Kościół musi szokować | rozważania | Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa

Zdjęcie: Kasia Kucharska

5 czerwca 2024

Publikujemy rozważania o. Wojciecha Surówki wygłoszone podczas centralnej procesji Bożego Ciała w Poznaniu. Do trzech tegorocznych tematów ojciec przygotował słowo inspirowane trzema obrazami zapowiadającymi Eucharystię, które pojawiają się w Ewangelii św. Jana.

 

Ołtarz 1.
Eucharystia buduje Kościół

Eucharystia była zapowiedziana już w Raju. Pierwsi rodzice zgrzeszyli, spożywając owoc ziemi. Kiedy Bóg ustanawiał karę, równocześnie zapowiedział wyzwolenie, które będzie dziełem potomka Niewiasty. Święty Ireneusz z Lyonu pisał, że „jak Ewa (…) przez swe nieposłuszeństwo stała się dla całego rodzaju ludzkiego przyczyną śmierci, tak Maryja, (…) przez swe posłuszeństwo, stała się dla całego rodzaju ludzkiego przyczyną zbawienia”[1]. Idąc tym tropem, możemy rozwinąć jeszcze jedno porównanie. Jeśli owoc rajski stał się pokarmem śmierci, to należało się spodziewać, że kiedyś pojawi się jakiś nowy pokarm, który będzie niósł w sobie życie. 

Stary Testament nie określa, jakiego rodzaju był owoc z drzewa poznania spożyty przez pierwszych rodziców. Tradycja hebrajska widzi tu owoc winnego krzewu, bo – jak mówi Talmud – nie ma nic bardziej wprowadzającego człowieka w upojenie niż wino. Tę tradycję zdaje się podejmować również św. Jan, uczeń umiłowany. W czwartej Ewangelii znajdziemy przynajmniej trzy obrazy, które wyjaśniają nam tajemnicę Eucharystii. Pierwszym z nich jest właśnie wino.

Jezus w Kanie Galilejskiej przemienia wodę w wino, tym samym inicjując mistyczny proces odradzania ludzkości. Najpierw woda staje się winem, następnie podczas ostatniej wieczerzy wino staje się Krwią Chrystusa, aby już na Golgocie z boku Chrystusa wypłynęła Krew i woda jako początek sakramentów. Cały stworzony świat włączony jest w misterium wody, wina i Krwi.

„Kościół musi się zmienić. Nie może bać się szokować. Musi iść pod prąd. Musi przestać widzieć siebie jako jedną z instytucji tego świata. Musi przestać być społecznie użyteczny. Musi wrócić do tego, co stanowi jego sens: do wiary”

Ten proces jest dziełem samego Boga, ale tak jak w Kanie, tak również dzisiaj Chrystus potrzebuje jednej rzeczy, by móc go zainicjować. Wtedy potrzebna była wiara Maryi, ale także wiara sług, którzy zaczerpnęli wodę, by zanieść ją na stół gospodarza. Woda zamieniła się w wino w ich rękach. Również dzisiaj potrzebna jest nasza wiara w realną obecność Chrystusa pod postaciami chleba i wina. Również dzisiaj potrzebne jest nam to wielkie zawierzenie. Kardynała Robert Sarah podczas trwania pandemii, kiedy wielu katolików zostało odsuniętych od Eucharystii, nie bał się przypominać nam o znaczeniu takiej wiary. Mówił wtedy bardzo zdecydowanie: „Wirus pokazał, że świat mimo zapewnień o pełnej kontroli bezpieczeństwa wciąż jest paraliżowany strachem przed śmiercią. Świat może rozwiązać kryzys sanitarny. Poradzi sobie zapewne również z kryzysem ekonomicznym. Ale nigdy nie pojmie tajemnicy śmierci. Bo tylko wiara daje odpowiedź. (…) Kościół musi się zmienić. Nie może bać się szokować. Musi iść pod prąd. Musi przestać widzieć siebie jako jedną z instytucji tego świata. Musi przestać być społecznie użyteczny. Musi wrócić do tego, co stanowi jego sens: do wiary[2].  

Kościół – nasz dom – przeżywa takie same kryzysy jak młode małżeństwo z Kany Galilejskiej. Fundamentem odnawiającej przemiany jest sam Bóg. Misterium wody, wina i Krwi. Od nas Chrystus żąda jednego – wiary. Bez niej nie zbudujemy Kościoła.

 

Ołtarz 2.
Eucharystia otwiera na potrzeby braci

Eucharystia była zapowiedziana już w czasach patriarchów Starego Testamentem. Autor z II wieku, biskup Meliton z Sardes, pisał o Chrystusie: „To On w wielu musiał znosić wiele. W Ablu został zabity, w Izaaku związano Mu nogi, w Jakubie przebywał na obczyźnie, w Józefie został sprzedany, w Mojżeszu podrzucony, w baranku paschalnym zabity, w Dawidzie prześladowany, w prorokach zelżony”[3]. Kiedy Abraham prowadził swojego syna Izaaka na Górę Moria, by złożyć go w ofierze, był przekonany, że Bóg „upatrzy sobie jagnię na całopalenie” (Rdz 22,8). Relacja Abrahama z Bogiem – to jak On go prowadził, jak okazywał mu miłosierdzie i jak dotrzymywał obietnic – dawała mu pewność, że Bóg „upatrzy sobie jagnię”. Tak też się stało. W najbardziej dramatycznym momencie, kiedy Abraham już sięgnął po nóż, powstrzymała go anioł. „Abraham, obejrzawszy się poza siebie, spostrzegł barana uwikłanego rogami w zaroślach. Poszedł więc, wziął barana i złożył w ofierze całopalnej zamiast swego syna” (Rdz 22,13).

Eucharystia jest ofiarą. Wszystko, co ma jakieś znaczenie i wartość, wszystko, co ma przetrwać dłużej niż jedno pokolenie, nie dokonuje się w Kościele bez ofiary.

Nie bez znaczenia jest miejsce, w którym się to dokonało. Druga Księga Kronik opisuje, że właśnie na górze Moria Salomon zaczął budować świątynię jerozolimską. Ofiara Izaaka jest prefiguracją wszystkich ofiar składanych w świątyni, które następnie zostały zastąpione przez jedyną ofiarę Jezusa Chrystusa. Pisze o tym św. Piotr w swoim liście: „Z odziedziczonego po przodkach waszego złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy” (1 P 1,18-19). Dlatego właśnie w II wieku biskup Meliton może pisać, że to Chrystus „jest milczącym Barankiem, Barankiem zabitym, zrodzonym z Maryi, pięknej owieczki. Wzięty ze stada i poprowadzony na zabicie, wieczorem został złożony w ofierze, a nocą Go pogrzebano”[4]. Tego Baranka wskazał pierwszym uczniom Jan Chrzciciel, mówiąc: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (J 1,29). Jest to drugi z trzech obrazów w Ewangelii św. Jana zapowiadający Eucharystię.

Eucharystia jest ofiarą. Wszystko, co ma jakieś znaczenie i wartość, wszystko, co ma przetrwać dłużej niż jedno pokolenie, nie dokonuje się w Kościele bez ofiary. Eucharystia uczy nas otwartości na braci. Uczy nas takiej ofiary, która motywowana jest przede wszystkim myśleniem o zbawieniu człowieka, o takim szczęściu dla niego, którego świat dać mu nie może. Kardynał Robert Sarah w jednej ze swoich książek pisał: „Bóg uświadamia nam (…), że misja Kościoła nie zależy od inicjatywy człowieka, nie dokonuje się naszymi wątłymi siłami, ale jest owocem działania Ducha Świętego. W tym znaczeniu, nie umniejszając wcale wartości szeroko pojętej działalności charytatywnej, warto przypomnieć, że biorące początek z Ducha Chrystusowe posłannictwo Kościoła, to przede wszystkim misja duchowa i nadprzyrodzona, zmierzająca do zbawienia dusz i roztaczająca opiekę nad ciałem o tyle, o ile jest to ukierunkowane na zbawienie duszy”[5].

Dziś może bardziej niż dawniej największym ubóstwem człowieka jest brak miłości. Chrystus w Eucharystii pokazuje nam, że nie zaspokoimy tego największego pragnienia człowieka, jeśli nie będziemy gotowi na ofiarę. Bez gotowości na ofiarę tak naprawdę nigdy nie będziemy otwarci na braci.

 

Ołtarz 3.
Eucharystia inspiruje do głoszenia Chrystusa

Eucharystia była zapowiedziana już podczas wędrówki Izraelitów przez pustynię. Bóg, słysząc narzekania Izraelitów na głód dręczący ich po wyjściu z Egiptu, zesłał im pokarm – mannę. Była ona podstawowym pokarmem Izraelitów aż do momentu ich wkroczenia do Ziemi Obiecanej. Manna miała im zapewnić życie na pustyni. Bóg jednak dał jeden warunek – Izraelici nie mogli pozostawiać zebranej manny na później, gdyż wtedy gniła. Tylko w szóstym dniu mieli zebrać podwójną porcję, aby wystarczała im także na kolejny dzień, dzień szabatu, i wówczas nie psuła się. Bóg wymagał od Izraelitów zaufania.

Za czasów Jezusa istniała tradycja żydowska mówiąca o tym, że w czasach mesjańskich powtórzy się cud manny, tym razem za pośrednictwem nowego Mojżesza, który przyjdzie jako Mesjasz i nakarmi ludzi chlebem z nieba. Rzecz jasna, Jezus znał tę tradycję, a ci, którzy byli świadkami cudownego rozmnożenia przez Niego chleba, zapewne potrafili rozpoznać w tym wydarzeniu spełnienie tejże zapowiedzi. Jezus zrobił to dwukrotnie. W Ewangelii św. Jana mamy dokładnie przytoczoną rozmowę, która wywiązuje się pomiędzy Jezusem a tłumem, który szukał Go po dokonaniu tego cudu. Ludzi, wciąż nienasyceni, pytali Go: „«Jakiego więc dokonasz znaku, abyśmy go widzieli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: ‘Dał im do jedzenia chleb z nieba’». (…) Rzekł do nich Jezus: «Jam jest chleb życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata»” (J 6,30-31;48-51).  

Zaskakująca jest reakcja słuchaczy – spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?” (J 6,60). Spośród Jego uczniów! Nie spośród faryzeuszy, nie spośród tłumu, ale z grona Jego najbliższych. Szemrali na Jego słowa. Na to, że On jest chlebem, który daje życie wieczne. Jan notuje jedne z najsmutniejszych słów zapisanych w Ewangelii: „Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło” (J 6,66).

Dzisiejszy świat wymaga od uczniów Chytrusa odwagi. Coraz więcej dróg, musi być tymi, po których chodzą ludzie a nie „dzikie zwierzęta”. Użyczmy Chrystusowi naszego głosu, aby mógł światu powiedzieć, że On jest chlebem, który daje życie światu.

Mowa Kościoła bardzo często jest trudna. Wielu nie chce już chodzić z Chrystusem. On jednak posyła nas na drogi świata, by nieść słowo Ewangelii, słowo życia. Kardynał Robert Sarah w kontekście debat synodalnych mówił: „W swojej mądrości nasi starsi nauczyli nas, kiedy byliśmy dziećmi, że aby uniknąć spotkania z dzikimi zwierzętami w lesie, należy głośno mówić, należy śpiewać, idąc, ponieważ dzikie zwierzęta unikają dróg, którymi chodzą ludzie. Kiedy na drogach Kościoła głos uczniów Chrystusa jasno głosi Ewangelię rodziny, dzikie zwierzęta, które chcą ją niszczyć, uciekają. I tak ranne rodziny są uratowane od bycia pożartymi przez okrucieństwo dzikich zwierząt. Ze względu na miłosierdzie dla tych rodzin Kościół w Afryce po prostu chce użyczyć swojego głosu Ewangelii rodziny. Niech Pan da mu tchnienie i odwagę, aby to uczynił”[6].

Sytuacja na świecie wymaga od uczniów Chrystusa odwagi. Coraz więcej dróg, musi być tymi, po których chodzą ludzie a nie dzikie zwierzęta. Użyczmy Chrystusowi naszego głosu, aby mógł światu powiedzieć, że On jest chlebem, który daje życie światu.

 

Homilię przy 4. ołtarzu wygłosił abp Stanisław Gądecki: https://www.youtube.com/watch?v=QgQ5k_jDPUI 

 


[1] Ireneusz z Lyonu, Adversus Haereses, 3,22, PG 7, 956, za: Ojcowie Kościoła greccy i syryjscy. Teksty o Matce Bożej, tł. W. Kania, Niepokalanów 1981, s. 24.
[2] Kard. R. Sarah, O czym pandemia przypomniała nam wszystkim?, https://wszystkoconajwazniejsze.pl/kard-robert-sarah-o-czym-pandemia-przypomniala-nam-wszystkim/ [dostęp: 28.05.24]
[3] Meliton z Sardes, Homilia paschalna, https://brewiarz.pl/indeksy/pokaz.php3?id=6&nr=313 [dostęp:28.05.24].
[4] Tamże.
[5] Kard. R. Sarah, Duch świętości w Kościele. Wykład ks. kard. Roberta Saraha, prefekta Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, wygłoszony 23 września br. podczas Ogólnopolskiego Forum Duszpasterskiego w Poznaniu, https://naszdziennik.pl/mysl/189727,duch-swietosci-w-kosciele.html [dostęp: 28.05.24].
[6] Kard. R. Sarah, za: J. Kupczak, Źródła sporu o Amoris laetitia, Poznań 2018, s.129.

 


Zostań mecenasem Verbum! Ten projekt rozwinie się dzięki Twojemu wsparciu.