Cisza w liturgii

Źródło: Carlos Magno / Unsplash

18 lipca 2022

Niekiedy można usłyszeć od ludzi letniej wiary, że potrzebują odwiedzić kościół, ponieważ sakralna przestrzeń pomaga im się wyciszyć. Choć w kościele powinniśmy szukać przede wszystkim Boga, a nie ukojenia zmysłów, to w tej potrzebie wyciszenia się zawarta jest bardzo dobra intuicja – kościół, ale przede wszystkim liturgia, oferując szczególnego rodzaju ciszę, nastraja nasze wnętrze. Robi to jednak w bardzo konkretnym celu…

 

Kiedy uczestniczymy w dobrze sprawowanej liturgii, nasze zmysły są nieustannie, subtelnie poruszane. Piękny zapach kadzidła rozbudza nasze powonienie. Krzyż, pięknie zdobiony ewangeliarz, naczynia i stroje liturgiczne przykuwają nasz wzrok. Schola, organista i wszelkie dialogi, a przede wszystkim liturgia słowa oddziałują na nasz słuch. Od pierwszego momentu Mszy Świętej nasze zmysły są przyciągane przez zewnętrzne znaki i symbole, aby nas odsyłać do ich znaczenia, aby pomagać nam w oddawaniu Bogu uwielbienia i czci, uczyć nas modlitwy dziękczynienia i prośby. Pomagają nam one uczestniczyć nie tylko aktywnie, ale i z pełnym zaangażowaniem. Do tego dążyła i wciąż dąży odnowa liturgiczna prowadzona po Soborze Watykańskim II. Jednak ojcowie soborowi, przygotowując konstytucję o liturgii świętej Sacrosanctum concilium, zwrócili uwagę, że nie tylko „aktywizujące” elementy służą „pełnemu zaangażowaniu”. Napisali w niej: „Celem wzmożenia czynnego uczestnictwa należy zachęcać wiernych do wykonywania aklamacji, odpowiedzi, psalmów, antyfon, pieśni, jak również czynności czy gestów oraz przyjmowania właściwej postawy ciała. W odpowiednim czasie należy zachować także pełne milczenie” (Sacrosanctum concilium, 30).

Często w naszych wspólnotach – nawet w tych, które bardzo dbają o ceremoniał – tego milczenia i ciszy w liturgii prawie nie ma, a jeśli nawet są, to nie wiadomo, co z tą rzeczywistością zrobić. To efekt naszych czasów – otoczeni przez krzykliwe bodźce wzrokowe, słuchowe itp. mamy problem z wejściem w ciszę, próbujemy ją zagadać, wypełnić, by nie czuć się nieswojo. A jednak odnowa liturgiczna wymaga wprowadzenia w odpowiednich momentach silentium sacrum, czyli świętego milczenia. Dlatego warto, byśmy sobie postawili pytanie: po co nam cisza i milczenie? Jak możemy owocnie przeżywać ciszę?

Potrzeba ciszy – potrzeba dialogu

Skoro liturgia ma być przestrzenią aktualnego przeżywania tajemnic naszego zbawienia, wymaga od nas troski o wewnętrzne nastawienie, umożliwiające rozważanie treści, które przekraczają nasze możliwości intelektualne.

Kiedy przyjrzymy się współczesności, zobaczymy, że z jednej strony ludzie uciekają od ciszy i próbują ją w sobie zagłuszać, a z drugiej strony coraz częściej odkrywają, że takie podejście nie daje im szczęścia, poczucia bezpieczeństwa ani przestrzeni do wyrażania siebie w prawdzie. Żyjemy coraz szybciej, gonimy za wieloma rzeczami i sprawami, z dużym trudem przychodzi nam zdrowy, prawdziwy odpoczynek. Dlatego, jak zauważył kard. Joseph Ratzinger, coraz większą popularnością cieszą się różnego rodzaju ćwiczenia medytacyjne, pochodzące zwłaszcza z obszaru duchowości niechrześcijańskiej, które mają doprowadzić człowieka do wewnętrznej ciszy. Człowiek w głębi swego serca jej pragnie, ponieważ pragnie osiągnąć pokój, a z jakiegoś powodu nie znajduje tego w chrześcijaństwie, nie znajduje tego w liturgii[1].

Skoro liturgia ma być przestrzenią aktualnego przeżywania tajemnic naszego zbawienia, wymaga od nas troski o wewnętrzne nastawienie, umożliwiające rozważanie treści, które przekraczają nasze możliwości intelektualne. Musimy ich słuchać, musimy się z nimi oswajać, ale żeby coś lub kogoś dobrze usłyszeć, najpierw trzeba zamilknąć. Milczenie uzdalnia nas do słuchania i jednocześnie uzdalnia nas do mówienia. Bo kiedy w milczeniu przyjmujemy słowa drugiej osoby, zostają one przez nas w jakiś sposób uwewnętrznione. Milczenie to nie tylko nicniemówienie, ale to przede wszystkim postawa, która pozwala przyjąć słowo drugiego, zrozumieć je oraz udzielić na nie odpowiedzi. A zatem milczenie rodzi dobrze pojęty dialog. Trafnie to ujął Benedykt XVI, pisząc w jednym ze swoich orędzi: „Chodzi o relację między milczeniem i słowem: dwoma wymiarami komunikacji, które powinny się równoważyć, następować po sobie i dopełniać, by uzyskać autentyczny dialog i głęboką bliskość między ludźmi. Kiedy słowo i milczenie nawzajem się wykluczają, komunikacja ulega pogorszeniu, albo dlatego, że powoduje pewne oszołomienie, albo też dlatego, że – przeciwnie – tworzy klimat chłodu; kiedy natomiast milczenie i słowo się wzajemnie dopełniają, komunikacja nabiera wartości i znaczenia”[2]. Liturgia jest dialogiem między Bogiem a człowiekiem w Kościele oraz dialogiem wewnętrznym Kościoła jako mistycznego Ciała Chrystusa, dlatego powinna być oparta nie tylko na słowie, ale i na milczeniu.  

Aby dobrze przeżyć milczenie, musimy zatroszczyć się o ciszę. Chodzi o ciszę wewnętrzną, czyli stworzenie przestrzeni na przyjęcie słowa. Kiedy pielęgnuję w sobie postawę ciszy, sprawiam, że moje uczestnictwo w liturgii może być pełniejsze nie tylko przez działanie, ale po prostu przez bycie. Wszelkie znaki, gesty, zapachy, słowa mogą wybrzmieć w ciszy mojego wnętrza i mogą ją napełnić Duchem Bożym.

Ciszę wewnętrzną pielęgnuje się i buduje przez świadome trwanie w ciszy zewnętrznej. Ponieważ wiele jest w nas niepokoju, trudu itp., musimy uczyć się trwać w tej ciszy zewnętrznej, aby ona mogła oswajać i przemieniać nasze wnętrze. Wyjście na „pustynię”, gdzie jedynymi bodźcami jesteśmy my sami, jest potrzebne w takim wymiarze, w jakim jesteśmy powołani – inne potrzeby ma mnich, a inne żona i mama trójki dzieci. Jednak każdy z nas potrzebuje ciszy zewnętrznej dla nastrojenia tego, co wewnątrz. Taka intuicja znajduje swoje odzwierciedlenie w liturgii. Dlatego warto sobie przypomnieć o tych momentach, które w liturgii mają być związane z ciszą, oraz na nowo rozbudzać w sobie wrażliwość i troskę o nie. 

Momenty wewnętrznego skupienia

W akcie pokuty, po wezwaniu kapłana: „Uznajmy przed Bogiem, że jesteśmy grzeszni, abyśmy mogli z czystym sercem złożyć Najświętszą Ofiarę”, powinno nastąpić krótkie milczenie, byśmy w ciszy swojego sumienia stanęli w prawdzie przed Bogiem i przed Kościołem. Ten moment milczenia uzdalnia nas do dalszego celebrowania, do większego skupienia, pozostawienia tego, co w nas wprowadza niepokój w rękach Boga. Dzięki temu pełniej będziemy uczestniczyć w Eucharystii.

Po wezwaniu kapłana „módlmy się” przed liturgią słowa, zanim odczyta on słowa modlitwy, powinna nastąpić chwila ciszy, abyśmy mogli w sobie wzbudzić intencję, z jaką przyszliśmy na Mszę Świętą. Warto też w skupieniu pomyśleć o wszystkich zgromadzonych, aby kolekta (z łac. conligare – zbierać; collecta – zbiórka) była faktycznie modlitwą całej wspólnoty. Wtedy nikt z nas nie będzie odosobniony we wznoszonych modlitwach i staniemy przed Bogiem jako zjednoczony Kościół.

Kiedy zachowujemy ciszę i w milczeniu słuchamy czytań i Ewangelii, pozwalamy wybrzmieć Słowu, przez co może ono jeszcze lepiej w nas się zakorzenić, zostać lepiej zrozumiałe i może uzdolnić nas do osobistej odpowiedzi. Nie jest to przerwa na odpoczynek, ale czas na trwanie, refleksję, wyznanie wiary, a w konsekwencji – nawrócenie.

Milczenie buduje naszą postawę względem Boga, drugiego człowieka, a także nas samych, uzdalniając nas do usłyszenia prawdy w głębi sumienia.

Podniesienie konsekrowanego Chleba i kielicha z Winem może odbywać się w ciszy lub przy dźwięku dzwonków, jednak zawsze jest ono połączone z milczeniem wiernych. Jest to moment, kiedy może w nas wybrzmieć modlitwa adoracji i uwielbienia Boga za to, że sam do nas przychodzi w prostych znakach eucharystycznych. Możemy posłużyć się wewnętrznym aktem strzelistym, takim jak na przykład „Pan mój i Bóg mój”. Ten moment uczy nas modlitwy adoracji i dziękczynienia.

Jednym z najbardziej zaniedbanych momentów ciszy i milczenia w liturgii są obrzędy Komunii Świętej. Po śpiewie Baranku Boży powinna zostać zapewniona chwila ciszy, aby kapłan i wierni mogli spokojnie przygotować się na przyjęcie Pana Jezusa. Podobnie po Komunii, kiedy kończą się wszystkie akcje liturgiczne, warto zachować ciszę, aby każdy indywidualnie mógł prosić o owocowanie w życiu przyjętej Eucharystii.

* * *

Milczenie w liturgii nie jest tylko próbą wyciszenia, ale jest ono warunkiem głębokiego spotkania z Bogiem, który jest i chce jak najszczodrzej udzielać się celebrującej wspólnocie. Milczenie buduje naszą postawę względem Boga, drugiego człowieka, a także nas samych, uzdalniając nas do usłyszenia prawdy w głębi sumienia. Milczenie pozwala Bogu działać w każdym wiernym, jak i w całej wspólnocie, bo „dobrze jest czekać w milczeniu ratunku od Pana” (Lm 3,26). Dlatego nie bójmy się troszczyć o ciszę, starajmy się, aby – paradoksalnie – mogła ona wybrzmieć w naszej liturgii z całą mocą i prowadzić nas na spotkanie z Bogiem, drugim człowiekiem i nami samymi w prawdzie. Tak jak pisał to Joseph Ratzinger: „Właśnie od liturgii oczekujemy, że ofiaruje nam pozytywną ciszę, w której znajdziemy drogę do siebie – ciszę, która nie jest zwykłą przerwą w mówieniu, przepełnioną tysiącem myśli i pragnień, lecz wewnętrznym skupieniem”[3].


[1] Por. J. Ratzinger, Duch liturgii, tłum. E. Pieciul, Poznań 2002, s. 185.
[2] Benedykt XVI, Orędzie na 46. Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu, www.paulus.org.pl/221,-46-sdssp-benedykt-xvi–2012 [dostęp: 24.05.2021].
[3] J. Ratzinger, Duch liturgii, dz. cyt., tamże.


Zostań mecenasem Verbum! Ten projekt rozwinie się dzięki Twojemu wsparciu.


Pierwodruk: Mikołaj Walczak OP, Znaczenie ciszy w liturgii, „Tota Tua” 7/2021 (3).