, i wreszcie odpowiedzialność, którą winien podjąć. Artysta świadomy tego wszystkiego wie także, że musi działać, nie kierując się dążeniem do próżnej chwały ani żądzą taniej popularności, ani tym mniej nadzieją na osobiste korzyści. Istnieje zatem pewna etyka czy wręcz duchowość służby artystycznej, która ma swój udział w życiu i w odrodzeniu każdego narodu” (4).

c.d.n.

 


[1] Por. Wytrzymać napięcie. Z Jackiem Hajnosem OP rozmawia Karolina Staszak, https://magazynverbum.pl/zycie/rozmowa/wytrzymac-napiecie/ [dostęp: 11.03.2024]
[2] K. Wons SDS, Cały sprawiedliwy. Józef, Kraków 2017, s. 28-29.
[3] Ks. W. Jedynak, Wartość ludzkiej pracy w społecznej nauce Kościoła katolickiego, w: Nierówności społeczne a wzrost gospodarczy, Zeszyt 47 (3/2016).
[4] K. Staszak, Sztuka chrześcijańska, czyli jaka? https://magazynverbum.pl/zycie/kultura/sztuka-chrzescijanska-czyli-jaka/ [dostęp: 11.03.2024]


Zostań mecenasem Verbum! Ten projekt rozwinie się dzięki Twojemu wsparciu.