Realizm eschatologiczny | Święta Rodzina

Zdjęcie: Nathan Dumlao / Unsplash

4 stycznia 2024

Każda Boża tajemnica jest wyzwaniem zarówno dla naszej wiary, jak i dla ludzkiego intelektu – intelekt nadaje pojęciowy kształt tajemnicy, natomiast wiara nasyca ten kształt żywymi kolorami. Bóg objawia nam swoje plany względem ludzkości, ale nie tłumaczy wszystkiego w detalach. Wszechmocny mówi do nas poprzez obrazy. Jednym z kluczowych dla zrozumienia naszej przyszłości jest obraz Świętej Rodziny.

 

Jeśli chcemy cokolwiek zrozumieć na temat najsłynniejszej rodziny z Nazaretu, musimy najpierw zrezygnować ze stereotypów, które zawdzięczamy m.in. apokryfom oraz tradycji artystycznej. Nie zawsze, ale zdecydowanie zbyt często, Józefa charakteryzowano jako starego, nieatrakcyjnego mężczyznę. Patrząc na wiele jego wizerunków, trudno pomyśleć o intymnej więzi łączącej go z Maryją. I właśnie taki był cel, gdyż w rozumieniu wielu autorów tylko starość Józefa gwarantowała jego czystość. W przekazie kulturowym Józef nie jest więc mężczyzną zintegrowanym, panującym nad sobą, lecz jest po prostu za stary, aby zagrażać Niepokalanej Dziewicy. A przecież nie sposób zbliżyć się do wyjątkowości Maryi, jeśli postrzegamy Ją jako pannę z dzieckiem przygarniętą przez zniedołężniałego wdowca… Ale w refleksji nad tajemnicą Świętej Rodziny istnieje także odwrotne tendencja, która skutkuje równym wywyższeniem wszystkich jej członków. Mianowicie Święta Rodzina bywa nazywana obrazem Trójcy Świętej, a nawet określana jest jako „Ziemska Trójca Święta”. Warto jednak zaznaczyć, że nawet autorzy, którzy rozpowszechniają to porównanie, zastrzegają, iż należy traktować je ostrożnie[1]. A zatem jestem ostrożna. Myślę, że metafora ta sprzyja raczej nieporozumieniu – upraszcza relacje zachodzące pomiędzy Ojcem, Synem a Duchem i w tym samym momencie więź łączącą członków Nazaretańskiej Rodziny odrealnia. A my dziś bardzo potrzebujemy właśnie realizmu.

Raczej obraz, ślad i symbol

Określenie „Ziemska Trójca Święta” siłą rzeczy sugeruje, że każdej z Osób Trójcy Świętej odpowiada konkretna osoba owej „Trójcy Ziemskiej”: Dziecię to oczywiście wcielony Syn Boży, Józef jest obrazem Ojca, a Maryja – Ducha. Jeśli odkryjemy przy tym, że hebrajskie słowo ruach tłumaczone jako Duch jest rodzaju żeńskiego, to koncepcja „Ziemskiej Trójcy” może wydać nam się niezwykle pociągająca. A przecież tylko o jednym członku Świętej Rodziny wypada powiedzieć, że jest prawdziwym obrazem którejś z Osób Trójcy Świętej. Kiedy apostoł Filip prosi Jezusa: „Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy”, Jezus odpowiada: „Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 14,8-9). Później św. Paweł napisze wprost: „On [Chrystus] jest obrazem [eikōn] Boga niewidzialnego” (Kol 1,15). Wobec powyższych pouczeń należy podkreślić, że podobieństwo Józefa do Boga-Ojca nie ma tego samego statusu co podobieństwo Jezusa do Ojca. Możemy mówić o Józefie jako „ikonie” Ojca Niebieskiego w innych sytuacjach, ale w kontekście opowieści o Świętej Rodzinie powinniśmy przyjąć, że Józef w stosunku do Ojca jest raczej („tylko”) Jego symbolem. Natomiast Maryję z Duchem łączy jeszcze inna zależność. „Duch Święty zstąpi na Ciebie…” – mówi do Niej archanioł Gabriel. Maryja ma dosłownie fizyczny kontakt z Duchem Świętym. Nie jest Jego obrazem, nie symbolizuje Jego działania, lecz to dzięki Niej uwidacznia się owo działanie. Jest Oblubienicą Ducha Świętego, ponieważ On pozostawił na Niej swój ślad. Niepokalana Niewiasta jest znakiem-śladem Ducha Uświęciciela[2].

Józef znajduje się najdalej od Źródła, ale cała ta drabina oparta jest na jego sprawiedliwości. Jak poważne ma to znaczenie! Naprawdę wiele zależy od mężczyzny przyjmującego Przyjmującą Życie, które pochodzi z samego Źródła Życia. 

Zauważmy, że takie zniuansowanie charakterystyki relacji podobieństwa pozwala zachować rzeczywisty porządek świętości: Jezus jest tożsamy z Synem (tzn. jest Nim) i zarazem doskonałą ikoną Ojca, Niepokalana jest stworzeniem uświęconym przez działanie Ducha Świętego, a Józef choć sprawiedliwy, to przecież w niedoskonały sposób „tylko” zastępuje (reprezentuje) Ojca Niebieskiego. A zatem mamy tutaj stopniowe i realistyczne zbliżanie się do Źródła Życia, którym jest Ojciec. Święta Rodzina nie jest zamkniętym kręgiem relacji miłości, lecz drabiną prowadząca z ziemi do Nieba – od sprawiedliwości Józefa poprzez niepokalaność Maryi, boską tożsamość Jezusa do Ojca-Stworzyciela. Józef znajduje się najdalej od Źródła, ale cała ta drabina oparta jest o jego sprawiedliwość. Jak poważne ma to znaczenie! Naprawdę wiele zależy od mężczyzny przyjmującego Przyjmującą Życie, które pochodzi z samego Źródła Życia. 

Nie tylko dla rodziców

Ważne jest, by dobrze zrozumieć miejsce Józefa w Świętej Rodzinie, ponieważ doświadczany dziś kryzys ojcostwa to przede wszystkim kryzys mężczyzny, który jest (albo właśnie nie jest!) partnerem. Choć adhortacja Jana Pawła II o św. Józefie zaczyna się słowami Redemptoris Custos (Strażnik Odkupiciela), a więc tytułem sformułowanym ze względu na ojcostwo Józefa, to papież podkreśla w niej dosadnie: „«Mąż sprawiedliwy» z Nazaretu posiada nade wszystko wyraźne rysy oblubieńca. Ewangelista mówi o Maryi jako o «Dziewicy poślubionej mężowi imieniem Józef» (Łk 1,27). Zanim zacznie się wypełniać «tajemnica od wieków ukryta w Bogu» (por. Ef 3, 9), Ewangelie stawiają przed nam obraz oblubieńca i oblubienicy. (…) Bóg, który przemawia do Józefa słowami anioła, zwraca się do niego jako do Oblubieńca Dziewicy z Nazaretu. To, co się dokonało w Niej za sprawą Ducha Świętego, oznacza równocześnie szczególne potwierdzenie więzi oblubieńczej, jaka istniała już wcześniej między Józefem a Maryją. Zwiastun mówi do Józefa wyraźnie: «Nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki». A zatem to, co się stało uprzednio — zaślubiny Józefa z Maryją — stało się wedle świętej woli Boga, winno przeto być zachowane” (18).

Józef jest przede wszystkim ukochanym Maryi i ta jego miłość stoi u początku jego ojcostwa wobec Syna Bożego. A może nawet jest jego warunkiem… Choć już po narodzinach Jezusa Maryja jest w Ewangeliach określana jako „Matka Dziecka”, to całość objawiania na temat Świętej Rodziny nie pozwala nam trwale izolować obrazu Maryi z Jezusem od postaci Józefa. Robimy to ze względu na Jej wyjątkową rolę, jaką odegrała w historii odkupienia, gdyż oddajemy Jej cześć (gr. hyperduleia) innego rodzaju niż cześć, którą mamy dla innym świętych, m.in. dla Józefa (gr. duleia), jednak zawsze należy pamiętać o tym, że jest to kobieta w relacji oblubieńczej do mężczyzny. Dlaczego to takie ważne?

Kiedy myślę o Świętej Rodzinie, widzę najpierw kobietę i mężczyznę – zakochanych w sobie ludzi, którzy żyją z Bogiem, a nie rodziców z dzieckiem. Mały Jezus był w pełni ludzkim maluchem i w tym samym czasie był także w pełni Bogiem, więc stawiam tezę, że rodzicielskie doświadczenie Maryi i Józefa jest nieprzekładalne na powszechne doświadczenie rodzicielstwa.

Żaden człowiek nie jest powołany do samotności. Nawet jeśli z jakichś przykrych powodów żyjemy w pojedynkę, nawet jeśli dla królestwa Bożego z radością wybraliśmy celibat, naszym przeznaczeniem nie jest samotność. Jasno wskazuje na to opowieść o pierwszej parze ludzkiej. „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” – mówi Bóg (Rdz 1,26). Następnie narrator rajskiego mitu podaje: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył, mężczyzną i niewiastą stworzył ich” (Rdz 1,27). Obrazem Boga jest para – w tym znaczeniu mężczyzna i kobieta są komplementarni, a nie tylko dlatego, że posiadają np. dopełniające się umiejętności. Samotny mężczyzna zawsze będzie odczuwał brak, podobnie samotna kobieta zawsze będzie potrzebować czegoś więcej niż sama potrafi sobie zapewnić. Oczywiście każdy z nas do odczucia prawdziwej pełni potrzebuje Boga, ale Bóg nie chce zastępować nam kochanego człowieka. To On przecież mówi w drugim opisie stworzenia, kiedy patrzy na samotnego Adama: „Nie jest dobrze, aby człowiek był sam” (Rdz 2,18) – a słowa te podsumowują nie grzeszną kondycję ludzką, lecz kondycję doskonałą. Pomimo doskonałości sam Adam wydaje się Bogu… niewystarczający.

Kiedy myślę o Świętej Rodzinie, widzę najpierw kobietę i mężczyznę – zakochanych w sobie ludzi, którzy żyją z Bogiem, a nie rodziców z dzieckiem. Mały Jezus był w pełni ludzkim maluchem i w tym samym czasie był także w pełni Bogiem, więc stawiam tezę, że rodzicielskie doświadczenie Maryi i Józefa jest nieprzekładalne na powszechne doświadczenie rodzicielstwa. Powinno inspirować, ale przecież trudno realistycznie postanowić sobie być taką matką dla swoich dzieci, jaką była Maryja wobec Jezusa lub – być takim ojcem jak Józef dla małego Syna Człowieczego, zwłaszcza, że z naszych dzieci nie należy czynić bogów. One nie mogą stanowić centrum życia rodzinnego. Ileż to małżeństw rozpada się dlatego, że postawione w centrum dziecko przysłoniło potrzeby współmałżonka? Szczęśliwa ludzka rodzina zaczyna się zawsze od relacji małżeńskiej, którą potomstwo bacznie obserwuje. Dziecko nie wie, że patrząc na rodziców, kontempluje ów obraz Boga, ale jak bardzo jego stosunek do Stworzyciela od tego właśnie obrazu zależy!

Nie tylko dla małżonków

Jednak fenomen Świętej Rodziny – związku kobiety i mężczyzny żyjących z Bogiem – polega na tym, że jest ona wzorem nie tylko dla rodzin, lecz dla wszystkich. I nie tylko wzorem, a eschatologiczną zapowiedzią.

Kiedy kochający się małżonkowie próbują sobie wyobrazić przyszłe życie, wizja, jaką nakreślił Jezus w pewnej rozmowie z saduceuszami, może raczej ich zaniepokoić niż rozbudzić pragnienie nieba. Nauczyciel mówi: „Gdy bowiem [ludzie] powstaną z martwych, nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, ale będą jak aniołowie w niebie” (Mk 12,25). Nierzadko zdarza się, że księża nie potrafią tych słów sensownie wytłumaczyć. Niedawno słyszałam, jak pewien internetowy kaznodzieja z wielką pewnością siebie postawił tezę, jakoby Bóg w przyszłym życiu przekierowywał miłość kobiety kochającej mężczyznę i mężczyzny kochającego tę kobietę na siebie. Oczywiście nikt z nas nie może powiedzieć na pewno, jak będą wyglądać relacje niebiańskie, ale wystarczy odrobina realizmu, by spodziewać się zachowania więzi, którą jest wzajemna miłość. Ważne jest, w jakim kontekście padają słowa Jezusa zacytowane powyżej. Oto przychodzą do niego saduceusze, którzy pytają o hipotetyczną sytuację kobiety poślubionej kolejno przez siedmiu braci. Każdy z nich umarł, nie wzbudziwszy potomstwa, i to właśnie obowiązek przedłużenia rodu był przyczyną kolejnych małżeństw. Dlatego na pytanie saduceuszy: „Przy zmartwychwstaniu więc, gdy powstaną, którego z nich będzie żoną?” (Mk 12,23), Jezus reaguje uwagą: „Czyż nie dlatego jesteście w błędzie, że nie rozumiecie Pisma ani mocy Bożej?” (Mk 12,24). Nauczyciel im nie odpowiada, ponieważ ich pytanie jest niepoważne. W niebie nie będzie obowiązywało prawo lewiratu, które kazało mężczyznom poślubiać żonę zmarłego brata właśnie po to, by urodziła mu (nie im) dziecko. Tam nawet nie będzie reprodukcji, jaką znamy. Czy to jednak oznacza, że kochające się osoby nigdy już nie będą razem? Jakże okrutna byłaby to wizja!

Jestem przekonana, że każda kobieta połączy się w końcu z tym mężczyzną, którego kocha i przez którego jest kochana. Przysięga towarzysząca zawarciu sakramentu małżeńskiego nie bez powodu wyznacza kres doczesnej małżeńskiej relacji: „… i że Cię nie opuszczę aż do śmierci”. Trudno nie docenić w tym miejscu miłosierdzia Ojca Niebieskiego, który dobrze wie, jak pochopnie ludzie podejmują decyzje o wspólnym życiu. Dlatego nie warto tu, na ziemi, zgłaszać swoich roszczeń do tego, aby Kościół zaakceptował rozwody i powtórne związki – w życiu doczesnym mamy wykazać się po prostu wiernością Bogu, Jego przykazaniom, a na pewno czeka nas pełnia ludzko-boskiego szczęścia, której doświadczymy w przebóstwionych ciałach. Dotyczy to i dobrych małżeństw, i ludzi, których relacje pokrzywdziły, i osób samotnych, a także… żyjących w celibacie.

Na temat tej świętej płodności trudno jest teoretyzować, ale niektórzy jakoś jej doświadczają. Zapewne mogliby o niej opowiedzieć bł. Jordan z Saksonii i bł. Diana, św. Franciszek Salezy i św. Joanna de Chantal, Adrienne von Speyr i ks. Hans Urs von Balthasar czy w końcu bł. Prymas Wyszyński i Maria Okońska. Bóg objawia się także w ciałach tych skoncentrowanych na Nim duetów.

Do powyższych rozważań na temat naszej przyszłości należy dodać słowa Jana Pawła II, które wielu mogą zaskoczyć: „Myślę, że każdy mężczyzna, bez względu na stan i powołanie życiowe, musi kiedyś usłyszeć te słowa, które kiedyś usłyszał Józef z Nazaretu: «Nie bój się wziąć do siebie Maryi» (Mt 1,20). «Nie lękaj się przyjąć», to znaczy uczyń wszystko, ażeby rozpoznać dar, jakim ona jest dla ciebie. Lękaj się tylko jednego, ażebyś tego daru sobie nie przywłaszczył. Tego się lękaj. Jak długo ona pozostanie dla ciebie darem samego Boga, możesz się bezpiecznie radować tym wszystkim, czym jest ów dar. Więcej — winieneś nawet uczynić wszystko na co cię stać, ażeby ten dar rozpoznać, ażeby jej samej ukazać to, jaką jest niepowtarzalną wartością”[3]. Gdyby tak wierni potrafili przyjąć tę świętą perspektywę ukazaną przez Maryję i Józefa, którzy budowali swoją miłość wokół Boga i Jego spraw! Którzy pokazują „równocześnie tajemnicę doskonałej komunii osób, mężczyzny i niewiasty, w przymierzu małżeńskim, a zarazem tajemnicę owej szczególnej bezżenności dla królestwa Bożego – bezżenności, która służyła najdoskonalszej w dziejach zbawiania «płodności w Duchu Świętym»” i która jest „znakiem świata przyszłego”[4]. Na temat tej świętej płodności trudno jest teoretyzować, ale niektórzy jakoś jej doświadczają. Zapewne mogliby o niej opowiedzieć bł. Jordan z Saksonii i bł. Diana, św. Franciszek Salezy i św. Joanna de Chantal, Adrienne von Speyr i ks. Hans Urs von Balthasar czy w końcu bł. Prymas Wyszyński i Maria Okońska. Bóg objawia się także w ciałach tych skoncentrowanych na Nim duetów. W ich życiu naprawdę i wciąż realizuje się obraz Świętej Rodziny.

 


[1] Por. P. Błasiak, Święta Rodzina – żywą ikoną Trójcy Świętej, Studia Koszalińsko-Kołobrzeskie, 25/2018.
[2] Powyższe rozważania zainspirowała medytacja Słowa Bożego oraz podział znaków (z uwagi na stosunek znaku do reprezentowanego przedmiotu) wg semiotyki Ch. S. Pierce’a.
[3] Jan Paweł II, Medytacja na temat „bezinteresownego daru”, 5, https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/inne/medytacja_08021994  [dostęp: 4.01.2024].
[4] Jan Paweł II, Mężczyzną i niewiastą stworzył ich, Lublin 2008, s. 231, 233.  


Zostań mecenasem Verbum! Ten projekt rozwinie się dzięki Twojemu wsparciu.