Byśmy byli jedno

Zdjęcie: Shawn Pang / Unsplash

28 marca 2024

Jedność, o której tak często dziś w Kościele mówimy, to nie jest stan osiągalny w wyniku jakiejkolwiek debaty. Jedność jest darem ściśle związanym z Eucharystią. Należy go przyjąć sercem ofiarnym i rozumnym, ponieważ jest to dar, za który odpowiadamy przed Bogiem.

 

Święty Jan Ewangelista, opisując ostatnią wieczerzę, nie zanotował słów Jezusa: „To jest Ciało moje […]. To jest moja Krew” (por. Mt 26,26.28). O konieczności spożywania Ciała i Krwi Zbawiciela najmłodszy Jego uczeń informuje nas w szóstym rozdziale swojej Ewangelii, w którym zamieścił tzw. mowę eucharystyczną. Nauczyciel wygłosił ją w Kafarnaum na drugi dzień po cudownym rozmnożeniu chleba. Powiedział m.in.: „Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim” (J 6,55–56). Jezus zgorszył tym wystąpieniem wielu swoich uczniów, którzy dosłownie, a więc poprawnie zrozumieli Jego wypowiedź. Następnie św. Jan, chociaż opisuje ostatnią wieczerzę aż w pięciu rozdziałach, to nie porusza w nich już wątku Ciała i Krwi, lecz zwraca naszą uwagę na wezwanie, jakie kieruje Chrystus do swoich naśladowców.

Słowa Jezusa: „To jest Ciało moje” dotyczą zarówno konsekrowanego Chleba, jak i Kościoła.

Zaproszenie do jedności

W czwartej Ewangelii czytamy, że w pewnym momencie wieczerzy Nauczyciel wstał, zdjął wierzchnią szatę, przepasał się prześcieradłem, nalał wody do misy i zaczął umywać swoim uczniom stopy. Po zakończeniu tego swoistego obrzędu tłumaczył im: „Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie «Nauczycielem» i «Panem» i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: sługa nie jest większy od swego pana ani wysłannik od tego, który go posłał. Wiedząc to, będziecie błogosławieni, gdy według tego będziecie postępować” (J 13,12–17). Nieco dalej precyzuje: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13,34–35). Następnie, używając metafory winnego krzewu, opowiada o zjednoczeniu: „Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity” (J 15,5). Z kolei pod koniec uczty głośno kieruje prośbę do Ojca: „Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. […] Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował, tak jak Mnie umiłowałeś” (J 17,20–21.23).

Czasami mówi się, że synoptycy opisali formę Eucharystii, natomiast św. Jan opowiedział nam o jej treści, jednak jest to spore uproszczenie, gdyż jej treścią jest zarówno spożywanie Ciała Pańskiego i picie Jego Krwi, jak i komunia (zjednoczenie) przystępujących do tego sakramentu. Należy raczej podkreślić, że umiłowany uczeń Chrystusa w swoim obrazie ostatniej wieczerzy pokazuje, jakie owoce powinna w nas rodzić Eucharystia, do czego ona jest zaproszeniem – do realnej jedności, o której Jezus mówi apostołom na różne sposoby. Ważne jest jednak, by rozumieć, że w przyjmowaniu Ciała Pańskiego – największej świętości, z jaką możemy mieć kontakt tu, na ziemi – nie ma nic „magicznego”. Na ten Pokarm należy się otworzyć rozumnym i pokornym sercem, bo dopiero wtedy wyda w nas swoje owoce. Zauważmy, że w apostołach spożycie Ciała i Krwi Chrystusa nie spowodowało natychmiastowych skutków, nie zaszła w nich nagła przemiana w lepszych naśladowców Pana. Po jej ustanowieniu jeden z nich wyszedł, by zdradzić swojego Nauczyciela, drugi natomiast następnego dnia się Go zaparł. Jest to dla nas ważna przestroga.

Nasze osobiste zjednoczenie z Chrystusem rozbudza w nas miłość do bliźnich, dlatego ułatwia nam podjęcie decyzji, byśmy sami włączyli się w jakiś rodzaj służby wobec nich. Ale wprowadzenie pobożnych natchnień w życie zależy od naszej wytrwałej współpracy z łaską.

To jest Ciało Moje

Kiedy rozważam tajemnicę ustanowienia Eucharystii, medytując nad Janową Ewangelią, kiedy próbuję sobie wyobrazić ten moment, w którym Nauczyciel bierze w dłonie nie chleb, lecz stopy apostołów, nie mogę nie słyszeć słów odnotowanych przez pozostałych ewangelistów: „To jest Ciało Moje”. Te dwa obrazy ustanowienia Eucharystii nakładają się na siebie, dzięki czemu dają głębsze zrozumienie natury Kościoła. Chrystus bierze w dłonie stopę św. Piotra – stopę tchórza, o którym wie, że zaraz się Go wyprze. Następnie Chrystus bierze w dłonie stopę Judasza – stopę zdrajcy, o którym wie, że zaraz przyprowadzi po Niego żołnierzy. Stopa Piotra będzie później zostawiała ślad na drodze wytyczonej przez Jezusa, lecz stopa Judasza tylko zawiśnie nad ziemią, kiedy nieszczęśnik postanowi odebrać sobie życie (Mt 27,5). Obie jednak należą do mistycznego Ciała Chrystusa.

Słowa Jezusa: „To jest Ciało moje” dotyczą zarówno konsekrowanego Chleba, jak i Kościoła. Rozumiał to św. Paweł, kiedy w Liście do Koryntian opisywał rzeczywistość wspólnoty pierwszych chrześcijan: „Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem. Wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, [aby stanowić] jedno Ciało” (1 Kor 12,12–13). W tym samym liście św. Paweł raz jeszcze powtarza tę myśl, odwołując się już wprost do Eucharystii: „Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czyż nie jest udziałem we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa? Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno Ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego samego chleba” (1 Kor 10,16–17). Ten związek pomiędzy realnym ciałem Chrystusa, którym jest Eucharystia, a Ciałem mistycznym, którym jest Kościół, widzimy także w pierwszych słowach Pana skierowanych do gorliwego faryzeusza represjonującego pierwszych chrześcijan: „Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?” (Dz 9,4).

W Katechizmie Kościoła katolickiego czytamy, że Eucharystię nazywamy komunią, ponieważ „przez ten sakrament jednoczymy się z Chrystusem, który czyni nas uczestnikami swojego Ciała i swojej Krwi, abyśmy tworzyli z Nim jedno ciało” (KKK, 1331). Nie chodzi tu tylko o aspekt indywidualnego zjednoczenia człowieka z Bogiem. Katechizm przypomina pełne zachwytu zawołanie św. Augustyna: „O sakramencie pobożności! O znaku jedności! O więzi miłości!” (KKK, 1396). Nasze osobiste zjednoczenie z Chrystusem rozbudza w nas miłość do bliźnich, dlatego ułatwia nam podjęcie decyzji, byśmy sami włączyli się w jakiś rodzaj służby wobec nich. Ale wprowadzenie pobożnych natchnień w życie zależy od naszej wytrwałej współpracy z łaską.

Uczynki miłosierdzia

Święty Jan Chryzostom, jeden z największych ojców Kościoła, podczas pewnej homilii mówił do wiernych zebranych w bazylice w Konstantynopolu: „Jeśli pragniesz oddać cześć Ciału Chrystusa, nie zapominaj o Nim, gdy jest w potrzebie. Nie czcij Go w kościele jedwabiem, jeśli na zewnątrz nie zauważasz, gdy jest zziębnięty i nagi. Ten bowiem, kto powiedział: «To jest Ciało moje» i sprawił to, co powiedział, mówił także: «Byłem głodny, a nie daliście Mi jeść» oraz «czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście nie uczynili». Tutaj, w kościele, z pewnością nie potrzebuje okrycia, ale czystych dusz, tam, na zewnątrz, bardzo potrzebuje pomocy”[1].

Przytoczone przez św. Jana Chryzostoma słowa Jezusa padające w kontekście opisu sądu ostatecznego (Mt 25,31–46) są źródłem wskazówek nazwanych przez Kościół uczynkami miłosierdzia wobec ciała. Jest ich siedem: głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, podróżnych w dom przyjąć, więźniów pocieszać, chorych nawiedzać, umarłych pogrzebać. Myślę, że są one zrozumiałe dla każdego chrześcijanina, a historia Kościoła – wielu zakonów, zgromadzeń, świętych oraz świeckich organizacji – pokazuje, że zostały one wcielone w życie naszej wspólnoty. Należy jednak pamiętać, że fakt, iż wiele instytucji Kościoła dba o naszych bliźnich, którzy znaleźli się w potrzebie, nie zwalnia każdego z nas z indywidualnej troski o drugich – na miarę naszych możliwości i w zgodzie z naszym powołaniem.

W kontekście naszej odpowiedzialności za bliźnich musimy mówić nie tylko o trosce o doczesne funkcjonowanie ich ciał, ale przede wszystkim o zbawienie ich dusz, których ciała są przecież wyrazem.

Troska o dusze

Chrystus powiedział do Szatana: „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” (Mt 4,4). Natomiast do szukającego go tłumu przemówił gorzko: „Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości” (J 6,26), a słowa te bezpośrednio poprzedzają mowę eucharystyczną, w której Nauczyciel kieruje uwagę na konieczność spożywania prawdziwego Pokarmu. Widzimy więc, że w kontekście naszej odpowiedzialności za bliźnich musimy mówić nie tylko o trosce o doczesne funkcjonowanie ich ciał, ale przede wszystkim o zbawienie ich dusz, których ciała są przecież wyrazem. Dlatego to Kościół mówi także o uczynkach miłosierdzia względem duszy. Są to: grzeszących upominać, nieumiejętnych pouczać, wątpiącym dobrze radzić, strapionych pocieszać, krzywdy cierpliwie znosić, urazy chętnie darować, modlić się za żywych i umarłych.

Wydaje się, że uczynki miłosierdzia wobec duszy bywają dzisiaj przez niektórych chrześcijan ignorowane, przez innych – niewłaściwie rozumiane. Widać to najlepiej na przykładzie wskazania: grzeszących upominać. Zauważmy, że grzeszyć może tylko ten, kto zna i rozumie kategorię grzechu – grzech w nauczaniu Kościoła jest świadomym i dobrowolnym przekroczeniem Bożego prawa. A zatem nie należy upominać ludzi żyjących poza Kościołem, gdyż zalecenie to dotyczy naszych sióstr i braci w Chrystusie. Warto też pamiętać o zasadzie z Ewangelii św. Mateusza: „Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik” (Mt 18,15–17). Widzimy tu z jednej strony, że priorytetem jest odbudowanie relacji, z drugiej zaś, w ostateczności konieczny jest radykalizm w podejściu do grzeszących uczniów Chrystusa. Należy tutaj poczynić jeszcze jedną uwagę: zasada rozmowy „w cztery oczy” nie dotyczy sytuacji publicznego błądzenia, które gorszy i dezorientuje całą wspólnotę. Publiczni gorszyciele dla dobra otoczenia powinni zostać upomnieni publicznie – taki przykład daje Paweł, kiedy otwarcie sprzeciwia się Piotrowi (zob. Ga 2,11).

Następne trzy uczynki miłosierdzia wobec duszy – nieumiejętnych pouczać, wątpiącym dobrze radzić, strapionych pocieszać – dotyczą właściwie głoszenia, gdyż chrześcijanin poucza, radzi i pociesza przede wszystkim w oparciu o Ewangelię. Niesiemy prawdę o królestwie Bożym, a nie o tym, jak odnieść doczesny sukces i optymalny dobrostan. Mówimy o dążeniu do świętości, a nie o tym, że „trzeba walczyć o swoje”, że „zasługujesz na więcej” i „jesteś tego warta”. Dobra Nowina bywa czasami niewygodna, a ten, kto próbuje pouczyć w oparciu o zasady Ewangelii, może zostać odebrany jako nieprzyjaciel tego, kto potrzebuje pouczenia, ale jest przekonany, że postępuje bez zarzutu. Jednak tylko Ewangelia jest źródłem mądrości, wskazówek i nadziei.

Krzywdy cierpliwie znosić oraz urazy chętnie darować – te dwa uczynki zwłaszcza wprowadzają nas na drogę do świętości. Zbliżają nas do Chrystusa dostrzeżonego tym razem nie w bliźnim (jak w przypadku uczynków miłosierdzia wobec ciała), lecz w nas samych. Są to zachęty do zjednoczenia się z naszym Panem w Jego krzywdach i cierpieniu. Na koniec – modlić się za żywych i umarłych, właśnie dlatego, że jesteśmy jedno. Wciąż za mało rozumiemy, że często więcej znaczy wytrwała modlitwa za człowieka niż jakiekolwiek emocjonalne wsparcie, którego możemy mu udzielić. Natomiast modlitwę za zmarłych należy przyjąć jako szczególne zobowiązanie, wyraz troski za tych, którzy już nie są w stanie poprawić swojej sytuacji. Skoro jesteśmy jedno, to modląc się za cały Kościół, modlimy się za siebie samych.

* * *

Podczas przyjmowania Komunii Świętej jednoczymy się z Chrystusem. Musimy jednak pamiętać, że robimy to bezowocnie, jeśli nie staramy się wyciągać wniosków z Chrystusowej lekcji, którą przedstawił umiłowany uczeń Pana.

 


[1] Święty Jan Chryzostom, Homilia na Ewangelię św. Mateusza, „Liturgia Godzin”,  t. 4, s. 135.


Zostań mecenasem Verbum! Ten projekt rozwinie się dzięki Twojemu wsparciu.