Tajemnice chwalebne o ciele

Zdjęcie: Freestocks / Unsplash

7 września 2022

Zmartwychwstanie

„Wielka udręka stała się udziałem każdego człowieka i ciężkie jarzmo spoczęło na synach Adama, od dnia wyjścia z łona matki, aż do dnia powrotu do matki wszystkich” (Syr 40,1). Wielka udręka nie tylko stała się jakimś udziałem Jezusa Chrystusa, Syna Człowieczego, Syna Adama, ale został On wręcz „zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas…” (Iz 53,5). Przyjął na siebie największą udrękę, aby uwolnić ludzkość z niewoli grzechu; aby uwolnić ludzi od życia w strachu, wszak „obawą ich serca jest myśl o tym, co ich czeka, jest dzień śmierci” (Syr 40,2).

Chrystus wyszedł z łona swej Matki i wrócił do „matki wszystkich”, tzn. do ziemi. Do miejsca, o którym psalmista śpiewa: „…w ukryciu powstawałem, utkany w głębi ziemi” (Ps 139,15). Nasz Pan wrócił tam tylko na krótką chwilę, aby – po tym jak „nieludzko został oszpecony Jego wygląd i postać Jego była niepodobna do ludzi” (Iz 52,14) – w ukryciu odzyskać człowieczy kształt. Wrócił do ziemi – wpadł w nią jak ziarno, które po obumarciu wydaje stukrotny plon. Odtąd wiemy, że „zasiewa się zniszczalne – powstaje zaś niezniszczalne; sieje się niechwalebne – powstaje chwalebne; sieje się słabe – powstaje mocne; zasiewa się ciało zmysłowe – powstaje ciało duchowe” (1 Kor 15,42–44). Odtąd wiemy, że ciało człowieka nie jest bez znaczenia. Nie jest ono tylko opakowaniem dla duszy, którym można pogardzić lub które można zlekceważyć. Dlatego ciała zmarłych grzebiemy. Chociaż są zniszczalne, niechwalebne, słabe i zmysłowe, to zmartwychwstanie Chrystusa sprawiło, że mają szansę stać się niezniszczalne, chwalebne, mocne i duchowe.

Panie Jezu, ucz nas przyjmować całą prawdę o zmartwychwstaniu, ucz nas właściwego stosunku do naszych ciał.

Wniebowstąpienie

„Ofiary ani daru nie chciałeś, aleś Mi utworzył ciało […]. Wtedy rzekłem: «Oto idę […], abym spełniał wolę Twoją, Boże»” (Hbr 10,5–7). Przedwiecznemu Słowu „zrodzonemu, a nie stworzonemu” Ojciec ukształtował Ciało w łonie Maryi. Najpierw po to, aby zamieszkało wśród nas – aby Syn Boży stał się Emmanuelem, czyli „Bogiem z nami”, Bogiem wśród ludzi, Bogiem w drodze (por. Łk 13,33). Wcielenie to wejście Boga w ludzkie doświadczenie, w cielesne doświadczenie drogi. Jezus, przemierzając Judeę i Galileę, jak każdy człowiek odczuwał głód, pragnienie, zmęczenie. Zmęczenie ciała, zmęczenie stóp. Przedwieczne Słowo otrzymało od Ojca Ciało, aby następnie mogło wypełnić Jego wolę, wchodząc na drogę krzyżową. „Na mocy tej woli uświęceni jesteśmy przez ofiarę ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze” (Hbr 10,10). A później Chrystus „zasiadł po prawicy Boga, oczekując tylko, aż nieprzyjaciele Jego staną się podnóżkiem nóg Jego” (Hbr 10,12–13).

Wiele razy Jezus podkreślał, że posłał Go Ojciec. Podczas ostatniej wieczerzy mówił: „Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca” (J 16,28). Ziemska wędrówka Syna Bożego jest zmierzaniem do Ojca w niebie. Ona się skończyła, kiedy po raz ostatni stopy Jezusa dotykały pokrycia Góry Oliwnej (por. Dz 1,12). Teraz czekają już tylko na wrogów, którzy przyjdą się pod nimi ukorzyć.

Od momentu wniebowstąpienia Jezusa także my możemy mieć nadzieję, że „wejdziemy do Miejsca Świętego […]. On nam zapoczątkował drogę nową i żywą, przez zasłonę, to jest przez ciało swoje” (Hbr 10,19–20). Ojciec utworzył Mu ciało, aby Syn wszedł w ludzkie doświadczenie, aby złożył Ciało w doskonałej ofierze rozdartej na krzyżu włócznią rzymskiego żołnierza, a wszystko to w tym celu, aby Ojciec mógł przyjąć Ciało Syna Bożego, a potem także nasze ciała, do wiecznej chwały.

Ojcze Niebieski, oto idę!

Zesłanie Ducha Świętego

Miejsce akcji to podobno ten sam Wieczernik, w którym Pan Jezus mówił: „To jest Ciało Moje”, wskazując na konsekrowany chleb i podając go apostołom (Łk 22,19). Z Ewangelii św. Jana wiemy też, że podczas ostatniej wieczerzy Nauczyciel opowiadał i pokazywał, jakie owoce rodzić ma w Jego uczniach ten sakrament – wzajemną miłość, wzajemną troskę. Brał ich stopy w swoje dłonie, umywał je, wycierał do sucha i robił to na pewno czułym, a zarazem mocnym gestem… Gdy czytam ten fragment, zawsze słyszę: „To jest Ciało Moje”. Tę tożsamość Ciała z Kościołem jako pierwsza pojęła Maryja. I już pod krzyżem zaczęła kształtować Kościół, który został zrodzony z Jego otwartego boku niczym Ewa zrodzona z Adama.

Kiedy św. Jan opisuje śmierć swojego Mistrza, zdaje się sugerować, że to właśnie na Golgocie nastąpiło pierwsze zesłanie Ducha Świętego: „I skłoniwszy głowę oddał ducha” (J 19,30) – użyte tu słowo pneuma oznacza nie tylko ostatnie tchnienie, lecz także Ducha Świętego. Pod krzyżem jednak nie było Piotra, a zatem nie było głowy Kościoła (por. Mt 16,18). Później grono uczniów usłyszało od Zmartwychwstałego: „Pokój wam! […] Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20,21–22). W tekście jednak nie ma żadnej sugestii na temat obecności Maryi i innych kobiet w tamtym momencie. Ale w dniu Pięćdziesiątnicy w Wieczerniku nareszcie wszyscy są razem: apostołowie, krewni Pana, kobiety z Nim związane i najważniejsza postać – Maryja. Jej obecność była konieczna, by uczniowie i uczennice stali się mistycznym Ciałem Chrystusa – tak jak w łonie Niepokalanej kształtowane było Jego fizyczne Ciało. Bez Jej kobiecości nie ma Kościoła.

Aby powiedzieć Ojcu: „Oto idę!”, trzeba poddać się Duchowi Świętemu i łagodnemu prowadzeniu Matki Kościoła. Maryjo, prowadź!

Wniebowzięcie

Nie wiemy, jak wyglądało odejście Maryi do chwały Ojca Niebieskiego. Została wzięta z duszą i ciałem, jednak nauczanie Kościoła nie mówi na ten temat wiele więcej. W tradycji prawosławnej obchodzone jest święto Zaśnięcia Bogurodzicy. Ikony odnoszące się do tego momentu przedstawiają Maryję leżącą na łóżku, wokół którego zgromadzeni są apostołowie. Według legendy nie było z nimi św. Tomasza, a gdy się zjawił dopiero po trzech dniach od zaśnięcia Maryi, kazał sobie otworzyć Jej grób, by raz jeszcze spojrzeć na Matkę Najświętszą. I wtedy się okazało, że „nie ma Jej tu”. Kiedy zasypiała, Jezus zjawił się tylko po Jej duszę, ale później zabrał z grobu także Jej ciało.

Wierzymy, że Niepokalane Serce Maryi jest zjednoczone z Najświętszym Sercem Pana Jezusa. Święty Ludwik, kierując słowa do Syna Bożego, pisał o Maryi: „Łaska tak Ją przekształciła w Ciebie, że już nie Ona żyje i nie Ona jest, ale Ty, mój Jezu, żyjesz i królujesz w Niej doskonalej niż we wszystkich aniołach i błogosławionych. […] Maryja jest tak ściśle z Tobą zjednoczona, że łatwiej byłoby oddzielić światło od słońca i żar od ognia…”. Fascynujący jest fakt, że intuicję wiary wspiera nauka mówiąca o zjawisku mikrochimeryzmu, czyli przechodzeniu komórek płodu do organizmu matki. Komórki dziecka podobno zostają w matce nie tylko podczas ciąży, lecz na długo po jego urodzeniu, niekiedy do końca jej życia. Komórki dziecka wbudowują się w organizm matki, a czasami reagują na jego braki. Pomyślmy, kiedy zapowiedziany przez Symeona miecz przeszywał duszę/Serce Maryi, obecne w Niej komórki Syna musiały zareagować na Jej krzywdę… Dlatego właśnie ciało Maryi zostało zabrane do nieba, nie mogło ulec rozkładowi.

Matko Najświętsza, my, Twoje dzieci duchowo w Tobie ukryte, chcemy pocieszać Twoje Serce tak, jakbyśmy uzupełniali jego zranienia. 

Ukoronowanie Maryi na Królową Nieba i Ziemi

Skoro Bóg Ojciec jest Stworzycielem nieba i ziemi, a wszystko na niebie i ziemi stało się przez Syna Bożego, Syna Maryi, to nasza Matka swoją macierzyńską troskę także musi roztaczać nad obiema tymi rzeczywistościami. Jednak Maryja otrzymała tytuł Królowej Nieba i Ziemi nie tylko dlatego, że odkąd przebywa u boku Syna, panuje z Nim troskliwie nad całym stworzeniem widzialnym i niewidzialnym, lecz przede wszystkim z tego powodu, że te dwie rzeczywistości w sobie łączy. Od momentu kiedy anioł ogłosił Jej, że jest „pełna łaski”, a w Jej łonie przedwieczne Słowo zaczęło przybierać kształt Syna Człowieczego, już nieprzerwanie Maryja, jako stworzenie, godzi w sobie rzeczywistość nieba i rzeczywistość ziemi.

Królowa Nieba i Ziemi stawia przed nami wymaganie – musimy zharmonizować w sobie niebo i ziemię, duszę i ciało. Nie mamy uciekać od ciała, lecz nasycać je niebem – szczerą modlitwą, postawą skruchy, Jego słowem przyjmowanym rozumnie oraz Ciałem adorowanym i spożywanym godnie. Mamy żyć w łasce uświęcającej – unikać grzechu, przebaczać i prosić o wybaczenie, praktykować uczynki miłosierdzia. Mamy być spójni. Dziecięctwo Boże nie może oznaczać „niemowlęctwa w Chrystusie”, o którym pisze św. Paweł w gorzkich słowach do gminy w Koryncie: „A ja nie mogłem, bracia, przemawiać do was jako do ludzi duchowych, lecz jako do cielesnych, jak do niemowląt w Chrystusie. […] Ciągle przecież jeszcze jesteście cieleśni. Jeżeli bowiem jest między wami zawiść i niezgoda, to czyż nie jesteście cieleśni i nie postępujecie tylko po ludzku?” (1 Kor 3,1.2). Z kolei autor Listu do Hebrajczyków przestrzega: „Jeśli dobrowolnie grzeszymy po otrzymaniu pełnego poznania prawdy, to już nie ma dla nas ofiary przebłagalnej za grzechy, ale jedynie jakieś przerażające oczekiwanie sądu i żar ognia” (Hbr 10,26). Jeśli nie zharmonizujemy duszy i ciała, zarówno naszą duszę, jak i nasze ciało pochłonie piekło.

Maryjo, Królowo Nieba i Ziemi, pomóż nam osiągnąć pełną harmonię.

 


Zostań mecenasem Verbum! Ten projekt rozwinie się dzięki Twojemu wsparciu.


Pierwodruk: Karolina Staszak, Tajemnice chwalebne o ciele, „Tota Tua” 4/2022 (12).