Nie dla komfortu | wprowadzenie (cz. V)

Zdjęcie: Jesús Vidal / Unsplash

9 maja 2024

W poprzedniej części naszego wprowadzenia do lectio divina pisałem o różnicy istniejącej pomiędzy medytacją chrześcijańską a medytacją rozumianą jako filozoficzny namysł nad własną egzystencją. Teraz zobaczmy, jaka jest relacja pomiędzy rozmyślaniami o sprawach Bożych a medytacją dalekowschodnią. 

 

Czasami możemy spotkać próby łączenia modlitwy chrześcijańskiej z praktykami dalekowschodnich religii, takimi jak oparta na mantrach medytacja transcendentalna czy też joga. Przy niektórych klasztorach istnieją grupy medytacji chrześcijańskiej odwołujące się do tego typu praktyk. Kościół zauważył tę tendencję już w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Wtedy to autorzy Listu do biskupów Kościoła katolickiego o niektórych aspektach medytacji chrześcijańskiej (1989), podpisanego przez ówczesnego prefekta Kongregacji Nauki Wiary Józefa Ratzingera, wyróżnili dwie przyczyny popularności medytacji dalekowschodnich wśród chrześcijan. Po pierwsze, jak zauważają autorzy Listu, niektórzy katolicy interesują się tymi egzotycznymi formami „z motywów terapeutycznych”, ponieważ szukają wytchnienia od zgiełku współczesności. Brak duchowej harmonii w życiu, które jest poddane męczącemu rytmowi narzuconemu przez rozwinięte technologie, sprawia, że niektórzy chrześcijanie widzą w medytacji drogę do osiągnięcia wewnętrznego spokoju i równowagi psychicznej. Drugim powodem skłaniania się ku praktykom dalekowschodnim jest próba ubogacenia modlitwy chrześcijańskiej: „Niektórzy chrześcijanie uważają, że przez otwarcie się na inne religie i na drodze wymiany doświadczeń ich modlitwa może dzięki tym metodom wiele zyskać” (2).

Chociaż każda religia jest sposobem poszukiwania Boga, to istnieje tylko jedno objawienie – wierzymy, że na jego straży stoi Kościół katolicki.

Zastanówmy się najpierw nad ostatnią kwestią – czy możemy ubogacić nasze życie, czerpiąc z niechrześcijańskich form modlitwy? Kościół zakłada, że każda religia jest skierowana ku Bogu, czyli że polega na poszukiwaniu Boga. W Deklaracji o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich Soboru Watykańskiego II czytamy: „Kościół katolicki nic nie odrzuca z tego, co w religiach owych prawdziwe jest i święte” (Nostra aetate, 2), ze szczerym szacunkiem odnosząc się do tych sposobów działania, które odbijają promień Prawdy. Dla Kościoła jest jednak jasne, że nie wszystko w innych religiach jest „prawdziwe i święte”. Chociaż każda religia jest sposobem poszukiwania Boga, to istnieje tylko jedno objawienie – wierzymy, że na jego straży stoi Kościół katolicki. W innych wyznaniach owe poszukiwania prowadzone są wyłącznie na sposób ludzki i ostatecznie nie przynoszą rezultatu, gdyż nie prowadzą do Chrystusa. Sobór Watykański II dostrzega w innych religiach „ziarna prawdy”, jednak zarazem podkreśla, że Kościół „głosi i obowiązany jest głosić bez przerwy Chrystusa, który jest «drogą, prawdą i życiem» (J 14,6), w którym ludzie znajdują pełnię życia religijnego i w którym Bóg wszystko z sobą pojednał” (2). Inne religie nie są alternatywą dla chrześcijaństwa, dlatego ukształtowane w nich formy modlitwy nie mogą zastąpić modlitwy chrześcijańskiej skierowanej ku Chrystusowi. Jeśli nie mogą jej zastąpić, to czy mogą ją ubogacić (tzn. dodać do niej coś naprawdę ważnego), czy tylko ją – po ludzku – uatrakcyjnią?

W chrześcijańskiej modlitwie nie chodzi więc przede wszystkim o to, aby doświadczyć wewnętrznego spokoju, ale o zjednoczenie z Synem Bożym.

Uatrakcyjnienie mogłoby polegać np. na wprowadzeniu do modlitwy takich technik, które czynią z niej chwilę relaksu lub szczęścia, a zatem dotykamy tutaj pierwszej z wymienionych w Liście przyczyn, dla których chrześcijanie sięgają po dalekowschodnie praktyki medytacyjne. Kongregacja Nauki Wiary w tym samym dokumencie zwraca uwagę na błędne sposoby modlitwy, które przeniknęły do Kościoła już w pierwszych wiekach. Chodzi m.in. o messalianizm: „Fałszywi charyzmatycy IV wieku utożsamili łaskę Ducha Świętego z psychologicznym doświadczeniem jej obecności w duszy” (9). Dla tych ludzi wyznacznikiem dobrej modlitwy były pozytywne emocje osoby „modlącej się”, natomiast ich brak miałby oznaczać, że modlitwa jest nieskuteczna. „Występując przeciw nim, Ojcowie Kościoła podkreślali, że zjednoczenie modlącej się duszy z Bogiem dokonuje się w tajemnicy, a zwłaszcza przez sakramenty Kościoła. Głosili ponadto, że może ono dokonywać się nawet przez doświadczenia smutku lub głębokiego bólu. Wbrew opinii messalian tego rodzaju uczucia niekoniecznie są znakiem, że Duch Święty opuścił duszę. Mogą natomiast stanowić – jak zawsze wyraźnie utrzymywali mistrzowie życia duchowego – autentyczny udział w opuszczeniu przeżytym przez Chrystusa na krzyżu, który zawsze pozostaje wzorem modlitwy i jej pośrednikiem” (10). W chrześcijańskiej modlitwie nie chodzi więc przede wszystkim o to, aby doświadczyć wewnętrznego spokoju, ale o zjednoczenie z Synem Bożym. Dążenie do poczucia komfortu psychicznego może nas czasami od Boga wręcz oddalić.

 


Zostań mecenasem Verbum! Ten projekt rozwinie się dzięki Twojemu wsparciu.