Walka daje radość | Święto Nawiedzenia

Rafael, „Nawiedzenie”, ok.1517, 200 × 145 cm, Prado, domena publiczna.

31 maja 2024

W czasach kryzysowych dla rozumienia kobiecości potrzebujemy mocnych bohaterek. Mocnych, czyli jakich? Czy z perspektywy wiary można zaryzykować stwierdzenie, że siła jest kobietą

 

W spotkaniu dwóch kobiet dzieje się o wiele więcej niż w spotkaniu dwóch mężczyzn. Myślę, że ta teza nie potrzebuje dowodu. Ale kiedy spotykają się dwie kobiety zasłuchane w Boga i napełnione Duchem, nie tylko dzieje się wiele, lecz dzieje się w sposób święty – widzimy to w scenie wizyty Maryi w domu Elżbiety i Zachariasza. Niekiedy jednak w rozważaniach tej tajemnicy różańca świętego możemy usłyszeć, że oto Maryja pospieszyła do starszej, brzemiennej krewnej, aby pomóc jej w domowych obowiązkach. Zapewne tak było, ale jest to drobiazg wobec całościowej wymowy wydarzenia przedstawionego przez św. Łukasza. W kobiecości, którą reprezentuje Matka Boga, na pewno nie chodzi o krzątanie się, które bywa natręctwem niektórych z nas. Również Elżbieta została tu ukazana jako postać o wiele mocniejsza niż posunięta w latach, ciężarna niewiasta potrzebująca pomocy. Myślę, że zwłaszcza współcześnie bardzo potrzebujemy odkrywać bogactwo treści zawartych w tej bardzo kobiecej tajemnicy nawiedzenia.

Walka

Już w powitaniu, które słyszy Matka Boga, zawarta jest bardzo ważna aluzja literacka rozjaśniająca nam sens Jej wizyty. „Błogosławionaś między niewiastami…” – woła Elżbieta a podobnym okrzykiem w czasach Starego Przymierza witane były zwycięskie wojowniczki. Słowa te odsyłają nas do dwóch starotestamentalnych obrazów. Pierwszy pochodzi z księgi Sędziów, gdzie znajdujemy historię Debory i Jael. Debora była prorokinią, która sprawowała urząd między Rama a Betel, dokąd „przybywali Izraelici, aby rozsądzać swoje sprawy” (Sdz 4,4-5). Ale Debora miała tak wielki autorytet, że także sama mogła wezwać do siebie nawet dowódcę wojska. Pewnego razu posłała więc po Baraka, by w obliczu zagrożenia ludu ze strony Kananejczyków przekazać mu wiadomość od Boga: „Oto co nakazał Pan, Bóg Izraela: «Idź, udaj się na górę Tabor i weź z sobą dziesięć tysięcy mężów synów Neftalego i synów Zabulona. Przyprowadzę ci do potoku Kiszon Siserę, wodza wojska Jabina, z jego rydwanami i hufcami i dam je w twoje ręce»”. Zaskakująca jest odpowiedź Baraka: „Jeżeli ty pójdziesz ze mną, pójdę, lecz jeśli ty nie pójdziesz ze mną, nie pójdę”. A zatem mężczyzna jasno komunikuje, że w walce potrzebuje wsparcia niewiasty. Ale to nie wszystko. Debora w odpowiedzi zapowiada: „Pójdę więc z tobą, lecz chwała nie okryje drogi, po której pójdziesz, albowiem przez ręce kobiety Pan wyda Siserę” (Sdz 4,8-9). Jak wynika z finału tej historii, prorokini nie mówiła o sobie, lecz o Jael.

Jael była żoną Chebera Kenity, który utrzymywał pokojowe relacje z królem kananejskim. Dlatego właśnie, kiedy już Barak z pomocą Boga rozproszył wrogie wojsko, wódz Kananejczyków, Sisera, mógł liczyć na to, że w obozowisku Chebera Kenity znajdzie bezpieczne schronienie. I rzeczywiście, Jael okazała mu gościnę, jednak nie po to, by go ocalić. Nie wiemy, co nią powodowało, ale zaprosiła Siserę do siebie, napoiła mlekiem, uśpiła jego czujność, by kołkiem od namiotu przebić mu skroń. Piąty rozdział księgi Sędziów to pieśń triumfalna Debory i Baraka – śpiewają ją razem, ale jej autorstwo przypisywane jest kobiecie. I tutaj dochodzimy do słów, które czynią z Jael prefigurację Maryi: 

„Niech Jael będzie błogosławiona wśród niewiast,
(…) wśród niewiast żyjących w namiotach niech będzie błogosławiona.
(…)
Uderzyła Siserę, zmiażdżyła mu głowę,
(…)
U nóg się zwalił, upadł zabity.
U nóg jej się zwalił i upadł:
tam gdzie się zwalił, tam upadł martwy” (Sdz 5,24.27).

Zauważymy, że także sama pieśń starotestamentalnej prorokini zawiera aluzję do księgi Rodzaju, w której Bóg mówi do węża: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono [czy jak w Wulgacie „ona” – przyp. KS] zmiażdży ci głowę, ty zmiażdżysz mu piętę” (Rdz 3,15).   

Drugi obraz, do którego nawiązuje powitanie Elżbiety, to triumf Judyty, dlatego w Godzinkach ku czci Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny nazywamy Matkę Boga: „Judyt wojująca”. Podstęp tej bohaterki jest powszechnie znany dzięki tradycji malarskiej – młoda wdowa z oblężonego przez Asyryjczyków miasta Betulii swoją urodą oraz obietnicami uwiodła Holofernesa, naczelnego wodza napastników, i kiedy tylko nadarzyła się okazja, odcięła mu głowę. Judyta była witana dwukrotnie, kiedy powróciła ze swojej misji. Pierwszy zawołał do niej Ozjasz, jeden z przełożonych ludu: „Błogosławiona jesteś, córko, przez Boga Najwyższego, spomiędzy wszystkich niewiast na ziemi (…) Niech zapewni ci Bóg chwałę na wieki…” (Jdt 13,18.20). Znajdujemy tu charakterystyczny dla tego powitania motyw niewiast („spomiędzy wszystkich niewiast”, jak „wśród niewiast żyjących w namiotach”, jak „między niewiastami”), ale także zapowiedź wywyższenia, która nawiązuje już do samego kantyku Maryi. Następnie Judytę powitał nawrócony Achior Ammonita: „Błogosławionaś ty we wszystkich namiotach Judy i między wszystkimi narodami, które, gdy usłyszą twoje imię, zatrwożą się” (Jdt 14,7).

Widzimy więc, że Elżbieta, nawiązując swoim powitaniem do przywołanych tu pieśni i okrzyków, tak naprawdę proroczo ogłasza zwycięstwo Niewiasty nad pradawnym wężem (Rdz 3,15). Tajemnica nawiedzenia Elżbiety przez Matkę Boga to tajemnica zwycięstwa Kobiety nad złem.

Siła

Podczas gdy Judyta i Jael są starotestamentalnymi prefiguracjami Maryi, Matka Boga jest dla nas „prototypem”. Realizujemy różne charyzmaty, ale powołaniem każdej kobiety jest odnoszenie triumfu nad siłami zła. Chodzi o to, by umieć stawiać im wyrazisty opór. Zwraca na to uwagę Paul Evdokimov, wyliczając niektóre współczesne zagrożenia: „W obliczu materializmu, sekularyzacji, w obliczu pornografii i narkomanii, w obliczu wszystkich elementów szatańskiego rozpadu, przemocy i wojny, to kobiecie (…) przeznaczone jest mówić «nie!», by powstrzymać mężczyznę na skraju przepaści i by pokazać mu jego prawdziwe powołanie świadka Bożych tajemnic”[1].

Kiedy obserwujemy współczesny świat, nie możemy powiedzieć, że brakuje nam obszarów walki – tych obszarów, gdzie ponownie (lub po raz pierwszy!) należy wyznaczyć granicę; gdzie należy nazwać coś po imieniu; gdzie należy coś odważnie ocenić w oparciu o Boże kryteria; gdzie należy podjąć konkretny wysiłek postu, modlitwy, jałmużny. Innymi słowy, nie brakuje dziś duchowej nędzy, na którą trzeba reagować. A mimo wszystko wiele katoliczek zdaje się uważać, że życie Ewangelią można sprowadzić do bycia miłą i akceptującą. Kobiety częściej zauważają materialne potrzeby bliźnich, natomiast ludzka bieda w sferze ducha jest zbyt często przez nie bagatelizowana. Czy wynika to ze wspomnianej wyżej tendencji do krzątania się, które zagłusza rzeczywistość? A może przyczyna jest poważniejsza? Zastanawiając się nad źródłem tego wycofania z duchowej walki, szukam odpowiedzi w tajemnicach różańca. I oto prosta odpowiedź: żeby konsekwentnie mówić „nie” przeciwnikowi Boga, trzeba samemu Bogu powiedzieć radykalne „tak”, ponieważ Maryja zanim została przywitana jako zwycięska wojowniczka, w tajemnicy zwiastowania oddała się Bogu całkowicie do dyspozycji. To jest jedynie właściwy schemat działania, jedyna słuszna metoda. Podobnie zrobiła Judyta, która przed wyruszeniem do obozu Holofernesa całą sprawę powierzyła Wszechmocnemu: „Boże, Boże mój – wysłuchaj mnie, wdowy! Tyś uczynił rzeczy wcześniejsze od tamtych i tamte, i te, które będą później, także i teraźniejsze, i te, które nastąpią, i już się stały, i te, które masz w swoim zamyśle. (…) Ty jesteś Bogiem pokornych, wspomożycielem uciśnionych, opiekunem słabych, obrońcą odrzuconych i wybawcą tych, co utracili nadzieję. Tak, tak, Boże ojca mego, Boże dziedzictwa Izraela, Władco nieba i ziemi, Stwórco wód i Królu wszelkiego stworzenia, wysłuchaj modlitwy mojej! (Jdt 9,4-5.12). W całej tej historii modlitwa jest naturalnym sposobem bycia Judyty. Kobieta często wychwala Boga, ale także prosi Go wprost: „Daj mojej wdowiej ręce tę upragnioną siłę” (9,9) „Dodaj mi mocy!” (13,7).

„Siła jest kobietą” – spotykamy czasami ten slogan, który występuje niekiedy w towarzystwie znaku błyskawicy, czyli symbolu m.in. walki o prawo do zabijania dzieci w łonach matek. A więc od razu widzimy, co to za rodzaj „siły” i od kogo ona musi pochodzić – jeśli nie jest tylko iluzją w głębi ducha nieszczęśliwych kobiet, którym wydaje się, że walczą o swoje ciała. Tymczasem my nie potrzebujemy tego rodzaju afirmacji. Wiemy, że to nie nasza siła, ale „nasza słabość przyciąga Boga, ponieważ wówczas pojawia się pustka, którą On może wypełnić. Słabość, którą z ufnością składamy przed Bogiem, staje się swoistą obietnicą Boskiej interwencji”[2]. Słowa te pochodzą z książki s. Mary David OSB pt. Droga do radości – bo tak się właśnie składa, że cechą charakterystyczną walk duchowych, jakie toczymy nie swoją mocą, jest radość.    

Radość

Scena spotkania Maryi z Elżbietą jest przepełniona radością. Czytamy tu o radosnym okrzyku, o radosnym podskakiwaniu dziecka w łonie i w końcu słyszymy, jak Maryja śpiewa: „Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim”. Pierwsze słowa Magnificatu wskazują na dwa elementy struktury ludzkiego bytu: duszę (psychē) i ducha (pneuma). Nie ma tu ciała, ponieważ ciało nie jest czymś osobnym, lecz wyraża duszę – dlatego ostateczną nadzieją chrześcijan jest zmartwychwstanie ciał. Szkodliwy jest ten pochodzący od starożytnych Greków dualizm, który oddzielając duszę od ciała, deprecjonuje materię. Podział, któremu należy się przyjrzeć, został wskazany właśnie przez Maryję – chodzi o duszę wyrażoną w ciele oraz o ducha, czyli Boże tchnienie w człowieku. „Dusza, principium życia, i duch, który jest jego źródłem, różnicują się także w samym sercu ludzkim, to znaczy tam, gdzie może mieć dostęp tylko słowo Boże (Hbr 4,12)” – czytamy w Słowniku Teologii Biblijnej[3]. Świadomość istnienia tego podziału pozwala nam realistyczniej spojrzeć na własną kondycję.

Czasami zdarza się nam odczuwać ambiwalencję, kiedy dajemy się Bogu zaangażować w sprawy, które nas przerastają – radość miesza się ze smutkiem, spełnienie z frustracją, gotowość na wszystko z wyczerpaniem. Ambiwalencja taka może niepokoić, jeśli nie zrozumiemy, z czego ona wynika. Siostra Mary David OSB w liście do jednej ze swoich sióstr jakby rozwija tę myśl: „Pozytywny rozwój duchowy niekoniecznie idzie w parze z poprawą funkcjonowania psychiki. Poprawa taka jest możliwa, ale nie niezbędna. Nie stanowi kryterium absolutnego. Może zaistnieć głębokie zobowiązanie wobec Chrystusa i pragnienie pełnienia Jego woli pomimo psychicznej słabości”[4]. I nieco dalej kontynuuje: „Nasze słabości, niedostatki, wady charakteru tak naprawdę sprawiają trudności tylko na czysto ludzkim poziomie – one nie powodują, że czujemy się dobrze. Jednak na poziomie duchowym mogą stać się źródłami wielkiej siły, umożliwiając nam udział w życiu Chrystusa i poleganie na Jego mocy, nie na swojej”[5]. Moc Chrystusa to Duch Święty, którego nam posyła. To Duch, który łączy się z naszym duchem. Jednak „Duch Święty, nawet wtedy, kiedy bierze w posiadanie ducha ludzkiego i przemienia go, pozostawia nietkniętą całą jego osobowość”[6], czyli to, co rozumiemy pod pojęciem duszy. Tutaj właśnie jest przestrzeń na współpracę człowieka z łaską Bożą, na decyzje wolnej woli i osobisty wysiłek. Jeśli mój duch już poddany Bogu „raduje się w Nim”, ale dusza smuci się w pewnym od Niego oddaleniu, jest to dobry punkt wyjścia do próby zintegrowania tych dwóch rzeczywistości. To czas na ascezę. A w sytuacjach naprawdę trudnych warto wołać do Pana za psalmistą: „Jesteś przy mnie, gdy położę się w Otchłani (…) Jeśli powiem: «Niech więc mnie ciemność zasłoni i noc mnie otoczy jak światło», to nawet mrok nie będzie dla Ciebie ciemny, a noc jak dzień będzie jasna, bo mrok jest dla Ciebie jak światło” (Ps 139,8.11-12, brewiarz). Takie zaufanie na dnie rozpaczy zawsze przyciągnie Boga. Natomiast odwrotna sytuacja – fantastyczne samopoczucie podsycane mierzonym po ludzku sukcesem i wieczny niepokój duchowy powodowany trwaniem w grzechu lub uleganiem mentalności świata – rzeczywiście oznacza drogę donikąd i nie zwiastuje zwycięstw w tych najważniejszych walkach ze złem.    

* * *

Maryja, „pełna łaski”, pełna harmonii, jest błogosławiona między wszystkimi kobietami, ale także my, w naszych indywidualnych ewangeliach, czyli w dziejach naszej relacji z Bogiem, możemy być błogosławione między kobietami, którym zanosimy Dobrą Nowinę. Czy jednak nasz matki, ciotki, siostry i przyjaciółki widzą w nas Bożą radość ze zwycięskich walk? 

 


[1] P. Evdokimov, Le devenir du feminin selon Nicolas Berdiaev, „Contacts”, 1977, nr 29, s. 273, za M. Lena, Twórcze zróżnicowanie. Edukacja kobiet, w: Kobiety w Chrystusie. W stronę nowego feminizmu, red. M. M. Schumacher, Warszawa 2008, s. 384.
[2] M. David OSB, Droga do radości, Poznań 2022, s. 129.
[3] Słownik Teologii Biblijnej, red. X. Leon-Dufour, Poznań 1994,  s. 240.
[4] M. David OSB, dz. cyt., s. 120.
[5] Tamże, s. 130.
[6] Słownik Teologii Biblijnej, s. 225.


Zostań mecenasem Verbum! Ten projekt rozwinie się dzięki Twojemu wsparciu.