Świadek wcielenia | Święto św. Jana, apostoła i ewangelisty

Domenice Ghirlandaio, Ostatnia Wieczerza, fragment, ok. 1486, fresk, 400 x 800 cm, San Marco, Florencja

27 grudnia 2022

Bliskość święta Jana Ewangelisty ze świętem Narodzenia Pańskiego sugeruje, że ten najmłodszy apostoł może mieć jakieś znacznie dla zrozumienia, czym jest wcielenie. Wydaje się, że rzeczywiście jego zmysły były wyostrzone, a wśród nich dotyk zajmował szczególne miejsce.    

 

Kiedy czytam opis wizyty apostołów Piotra i Jana u grobu Pańskiego, widzę scenę przybycia pasterzy do żłóbka. W obu przypadkach mamy mężczyzn poruszonych głosem zwiastunów. W pierwszej scenie przybiegli apostołowie, którzy wkrótce zostaną pasterzami Kościoła. Woła ich poszukująca Pana Maria Magdalena – jeszcze nie posłana przez Niego jako apostołka apostołów, a jednak już przez swoją rozpacz i dezorientację odgrywająca rolę nieświadomego głosiciela dobrej nowiny. W drugiej scenie występują pasterze i anioł, który inspiruje ich do poszukiwań Mesjasza. W obu przypadkach mężczyźni docierają do wydrążonej w skale jamy – groty i grobu. W grocie istotne znaczenie mają mało poważne jako symbol władcy pieluszki: „A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie” (Łk 2,12). Z kolei w grobie leżą płótno i jakoś specyficznie ułożona chusta, którą Jan najprawdopodobniej odbiera jako znak, ponieważ gdy tylko wszedł do grobu, od razu „ujrzał i uwierzył” (J 20,8). I mamy powroty zamykające obie te sceny: „Pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane” (Łk 2,20). Z kolei o uczniach wiemy tylko, że „powrócili znowu do siebie” (J 20,10). Czas na radość dopiero miał nadejść.

Wcielenie Boga, które nastąpiło w momencie zwiastowania, a po raz pierwszy objawiło się w grocie narodzenia, było uniżeniem Syna Bożego, gdyż wyrzekł się On swojego boskiego majestatu. Trzydzieści trzy lata później poniżony niebywałą męką Syn Człowieczy został złożony w grobie i z grobu tego zmartwychwstał, by razem ze swoim ludzkim ciałem wkroczyć do chwały Ojca. Grota i grób spełniają podobną funkcję – są jakby przestrzenią dla Ziarenka, które musi obumrzeć, by wydać obfity plon (por. J 12,24). Zupełnie nieprawdopodobna historia! Ale jest napisane, że Jan, którego wzrok zatrzymał się na pozostawionych przez Pana tkaninach, „ujrzał i uwierzył”. A Piotr? Jako Żyd nawykły do słuchania – wychowany na owym: „Słuchaj, Izraelu…” (Pwt 6,4) – potrzebował jasnego komunikatu. „To jest Pan!” (J 21,7) – dopiero jakiś czas później usłyszał od Jana, który jako jedyny rozpoznał Mistrza nad Morzem Tyberadzkim. Jan był wtedy młody, jeszcze nie funkcjonował w percepcyjnych schematach. I więcej od innych widział.

W przeciwieństwie do reszty apostołów postanowił towarzyszyć Panu w drodze na Golgotę. Oglądał Jego konanie. Nikt nie doświadczył przy Chrystusie tyle co Jan – tylko jego widzenie miało szansę zostać udoskonalone.

Jan był nie tylko umiłowanym uczniem Jezusa, ale także najwyraźniej jednym z trzech najbardziej zaufanych obok Piotra i Jakuba, tj. swojego brata. Można tak wnioskować, ponieważ ilekroć Pan zawężał grono apostołów do trzech, zawsze wybierał właśnie ich. Byli z Jezusem u Jaira jako świadkowie wskrzeszenia jego córki, Pan wziął ich na górę Tabor, kiedy chciał objawić swoją chwałę, i to właśnie Jana, Piotra i Jakuba wybrał, by towarzyszyli Mu podczas modlitwy w Ogrójcu. Zarówno na górze Tabor, jak i w Ogrójcu w pewnym momencie cała trójka uczniów posnęła – Jan nie wyróżnił się tutaj wybitną czujnością. Jednak w przeciwieństwie do reszty apostołów postanowił towarzyszyć Panu w drodze na Golgotę. Oglądał Jego konanie. Nikt nie doświadczył przy Chrystusie tyle co Jan – tylko jego widzenie miało szansę zostać udoskonalone.

Podczas Eucharystii modlę się czasami o perspektywę Jana – chcę patrzeć na uniesioną przez kapłana Hostię tak, jak patrzył Jan na wyniesionego na krzyżu Chrystusa. Wyobrażam sobie, że w oczach Jana na obraz ukrzyżowanego Mistrza musiał nakładać się powidok z góry Tabor, chociaż tylko on – jako jedyny z ewangelistów – nie opisał wprost tego wydarzenia. Wspomniał tylko w prologu: „I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca” (J 1,14)… W eucharystycznym Ciele bije konające Serce – Jan widział Je, stojąc pod krzyżem. W tym białym, kruchym Opłatku zamknięte jest Bóstwo, które przyjmujemy jako zadatek wieczności, zadatek także naszej przyszłej chwały. Jan, poza Matką Najświętszą, jako jedyny mógł trochę rozumieć, co się dzieje na Golgocie.

Wrażliwość Jana na kontakt fizyczny widać także w tym, że tylko on opisał ostatnią wieczerzę, koncentrując się na czułym dotyku, którym Chrystus obdarza wszystkich apostołów, polecając im: „Dałem wam przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem” (J 13,15). Umywanie nóg to był wyraz braterskiej miłości, która nie boi się fizyczności drugiego.

Ale jest jeszcze coś poza widzeniem. Na początku swojego pierwszego listu Jan pisze: „[To wam oznajmiamy], co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce” (1 J 1,1). Ważne jest słuchanie, ważne jest widzenie, ale ważny jest także dotyk. Dlatego kiedy w prologu do Janowej Ewangelii czytamy: „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas”, to możemy być pewni, że chodzi tu o prawdziwą bliskość Zbawiciela. Wrażliwość Jana na kontakt fizyczny widać także w tym, że tylko on opisał ostatnią wieczerzę, koncentrując się na czułym dotyku, którym Chrystus obdarza wszystkich apostołów, polecając im: „Dałem wam przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem” (J 13,15). Umywanie nóg to był wyraz braterskiej miłości, która nie boi się fizyczności drugiego.

Najmłodszy uczeń Pana, prawdopodobnie kilkunastolatek, miał przywilej leżeć na Jego piersi – zapewne nieraz (J 13,23). On nie tylko słuchał i nie tylko widział Mesjasza, on Go dotykał. Dlatego można powiedzieć, że jest świadkiem wcielenia. Słuchał nie poleceń, lecz rytmu Najświętszego Serca. Czuł ten rytm całym sobą. Ten rytm nastrajał jego zmysły. Dlatego Jan wie jakby więcej od innych ewangelistów. Dlatego to on pozostawia nam największy i najpełniejszy skrót objawienia Bożego: „Bóg jest miłością” (1 J 4,8).

Czego możemy się nauczyć od Jana? Otwarcia się na fizyczny kontakt z Bogiem. Dziś jest to prostsze niż wtedy, kiedy chodził po ziemi, bo kiedy przyjmujemy Chrystusa pod postacią eucharystycznego Chleba, mamy Go bliżej niż na wyciągnięcie ręki.

 


Zostań mecenasem Verbum! Ten projekt rozwinie się dzięki Twojemu wsparciu. 


Pierwodruk: Karolina Staszak, Świadek wcielenia, „Tota Tua” 12/2021 (8).