Władcy ludzkiej natury

„Sen Trzech Króli”, katedra Saint-Lazare, Francja

7 stycznia 2024

Kilka wieków temu uprzystępnianie misterium odkupienia za pomocą zabawy miało sens ze względu na kondycję ówczesnych wiernych – słabo wykształconych, w większości utrudzonych bardzo surowymi warunkami życia. Dziś, kiedy zabawa stoi w centrum ludzkich aktywności, a ludzie, choć teoretycznie wykształceni, robią tak niewielki użytek z łatwo dostępnej wiedzy religijnej, wydawałoby się logiczne, że należy zrezygnować z archaicznego pomysłu zabawiania wiernych. Kościół ma do zaoferowania o wiele więcej, czego przykładem są choćby święta kończące okres Bożego Narodzenia.     

 

W ostatnich latach coraz częściej Uroczystości Objawienia Pańskiego towarzyszą wydarzenia nazywane Orszakiem Trzech Króli. Jest to rodzaj jasełek wystawianych w przestrzeni publicznej. Tego dnia – jak podają organizatorzy inicjatywy – „przygotowywane są koncerty kolęd, występy regionalnych kapel, jarmarki, różnorodne pokazy, konkursy na najpiękniejszą szopkę, na betlejemską gwiazdę, najciekawsze, «tematyczne» przebranie”. Można powiedzieć, że ewangeliczna opowieść o pokłonie trzech Mędrców działa na wyobraźnię człowieka. Czy jednak taka ludyczna inicjatywa nie przesłania prawdziwego sensu uroczystości? Jej właściwa nazwa to Objawienie Pańskie, Epifania, co wskazuje, że nasza uwaga powinna być skierowana nie na Trzech Króli, nie na ich świtę i nie na gwiazdę betlejemską, lecz na samego Boga. Choć wszystkie te elementy mają jakieś znaczenie, ponieważ – jak wierzymy – owi Mędrcy naprawdę przybyli do Betlejem, a nie są jedynie elementami fikcji literackiej, to jednak nie ich orszak stoi w centrum tego wydarzenia.

Właściwy sens Epifanii

Na Wschodzie pierwsze ślady Uroczystość Objawienia Pańskiego spotykamy już w III wieku. Tego właśnie dnia Kościół obchodził święto Bożego Narodzenia, ale w treści znacznie poszerzonej – jako uroczystość Epifanii, czyli zjawienia się Boga na ziemi. Jeszcze sto lat temu opat Prosper Gueranger pisał o tym dniu: „Pogański Rzym obchodził 6 stycznia pamiątkę trojakiego tryumfu Augusta, władcy i organizatora rzymskiego cesarstwa. Kościół święty (…) wielbi dzisiaj pamiątkę trzech tajemnic Bożo-Człowieczego życia Chrystusa na ziemi, a mianowicie: hołd Mu złożony przez Mędrców, chrzest z ręki Jana w Jordanie i pierwszy cud Jezusa na godach w Kanie”[1]. Podstawą dla połączenia wspomnień tych wydarzeń w jedno święto była potrzeba wskazania na uniwersalność zaślubin Boga z człowiekiem. Jak słusznie zauważa jeden ze współczesnych teologów, „treścią obchodów nie była pamiątka historycznego wydarzenia, ale jego znaczenie zbawcze”[2].

Choć liturgia łacińska daje pierwszeństwo pokłonowi Mędrców, to w antyfonach śpiewanych podczas jutrzni i nieszporów możemy usłyszeć echo właśnie tak rozumianego święta Epifanii. „Dzisiaj się Kościół złączył z Chrystusem, swoim Oblubieńcem, który go z grzechów obmył w Jordanie;/ biegną mędrcy z darami na królewskie gody/, a woda przemieniona w wino cieszy biesiadników” – brzmi antyfona do pieśni Zachariasza. Podkreślony jest tutaj nie aspekt ewangelizacyjny tego święta, lecz mistyczny charakter wszystkich trzech wydarzeń. Chrystus przedstawiony jest jako Oblubieniec biorący w posiadanie Oblubienicę, którą jest Kościół. Widzimy więc, że od początku święto Objawienia Pańskiego nie tylko mówiło o tym, że Ewangelia ma być głoszona poganom, ale ukazywało fakt wcielenia Boga jako wydarzenie, które objawia nam naszą prawdziwą naturę oraz podnosi jej godność. Benedyktyn Odo Casel pisał: „Misterium to objawia nam prawdziwie Boski rodzaj miłości: zstępuje, by podźwignąć”[3].

Ludzki umysł posiada zdolność rozpoznania Boga, jednak może nie oddać Mu chwały. Paweł wskazuje, że takie zamknięcie prowadzi bezpośrednio do idolatrii, a następnie do szeregu ciężkich grzechów. Ludzki umysł, który nie jest poddany Bogu, wytwarza fałszywy obraz świata i człowieka.

Poddanie władzy intelektualnej

Mędrcy, którzy oddali pokłon Dziecięciu, są przykładem dążenia ludzkiego intelektu do poznania Boga. Cieszy nas ten hołd, jednak warto pamiętać o proporcjach – do narodzonego Zbawiciela przyszła zaledwie garstka magów. Święty Tomasz z Akwinu podkreślał, że tylko niewielu, po długich poszukiwaniach i ze znaczną domieszką błędu, umie, używając jedynie naturalnego światła rozumu, odnaleźć drogę do Boga. Większość ludzi zatrzymuje się na progu tej wędrówki. W realistyczny sposób opisuje ich postawę apostoł Paweł w Liście do Rzymian: „Choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych stali się głupimi. I zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów. Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości, tak iż dopuszczali się bezczeszczenia własnych ciał” (Rz 1,20-25). Ludzki umysł posiada zdolność rozpoznania Boga, jednak może nie oddać Mu chwały. Paweł wskazuje, że takie zamknięcie prowadzi bezpośrednio do idolatrii, a następnie do szeregu ciężkich grzechów. Ludzki umysł, który nie jest poddany Bogu, wytwarza fałszywy obraz świata i człowieka. Paweł kontynuuje: „Kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie” (Rz 1, 26-27). Można wręcz powiedzieć, że rozum ignorujący Boga prędzej czy później doprowadzi do wyniszczenia ludzkiej natury. Natomiast w pokłonie Mędrców widzimy „kapitulację” rozumu przed tajemnicą większą od niego. Tylko w tym pokornym poddaniu człowiek może odnaleźć swą prawdziwą naturę.

Poddanie władzy wolitywnej

Tajemnica chrztu Jezusa w Jordanie ujawnia kolejną słabość ludzkiej natury. Do Jana przychodzili ludzie nie tylko po chrzest, ale także z bardzo konkretnym pytaniem: „Co robić?”. Odsyła nas to do problematyki ludzkiego działania. Trzej Mędrcy wskazują na konieczność poddania ludzkiego intelektu Bogu, natomiast w wydarzeniu chrztu widzimy poddanie ludzkiej woli. Jest to niezwykle ważne, ponieważ nawet jeśli rozum wskazuje dobry kierunek, to nie zawsze wola za nim podąża. Problem ten komentuje św. Paweł słowami: „Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę” (Rz 7,18-19). Sama znajomość prawa Bożego niekoniecznie skutkuje przestrzeganiem go, często w połączeniu z brakiem woli jego uznania, wręcz inspiruje wymyślne reinterpretacje Ewangelii. Wola ludzka w wyniku grzechu pierworodnego nie tylko zdecydowanie osłabła, ale jeszcze nabyła tendencję do zajmowania się sobą. Bardzo często właśnie wewnętrzna słabość maskowana jest zewnętrzną siłą czy nawet przemocą zarówno fizyczną, jak i symboliczną. Tymczasem sam Jezus przyjmuje chrzest od Jana, czyli od kogoś, kto jest ewidentnie niższy od Niego. Jan ma tego świadomość, dlatego początkowo opiera się przed spełnieniem prośby Jezusa: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?” (Mt 3,14). W tym geście Nauczyciel pokazuje, że nasza wola, aby mogła w pełni osiągnąć swoją dojrzałość, musi zrezygnować z niezależności. Koptyjski mnich Matta el-Maskîne pisał: „Nie możemy już domagać się honorów lub dyskutować o tym «kto jest największy», skoro Chrystus skłonił głowę pod ręką Jana. Nasz honor polega na tym, aby dobrowolnie, lecz stanowczo, wyrzec się wszelkich zaszczytów na rzecz kogoś mniejszego i mniej godnego”[4]. Chodzi jednak nie tylko o zaszczyty, ale wszelkiego ducha dominacji, który pragnie panować nad innymi, a nawet nad Bożym prawem.

Jezus przyjmuje chrzest od Jana, czyli od kogoś, kto jest ewidentnie niższy od Niego. (…) W tym geście Nauczyciel pokazuje, że nasza wola, aby mogła w pełni osiągnąć swoją dojrzałość, musi zrezygnować z niezależności.

Poddanie władzy pożądawczej

I wreszcie cud w Kanie Galilejskiej wskazuje na kolejny brak objawiający się w ludzkiej naturze. Nasza miłość, nawet tak intensywna jak miłość nowożeńców, narażona jest na wyczerpanie. Między innymi na to wskazują słowa Maryi skierowane do Jezusa: „Nie mają już wina” (J 2,3). Następnie, po tajemniczym dialogu z Synem, mówi do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Międzyludzka miłość może rozwinąć się tylko wtedy, gdy poddamy ją Chrystusowi, Jego zaleceniom i przykazaniom. Prawdziwie rozkwitnie tylko wówczas, gdy głównym obiektem naszego pożądania będzie Bóg. Natomiast jeśli miłość budowana jest wyłącznie na pożądliwości ciała, nie ma szansy na przetrwanie – gdy silne pożądanie znika, często pojawia się reakcja odrzucenia wobec wcześniej pożądanej i już „skonsumowanej” osoby.

Dlatego na pytanie faryzeuszy o możliwość oddalenia małżonki Jezus odpowiada: „«Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela»”. Kiedy faryzeusza dalej dopytywali: „Czemu więc Mojżesz polecił dać jej list rozwodowy i odprawić ją?”, Jezus uświadomił im: „Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony; lecz od początku tak nie było” (Mt 19,4-8). Ale Bóg wciela się w ludzką naturę i kończy ten przejściowy okres, w którym nie było szansy na trwałość ludzkiej miłości. Może to zrobić, gdyż swoim bóstwem podnosi ludzką naturę, sam daje przykład idealnego kochania, a każdego z nas uzdalnia swoimi łaskami do miłości niesamolubnej i czystej. Czy skorzystamy z tych łask, zależy od tego, na co ukierunkujemy swoje pragnienia.

Międzyludzka miłość może rozwinąć się tylko wtedy, gdy poddamy ją Chrystusowi, Jego zaleceniom i przykazaniom. Prawdziwie rozkwitnie tylko wówczas, gdy głównym obiektem naszego pożądania będzie Bóg.

* * *

Biblijny opis ludzkiej natury dotkniętej grzechem jest bardzo realistyczny. Na skutek grzechu każda z naszych władz mówi non serviam – nie będę służyć. Każda z nich staje się autonomiczna, nie tylko w relacji do innych, ale przede wszystkim w odniesieniu do Boga. Rozum oderwany od Boga prowadzi do wypaczenia ludzkiej natury, a prędzej czy później do jej zagłady, jak miało to miejsce w każdym zjawisku ludobójstwa, natomiast obecnie widoczne jest we frontalnym ataku na ludzką naturę prowadzonym przez ideologię gender. Wola uniezależniona od Wszechmocnego prowadzi do tyranii objawiającej się nie tylko w światowych wojnach, ale może nawet bardziej dramatycznie w wielorakich przejawach domowej przemocy. I wreszcie pożądliwość, która nie jest ograniczana przez Stwórcę, odpowiada za rozpad małżeństw, kapłańską niewierność Chrystusowi, deprawację najmłodszych.

Z pierwotnej idei święta Epifanii najhuczniej obchodzone jest wspomnienie pokłonu Mędrców, zwanych Królami. Warto więc pod ich postaciami zobaczyć przede wszystkim te trzy władze: intelekt, wolę i pożądanie. Powinny one oddać pokłon Najwyższemu Bogu, inaczej czeka nas diabelska anarchia. Jeśli tego nie zrozumiemy, wszelkie Orszaki Trzech Króli będą jedynie folklorystycznym listkiem figowym przesłaniającym dramat ludzkiej egzystencji bez Boga.  

 


[1]  P. Gueranger OSB, Rok liturgiczny, t. III, Okres Bożego Narodzenia, cz. II, Sandomierz 1929, s. 44.
[2] J. Naumowicz, Narodziny Bożego Narodzenia, Kraków 2016, s. 85.
[3] O. Casel OSB, Misterium świąt chrześcijańskich, Kraków 2007, s. 56.
[4] M. El-Maskîne, Komunia miłości, Tyniec 2008, s. 100.


Zostań mecenasem Verbum! Ten projekt rozwinie się dzięki Twojemu wsparciu.