Modli się serce

Zdjęcie: Chris Mai / Unsplash

19 sierpnia 2022

Ludzie są spragnieni szczęścia. Wielu upatruje jego gwarancji w bogactwie, powodzeniu, sukcesach, przygodach, w byciu „kimś”. Szukanie szczęścia to szukanie odpowiedzi na pytania: W czym znajdę prawdziwe życie? W co mogę włożyć całe swoje serce?

 

Szczęście to stan, który jest konsekwencją życia w Bogu. Jezus powiedział o sobie, że to On jest życiem (J 14,6), więc szukanie szczęścia w czymkolwiek poza Nim jest budowaniem iluzji. Gdy pewna grupa ludzi odkryła tę prawdę, zrozumiała, że odkryła perłę. Następnie, tak jak kupiec z przypowieści, ludzie ci sprzedali wszystko, żeby ją zdobyć (por. Mt, 13, 44–46). Wyszli więc spośród gwaru świata na pustynię i zaczęli wprowadzić w czyn zachętę św. Pawła: „…nieustannie się módlcie!” (por. 1 Tes 5,17). Na początku niektórym mnichom chodziło o to, aby rzeczywiście nieustannie wypowiadać słowa modlitwy, jednak po jakimś czasie zrozumieli, że chodzi o coś więcej niż same słowa.

Klasyczna formuła modlitwy serca brzmi: „Panie Jezu Chryste, Synu Boga żywego, zmiłuj się nade mną”. W tym wołaniu złączone są dwa elementy: wyznanie wiary, które złożył Piotr w imieniu apostołów (Mt 16,16), oraz prośba celnika (Łk 18,13). Jest więc to modlitwa wiary, a także modlitwa pokornych, w których Bóg ma szczególne upodobanie. Wołanie to jasno ukierunkowuje człowieka na wszechmoc Bożą i jednocześnie na radykalną zależność od Boga we wszystkim. Treścią modlitwy nieustannej mogą być także krótsze formuły – nawet samo imię „Jezus” czy zawołanie „Abba” – które bywają sylabizowane i łączone z wdechem i wydechem, a więc z rytmem serca. Serca, które pragnie.

Pragnienie Boga

Kiedy pytano o. Pio, kim jest, odpowiadał: „Jestem zakonnikiem, który się modli”. Modlitwa była wpisana w jego tożsamość, tak jakby chciał powiedzieć: „O ile się modlę, o tyle naprawdę jestem”.

„Modlitwa – czy zdajemy sobie z tego sprawę czy nie – jest spotkaniem Bożego i naszego pragnienia. Bóg pragnie, abyśmy Go pragnęli” (KKK 2560). Najpierw jest Boże pragnienie i Boża łaska, a potem jest nasza odpowiedź. Katechizm Kościoła katolickiego jasno określa, skąd pochodzi modlitwa człowieka: „Niezależnie od tego, jaki byłby język modlitwy (gesty, słowa), zawsze modli się cały człowiek. Aby jednak określić miejsce, z którego wypływa modlitwa, Pismo Święte mówi niekiedy o duszy lub o duchu, najczęściej zaś o sercu (ponad tysiąc razy). Modli się serce. Jeśli jest ono daleko od Boga, modlitwa pozostaje pusta” (KKK 2562).

Możemy mieć pewien problem ze zrozumieniem tych słów, ponieważ nasza kultura interpretuje dziś serce jako źródło uczuć, także miłość przedstawiana jest jako uczucie. W Biblii natomiast serce jest samym centrum człowieka, w którym ogniskują się zarówno uczucia, jak i rozum oraz wola, a to przekłada się na konkretne decyzje i postawy człowieka. Pan nasz, Jezus Chrystus, mówi: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania” (J 14,15). Innymi słowy: poznam waszą miłość po waszym działaniu – posłuszeństwie i uległości. To, co czujemy, nie ma takiego znaczenia jak to, jaką przyjmujemy postawę wobec Boga. Nie da się jednak tej postawy wypracować samemu i przygotować dla innych szczegółowych instrukcji. Kluczowa jest tu łaska, której trzeba pragnąć, którą należy rozpoznać i z nią współpracować. Powinniśmy prosić o łaskę głębszej i pełniejszej modlitwy, bo kto pragnie i prosi, ten na pewno otrzyma.

Modlę się, więc jestem

Święty Augustyn pisał w Wyznaniach, że „Bóg jest bliżej nas niż my sami siebie”. Zrozumiał tę prawdę podczas modlitwy dzięki wewnętrznemu światłu, które otrzymał od Boga. Osią modlitwy jest relacja z Nim i życie Boga we wnętrzu człowieka. Odkrycie tej obecności prowadzi do zrozumienia naszej tożsamości, nadaje sens i kierunek naszym działaniom. Wtedy człowiek coraz bardziej staje się tym, kim ma być w oczach Boga, czyli staje się sobą.

Święta Tereska od Dzieciątka Jezus w swojej genialnej prostocie powiedziała kiedyś, że w modlitwie nie chodzi o to, aby dużo mówić, ale o to, aby dużo kochać. Sensem modlitwy jest nieustanna „wymiana miłości” – przyjmowanie miłości Boga i wyrażanie swojej miłości do Niego. Zupełnie tak jak w oddychaniu – wdycham i wydycham Bożą miłość. I tak jak oddech podtrzymuje nasze życie przyrodzone, tak modlitwa serca podtrzymuje nasze życie nadprzyrodzone.

Wszystkie praktyki modlitewne mają swój sens tylko wtedy, gdy powodują przeniknięcia naszego życia Duchem Bożym. Potrzebujemy uczyć się nieustannego stawiania Boga w centrum naszego życia poprzez akty strzeliste oraz wzbudzanie w sobie postawy dziękczynienia, aby pośród różnych czynności dnia widzieć Boga jako pierwszego działającego w naszym życiu. Kiedy ogień modlitwy się w nas rozpala, poświęcenie coraz większej przestrzeni naszego życia modlitwie staje się naturalne. Znajdujemy dla niej jeszcze więcej przestrzeni i wtedy On zsyła jeszcze potężniejszy ogień.

Pan Jezus powiedział do św. Faustyny: „We wszystkim łącz się ze Mną przez miłość” (por. Dz. 531), to znaczy w każdej chwili mamy żyć świadomością Jego obecności, być ukierunkowanymi na Boga, przyjmować Jego miłość i pocieszać Jego Serce. Niech wszystko, co przeżywasz, każde wydarzenie, każde spotkanie z drugim człowiekiem, każde spojrzenie, dźwięk – niech wszystko przypomina ci o Bogu, bo On cię tym obdarował. Gdy człowiek to zrozumie, wtedy wchodzi w modlitwę nieustanną. Kiedy pytano o. Pio, kim jest, odpowiadał: „Jestem zakonnikiem, który się modli”. Modlitwa była wpisana w jego tożsamość, tak jakby chciał powiedzieć: „O ile się modlę, o tyle naprawdę jestem”. W modlitwie sercem nie chodzi więc o różne sposoby modlitwy, techniki ani metody, lecz jest to pewna wewnętrzna postawa, której mocą wszystko, co się dzieje w naszym życiu, staje się żywą modlitwą.

Przykazanie obietnicą

Muszę przyznać, że bardzo często, gdy słyszałem na modlitwie wspólnotowej wezwanie do tego, aby „otworzyć serce”, albo prośbę, żeby „Bóg dotknął naszych serc”, nie wiedziałem, o co chodzi. Odczuwałem wtedy niemałe zakłopotanie i przeżywałem wiele frustracji, myśląc, że źle się modlę, oskarżając się, że nie umiem tego robić. Wszystko się zmieniło, gdy przeżyłem rekolekcje prowadzące do odnowienia darów i charyzmatów Ducha Świętego, które każdy człowiek otrzymał na chrzcie i podczas bierzmowania. Kościół nazywa to doświadczenie chrztem w Duchu Świętym. Nie jest to sakrament, ale odkrycie obdarowania, które Bóg złożył w nas już wcześniej. Wszechmocny pokazał mi wtedy, czym jest doświadczenie modlitwy nieustannej. Przez dłuższy czas odczuwałem wewnętrzny ogień uwielbienia, który płonął we mnie niezależnie od tego, co robiłem. Miałem niezwykłe doświadczenie, że ta modlitwa trwa nawet wtedy, gdy śpię.

Nigdy przedtem nie modliłem się w taki sposób. Wcześniej wypowiadałem w modlitwie pewne myśli, pojawiały się jakieś odczucia, ale to było coś zupełnie innego. To była modlitwa, która była we mnie jakoś głębiej niż wszystkie myśli, odczucia… Miałem wrażenie, jakby była mocno powiązana z moim istnieniem. Doświadczenie to bardzo przemieniało świadomość tego, kim jestem i co się dzieje w głębi mojego serca. Wcześniej, co prawda, czytałem książki o modlitwie nieustannej, ale dawały mi one jedynie zarys tego, czym ona jest. Później, już po tym doświadczeniu, czytając Pismo Święte, zrozumiałem, że to wewnętrzne działanie Ducha Świętego w mojej duszy było spełnieniem biblijnej obietnicy: „Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił” (Pwt 6,5). Zawsze myślałem, że to jest przykazanie, czyli coś, co Bóg mi nakazuje, a ja borykałem się z tym, że tak nie potrafię. Ale zostało przede mną odkryte, że słowa te są obietnicą! Sam Bóg doprowadził do tego, że płonąłem miłością do Niego. Jak wielka była moja radość, gdy odkryłem zapis w Katechizmie Kościoła katolickiego: „Modlitwa jest życiem nowego serca” (KKK 2697). Mogłem dokładnie zrozumieć sens tych słów. To naprawdę było nowe życie we mnie, a potwierdzenie tego znalazłem w nauczaniu Kościoła Świętego. I choć doświadczenie tego wewnętrznego ognia po jakimś czasie zanikło, to jednak Bóg wskazał mi przez to perspektywę modlitwy, do której chce mnie prowadzić.

 


Zostań mecenasem Verbum! Ten projekt rozwinie się dzięki Twojemu wsparciu.


Pierwodruk: Marcin Modrzyński, Modli się serce, „Tota Tua” 6/2021 (2).