Miriam z Nazaretu (1 trymestr / 1)

Bartolomé Esteban Murillo, „Zwiastowanie”, ok.1660, olej na płótnie, 142 x 107.5 cm, Ermitaż, domena publiczna.

4 maja 2024

Bardzo ważnym aspektem duchowości Verbum jest zawierzenie Matce Boga. To Ona prowadzi nas do Serca Jezusowego, które jest zjednoczone ze Słowem Bożym, ukryte w Eucharystii i rozdarte na Krzyżu. Dlatego Maryja będzie nam towarzyszyć także podczas naszej nowenny jako Miriam z Nazaretu, Niewiasta z Kany i Matka z Golgoty. Na początku pierwszego trymestru przyjrzyjmy się tej pierwszej.

 

Idea oddania swojego życia Jezusowi przez ręce Maryi, choć rozpowszechniona została przez konkretnych świętych (m.in. przez św. Ludwika Marię Grignion de Montfort, św. Maksymiliana Kolbego czy bł. Prymasa Wyszyńskiego), nie jest pomysłem ludzkim i kwestią indywidualnej wrażliwości, lecz wynika z duchowej lektury Pisma Świętego, która uświadamia konieczność skorzystania z pomocy Matki Nauczyciela. Jest to koncepcja chrystocentryczna, która nie stawia Niepokalanej na równi z Bogiem, lecz podkreśla Jej rolę jako naszego wzoru świętości oraz naszej Formatorki. Maryja pokazuje nam, że najpierw trzeba być słuchającym uczniem, by autentycznie wejść w etap służby motywowanej miłością i w końcu stać się uczniem absolutnie oddanym Bogu.  

Słuchająca uczennica

Scena zwiastowania ukazuje młodą kobietę – najpierw zmieszaną (Łk 1,29), prawdopodobnie nieco przestraszoną (Łk 1,30), ale przede wszystkim refleksyjną, mądrą i ostatecznie bardzo śmiałą. Kiedy anioł przedstawia Jej Boże orędzie – „Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca” (Łk 1, 13-33) – Maryja dopytuje nie o to, jaki jest sens tych słów, lecz w jaki sposób one się spełnią: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?” (Łk 1,34). Ta młoda i, jak często słyszymy, prosta kobieta rozumie, o czym mówi do Niej Boży posłaniec. Nie są Jej obce ani imiona praojców, ani od wieków zapowiadana obietnica nadejścia Mesjasza. Wie kim jest Najwyższy oraz co oznacza „tron Dawida i „dom Jakuba”. Nie stanowi dla Niej wielkiej trudności wyobrażenie sobie „panowania bez końca”. Można domyślać się, że na zawołanie: „Słuchaj, Izraelu…”, Maryja nigdy nie pozostawała obojętna. A zatem od razu pyta jedynie o sposób realizacji całego przedsięwzięcia ze względu na to, co postanowiła o swoim życiu – Jej pytanie sugeruje, że choć została poślubiona mężczyźnie, złożyła także ślub czystości[1]. Zauważa więc obiektywną trudność, ale poza tym naprawdę wiele rozumie. Jej wiara jest ukształtowana przez wiedzę religijną przekazywaną z pokolenia na pokolenie.

Wiedzę i wiarę dopełnia intuicja wiary, czyli m.in. umiejętność dostrzegania duchowych sensów w aluzjach. Kiedy na samym początku rozmowy anioł wita Maryję: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą”, dziewczyna zastanawia się, co miałoby oznaczać to pozdrowienie (Łk 1,29). Dlaczego powitanie stanowi dla Niej materiał do rozważań, skoro nie jest nim chwilę później wypowiedziane orędzie? Według tekstu oryginalnego Boży posłaniec mówi dokładnie: „Raduj się!”, a wezwanie to nawiązuje do utworów starotestamentalnych: „Raduj się wielce, Córo Syjonu, wołaj radośnie, Córo Jeruzalem! Oto Król twój idzie do ciebie…” (Za 9,9, por. także So 3,10-18). Maryja już od początku tej rozmowy zaczyna rozumieć, że Bóg przychodzi do Niej jako do reprezentantki całego narodu. A kiedy w końcu anioł wyjawia, w jaki sposób dojdzie do poczęcia, dziewczyna zapewne słyszy, że w jego odpowiedzi została porównana do Arki Przymierza ocienionej obłokiem Najwyższego: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym” (Łk 1,35; por. Wj 40,35). Jej reakcja na te słowa jest reakcją rozumnej i wdzięcznej miłości, która wyraża się całkowitym oddaniem: „Oto ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa” (Łk 1,38). Przyszła Matka Boga określa siebie samą jako służebnicę, a nawet niewolnicę – bo to dokładnie oznacza grecki wyraz doulē użyty w tekście Ewangelii.

Służebnica/ niewolnica

Zanim w historii odkupienia i na kartach Ewangelii pojawiła się Miriam z Nazaretu, podobną gotować do podjęcia służby okazała Abigail z Karmelu, o której czytamy w 1. Księdze Samuela. Przyjrzyjmy się tej starotestamentalnej bohaterce. Była ona żoną Nabala, bogatego, lecz niegodziwego posiadacza rozległych ziem i licznego stada owiec. Człowiek ów, poproszony przez posłańców Dawida o gościnę, znieważył ich, pomimo tego, że wcześniej służba Nabala doświadczył ze strony ludzi Dawida nieocenionej pomocy. Na szczęście pewien przezorny sługa Nabala opowiedział Abigail o zachowaniu jej męża oraz poprosił ją o interwencję, gdyż przeczuł, że Dawid zemści się za okazany brak gościny. Kobieta nie zastanawiając się długo, przygotowała dla przyszłego króla oraz jego świty dary i ruszyła w stronę obozowiska wędrowców. Spotkali się w połowie drogi, gdyż – jak przewidział przezorny sługa – Dawid już ruszył, by w odwecie wybić wszystkich mężczyzn z domu Nabala. Abigail, kiedy tylko zobaczyła Dawida, rzuciła się mu do nóg i w słowach pełnych rozwagi i uniżenia prosiła go o odstąpienie od zemsty. Kilkukrotnie wobec siebie użyła wtedy określenia, które tłumaczone jest jako „służebnica” lub „niewolnica”. Ale w kontekście kobiecej gotowości do usługiwania wyrażonej później także przez Maryję bardziej interesują nas słowa, które Abigail z Karmelu wypowiada w następnej scenie do posłańców Dawida. Powrócili do niej już po nagłej śmierci Nabala, ponieważ przyszły król, dowiedziawszy się, że jego wróg umarł, zapragnął tę mądrą kobietę wziąć sobie za żonę. Wtedy przyszła małżonka przyszłego króla oddając pokłon posłańcom, mówi: „Oto służebnica twoja jest niewolnicą gotową umyć nogi sług mojego pana” (1 Sm 25,41).       

Podobieństwo zachodzące pomiędzy Abigail z Karmelu i Miriam z Nazaretu potrzebuje dopełnienia. Gotowa do służby kobieta jest starotestamentalną prefiguracją Maryi, natomiast Maryja otwiera cały pochód dusz oddanych Bogu. Na kartach Nowego Testamentu ten „kobiecy” sposób bycia widzimy także u Marii z Betanii usługującej Jezusowi z gorliwością, której otoczenie jeszcze wtedy zupełnie nie pojmowało. Co prawda nie przeczytamy nigdzie, że Maria nazwała siebie „służebnicą”, ale to przecież ona znana jest z tego najbardziej skandalicznego gestu – publicznego namaszczenia stóp Jezusa niezwykle kosztownym olejkiem (J 12,1-11). Zrobiła to, ponieważ wcześniej siadała „u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie” (Łk 10,39) w taki sposób, jak robili to uczniowie u stóp swoich mistrzów, np. Paweł u stóp Gamaliela (por. Dz 22,3). Dziewczyna chłonęła jednak wyłącznie mądrość Bożą, nie ludzką, co upodabnia ją bardziej do pierwszej Służebnicy Pańskiej niż do ambitnego ucznia któregoś z rabbinów. Każda dusza, którą w Piśmie Świętym bardzo często symbolizuje postać kobiety, wezwana jest do takiej relacji z Bogiem – kontemplacji i oddania.

Uczennica zawierzona

Miriam z Nazaretu jest oddana Bogu całkowicie i w sposób doskonały. Odpowiadając aniołowi: „Oto ja, służebnica Pańska”, pokazała, że nie tylko wierzy w Boga, ale przede wszystkim wierzy Bogu. W momencie wypowiadania tej deklaracji wiedza religijna kształtująca wiarę została dopełniona zawierzeniem. Ono pochodzi od wiary, ale jest jej radykalnym – nomen omen – wcieleniem. Maryja była pilną uczennicą w szkole Starego Przymierza i jako pierwsza weszła do szkoły Wcielonego Słowa. Zobaczmy, na czym to polegało. Po narodzeniu Syna „Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2,19). Napisane jest także, że w sercu „chowała wiernie wszystkie wspomnienia” (Łk 2,51). Mamy tu do czynienia z trzema różnymi czasownikami. Tłumaczenie dosłowne pierwszego wersetu brzmi: „Zachowywała te rzeczy, składając je w sercu”. Możemy więc sobie wyobrazić, że nie tylko pamiętała o poszczególnych wydarzeniach, ale także wiązała je, łączyła je ze sobą w jedną całość. Maryja nie jest sentymentalna, lecz używa swojego intelektu, by stopniowo odkrywać plan, w którym ma przywilej uczestniczyć. Nie zawsze rozumie wszystko, ale kontemplując Boże działanie w swoim życiu, nie jest pozbawiona istotnych wskazówek.

Drugi przytoczony tu werset w tłumaczeniu dosłownym brzmi: „Strzegła te wszystkie rzeczy w sercu” – tzn. troszczyła się o to, co zostało Jej pokazane i chroniła tego jak skarbu przed roztrwonieniem. Chodzi o czułe i refleksyjne powracanie do ukazanych nam znaków, a także o powściągliwość w snuciu opowieści na temat własnych doświadczeń duchowych. Ideałem życia oddanego Bogu jest życie ukryte i nienastawione na przyjmowanie wyrazów uwielbienia. Warto zawsze pamiętać o słowach, którymi Jezus ganił faryzeuszy: „Jak możecie uwierzyć, skoro od siebie wzajemnie odbieracie chwałę, a nie szukacie chwały, która pochodzi od samego Boga?” (J 5,44).

Maryja przyjęła chwałę od Boga na przykład wtedy, gdy dorosły już Jezus dał pierwsze świadectwo o Niej. Na zawołanie pewnej kobiety: „Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś” (Łk 11,27-28), Syn Boży odpowiedział: „Owszem, ale przecież błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je”. Jezus wiedział, że to Maryja jest pierwszą, która tak czyni. Reszta próbuje iść za Nią

Boża Forma

Powiedzieć o Maryi, że jest dla nas wzorem i na tym się zatrzymać, to jakby nic nie powiedzieć. W Jej otwartości na Słowo ważne są trzy aspekty. Po pierwsze, jako słuchająca uczennica zna Słowo Boże. Po drugie, pozwala, by Słowo pokazało Jej, kim jest naprawdę. A ono – jak widzieliśmy – mówi do Niej, że jest Córą Syjonu i Arką Nowego Przymierza. Po trzecie, w Maryi odwieczny Logos staje się Ciałem. Słowo przyjęło „ciało z Maryi Dziewicy”, dlatego Kościół nazywa Ją Forma Dei. Odnosi się to zarówno do faktu poczęcia i zrodzenia przez Nią Syna Bożego, jak i do Jej wychowawczej roli względem chrześcijan. Obrazowo pisze o tym św. Ludwik Maria Grignion de Montfort: „Święci formują się w Maryi. (…) W jednym z kazań św. Augustyn nazywa Najświętszą Maryję Pannę Forma Dei — Formą Boga, właściwą formą do kształtowania i formowania «bogów». Kogo wrzucono do tej Bożej Formy, ten od razu zostaje ukształtowany w Jezusie Chrystusie i Jezus Chrystus w nim. Małym kosztem i w krótkim czasie będzie on przebóstwiony, ponieważ wrzucono go do tej samej Formy, co ukształtowała Boga” (Traktat o prawdziwym nabożeństwie NMP, 219).

Samo uznanie Maryi za (niedościgniony) wzór to o wiele za mało. Należy oddać się w Jej macierzyńskie ręce. Należy schować się w Jej Niepokalanym Sercu, a nawet duchowo skryć się w Jej łonie, by w końcu powtórnie się narodzić. Warto rozumieć ten duchowy akt w kontekście rozmowy Jezusa z Nikodemem. „Rzekł do niego Jezus «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego». Nikodem powiedział do Niego: «Jakżeż może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się?» Jezus odpowiedział: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem. Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić»” (J 3,3-6). Nauczyciel robi tu oczywistą aluzję do konieczności przyjęcia sakramentu Chrztu świętego. Oddanie się pod opiekę Matki Boga jest – jak podkreśla św. Ludwik – „doskonałym odnowieniem ślubów lub przyrzeczeń złożonych na Chrzcie świętym” (Traktat… nr 126). Jest życiem chrześcijańskim – świadomym i wolnym od lęku. 

 


DO ROZWAŻENIA:

  • Jaki jest Twój stosunek do Matki Boga? Czy jest coś, co przeszkadza Ci w nawiązaniu z Nią autentycznej relacji? Czy Twoje wyobrażenie na Jej temat jest ukształtowane przez katolicką wiarę, czyjąś powierzchowną pobożność, herezję, która deprecjonuje Maryję, czy przez świecką kulturę? 
  • Czy uważnie słuchasz tego, co mówi Bóg podczas liturgii? Czy to, co słyszysz, racjonalnie odnosisz do swojego życia? Czy wskazówek i rad życiowych szukasz w nauce Kościoła?
  • Gdzie w Twoim domu znajduje się Pismo Święte? Czy ma swoje godne miejsce? Jeśli nie, spróbuj takie zorganizować, np. na stoliku nocnym lub na komodzie. 
  • Czy często dziękujesz Bogu za to, że działa w Twoim życiu? Zacznij dziękować i przestań narzekać, bo narzekanie to modlitwa demonów. Pomyśl przez chwilę o tym, jak Bóg reaguje na Twoje modlitwy. Przypomnij sobie także Jego brak reakcji. Czasami dopiero po latach rozumiemy, że On okazuje nam miłość także wtedy, gdy ignoruje nasze niedorzeczne błagania. I daje nam o wiele więcej niż to, o co prosiliśmy. 
  • A jeśli prowadzisz całkiem pobożne życie, zastanów się, czy nie za bardzo się nim chełpisz. Nie usprawiedliwiaj się koniecznością dawania świadectwa wobec znajomych. Czy umiałbyś wieść życie pobożne, ale zupełnie ukryte przed światem? Zrób przerwę od opowiadania o sobie. Głoszenie Ewangelii nie wymaga eksponowania osoby głosiciela.


W maju w tej zakładce przeczytasz także o tym, czym jest jubileusz, na który czekamy.

Wkrótce udostępnimy czytelnikom schemat siedmiodniowych rekolekcji prowadzących do oddania się Jezusowi przez ręce Jego Matki. 


[1] Zob. K. Staszak, Pragnij! | Uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP, https://magazynverbum.pl/zycie/kalendarz-liturgiczny/pragnij-uroczystosc-niepokalanego-poczecia-nmp/ oraz  B. Pitre, Jezus i żydowskie korzenie Maryi, Kraków 2020, s. 115-119.


Zostań mecenasem Verbum! Ten projekt rozwinie się dzięki Twojemu wsparciu.